- To prawdziwie historyczna zmiana w brytyjskiej polityce - mówił w piątek rozemocjonowany Nigel Farage podczas przemówienia przed ratuszem należącej do Londynu gminy Havering. To miejsce dla jego ugrupowania może okazać się symboliczne. Według dotychczasowych wyników czwartkowych wyborów lokalnych w Wielkiej Brytanii to jeden z dwóch samorządów, w których jego partia Reform UK zdobyła bezwzględną większość.
Na drugim politycznie biegunie znalazł się lider rządzącej Partii Pracy, premier Keir Starmer.
- Straciliśmy znakomitych radnych Partii Pracy w całym kraju, ludzi, którzy dali tak wiele swoim społecznościom i naszej partii. To boli i powinno boleć, biorę za to odpowiedzialność - przyznał skruszony w swoim pierwszym wystąpieniu po czwartkowym głosowaniu.
Bo chociaż pełne wyniki nie są jeszcze znane, a wybory lokalne nie emocjonują aż tak bardzo jak te parlamentarne, to dla całej klasy politycznej to ważny sygnał. Dla jednych optymizmu, dla drugich - poważnego ostrzeżenia. A brytyjska polityka może znajdować się w przededniu większego przewrotu. Dlaczego właśnie teraz?