Premier Kosowa o serbskich siłach specjalnych "zaledwie kilka metrów od granicy". Pokazuje nagranie. Belgrad: to dezinformacja

Źródło:
PAP, koha.net, tvn24.pl
Nagranie opublikowane przez premiera Kosowa. Według Kurtiego przedstawia serbskich żołnierzy przy granicy
Nagranie opublikowane przez premiera Kosowa. Według Kurtiego przedstawia serbskich żołnierzy przy granicy
Albin Kurti/Facebook
Nagranie opublikowane przez premiera Kosowa. Według Kurtiego przedstawia serbskich żołnierzy przy granicyAlbin Kurti/Facebook

Serbskie jednostki sił specjalnych zostały zaobserwowane w odległości zaledwie kilku metrów od granicy z Kosowem - przekazał w czwartek kosowski premier Albin Kurti, by już niespełna dobę później mówić, że sytuacja nie jest tak niepewna, jak się wcześniej wydawało. Władze w Belgradzie uznały jego słowa za dezinformację, jednak Serbia w ostatnim czasie często rozmawia z Rosją, której zależy na destabilizowaniu Bałkanów.

Premier Kosowa Albin Kurti opublikował w czwartek na swoim oficjalnym profilu na Facebooku wpis, w którym podał, że w ciągu dnia jednostki sił specjalnych armii Serbii zaobserwowano "zaledwie kilka metrów od granicy z Kosowem", a konkretnie w pobliżu miejscowości Banja (na północny zachód od Kosowa). Dodał, że podobne ruchy zarejestrowano także w miejscowości Oslare (na południowy wschód od granicy).

"Jesteśmy świadomi tego, że wojska Serbii prowadzą regularnie ćwiczenia, żeby wywołać napięcia i doprowadzić do prowokacji na granicy z naszym państwem" - oświadczył szef rządu, którego wpis w piątek zacytował też dziennik "Koha Ditore".

"Uważnie obserwujemy, czy będą próbowali przekroczyć granicę, bo to zbliżenie się ich pojazdów wojskowych nie jest normalne" - dodał premier.

Do tej informacji Kurti dołączył nagranie, na którym widać pojazdy i kilkoro osób idących drogą. Również w kosowskich mediach zamieszczono nagranie z drona, na którym zaobserwowano to, co nazwano ruchami serbskich żołnierzy.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Eksperci: Rosja próbuje otworzyć na Bałkanach "nowy front" przeciwko Zachodowi

Google Maps
Google Maps

"Mają ćwiczenia wojskowe"

Na piątkowej konferencji, którą opisał dziennik "Koha Ditore", premier również odniósł się do działań Serbów.

Przekazał, że jak na razie nie ma informacji, by ponownie zbliżyli się do granicy. - Wszystko jest pod obserwacją - zapewnił. Wyjaśnił, że Serbowie "mają jakieś ćwiczenia wojskowe, ale nie odbywają się one 10 metrów od granicy". Jego zdaniem "wydaje się, że dzisiejszy dzień będzie inny niż wczoraj".

Serbia zaprzecza

Do zarzutów premiera Kosowa odniosło się w piątek ministerstwo obrony Serbii. "Słowa Kurtiego o rozmieszczaniu wojsk Serbii wzdłuż linii administracyjnej z Kosowem (tak Serbowie określają granicę z nieuznawanym sąsiadem - red.) są kontynuacją jego kampanii dezinformacyjnej wymierzonej przeciwko serbskim siłom bezpieczeństwa" - podano.

Minister o serbskich wojskach i "zagrożeniu nie tylko dla Kosowa"

To nie pierwszy raz, gdy kosowskie władze informowały o obecności obcej armii w pobliżu granicy. W połowie lutego minister obrony Ejup Maqedonci - cytowany przez "Koha Ditore" - mówił, że na południu Serbii rozlokowano ogromne siły wojska, policji i żandarmerii.

- Znajdują się głównie w bazach w Raszce, Niszu i Vranju, czyli wzdłuż całej linii granicznej naszego kraju. Ustawiono tam też sprzęt z Chin i Rosji, co przedstawia zagrożenie nie tylko dla Kosowa, ale i całego regionu - przekonywał wówczas polityk. Dodał, że "ryzyko jest bardzo wysokie" .

Zwracał też uwagę na współpracę Belgradu z Moskwą w celu destabilizacji regionu. - Należy zauważyć, że jedną z metod używanych przez rosyjskie służby jest informacja, która zawsze ma na celu wywołanie destabilizacji. Struktury wywiadowcze Serbii są intensywnie wspierane przez struktury wywiadowcze Rosji - podkreślał.

Wpływy Rosji

Obawy o wpływy Rosji na Bałkanach nie ucichły od tamtego czasu. Ostatnio eksperci Foundation for Defense of Democracies (FDD) w tekście na łamach "Wall Street Journal" ostrzegli, że Kreml próbuje otworzyć nowy front w walce przeciwko Zachodowi na Bałkanach, podsycając płomienie konfliktu i niestabilności.

Specjaliści twierdzą, że Moskwa nie potrzebuje do tego wysyłania tam swoich sił, lecz może polegać na Serbii, by ta doprowadziła do wybuchu przemocy i niestabilności.

Skupiając się na napięciach między Serbią i Kosowem, eksperci przypominają wydarzenia z ubiegłego roku, kiedy Serbia zaczęła gromadzić wojska i sprzęt przy granicy z Kosowem. Twierdzą, że choć później żołnierze zostali wycofani, to "ewidentnym jest, że Belgrad i Moskwa przygotowują drugą kampanię przemocy i prowokacji w 2024 roku".

CZYTAJ WIĘCEJ: Eksperci: Rosja próbuje otworzyć na Bałkanach "nowy front" przeciwko Zachodowi

Ponadto minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow i jego serbski odpowiednik Ivica Dacic spotkali się w czwartek na rozmowach w Moskwie.

Spięcia Serbii z Kosowem

Serbia utraciła nad Kosowem kontrolę po kampanii zbrojnej NATO w 1999 roku i odmawia uznania ogłoszonej w 2008 roku niepodległości swej byłej prowincji. Państwo nadal zamieszkuje mniejszość serbska, z której część skupiona jest na terenach północnych, przy granicy.

W ostatnich miesiącach pomiędzy Serbią i Kosowem dochodziło do licznych zaostrzeń konfliktu, wywołanych m.in. atakiem serbskich napastników na kosowską policję, co Prisztina nazwała atakiem terrorystycznym, czy decyzją władz Kosowa o wycofaniu serbskiego dinara z obiegu (walutą Serbii posługują się zamieszkujący Kosowo Serbowie).

Autorka/Autor:akr/adso

Źródło: PAP, koha.net, tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: Albin Kurti/Facebook