Koniec wojny Zachodu w Afganistanie. Co dalej?

Autor:
mart,ft\mtom
Źródło:
Reuters, BBC, PAP

Ostatni amerykańscy żołnierze opuścili w poniedziałek Kabul, kończąc trwającą od 2001 roku misję wojskową w Afganistanie. Zakończenie operacji stawia wiele wyzwań zarówno przed państwami zachodnimi, jak i kształtującym się talibskim rządem. O tym, jak może wyglądać przyszłość Afganistanu, jakie miejsce w społeczeństwie zajmą afgańskie kobiety i czy kraj ten może stać się "poligonem terrorystów", piszą w swych analizach zagraniczne media.

W poniedziałek w nocy ostatni samolot z amerykańskimi żołnierzami odleciał z lotniska międzynarodowego w Kabulu. Misja USA w Afganistanie trwała od października 2001 roku, kiedy to w odpowiedzi na zamachy z 11 września rozpoczęła się międzynarodowa inwazja, zakończona obaleniem pierwszego rządu talibów, którzy udzielili schronienia autorom ataków na Stany Zjednoczone.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE W TVN24 GO

Amerykanie spędzili w Afganistanie 20 lat, co czyni konflikt w tym kraju najdłuższą wojną Stanów Zjednoczonych. Koniec zaangażowania wojskowego w Afganistanie stawia liczne wyzwania, zarówno przed państwami Zachodu, jak i kształtującym się talibskim rządem.

Generał Christopher Donahue był ostatnim żołnierzem USA, który wyleciał z Kabulu w poniedziałek przed północąTwitter @DeptofDefense

Ewakuacja z Kabulu zakończona. Co z lotniskiem?

Przez ostatnie tygodnie ostatnim miejscem w Afganistanie kontrolowanym przez siły zachodnie było lotnisko międzynarodowe im. Hamida Karzaja w Kabulu. Blisko sześć tysięcy amerykańskich żołnierzy obsługiwało i zabezpieczało port lotniczy w trakcie prowadzonej z niego ewakuacji. Co teraz stanie się z lotniskiem, gdy ostatnie oddziały USA opuściły Kabul?

Jak poinformował we wtorek minister spraw zagranicznych Francji Jean-Yves Le Drian, talibowie prowadzą rozmowy z władzami Kataru i Turcji dotyczące funkcjonowania lotniska w Kabulu. Według szefa tureckiej dyplomacji Mevluta Cavusoglu port lotniczy wymaga napraw, zanim będzie mógł zostać ponownie otwarty dla lotów cywilnych.

Wojska tureckie w ramach misji NATO przez ostatnie sześć lat odpowiedzialne były za bezpieczeństwo kabulskiego lotniska. Agencja Reutera podkreśliła, że jego funkcjonowanie jest niezbędne nie tylko po to, by utrzymać połączenia lotnicze z i do Afganistanu, ale także dlatego, by do kraju mogła docierać zagraniczna pomoc humanitarna.

Nie wszystkich udało się ewakuować. Co z osobami pozostającymi w Afganistanie?

Jedno z pytań stawianych przez Agencję Reutera dotyczy przyszłości Amerykanów oraz afgańskich współpracowników USA, którzy pozostali w Afganistanie. Stany Zjednoczone ewakuowały ponad 5500 obywateli USA od 14 sierpnia, czyli momentu rozpoczęcia lotów ewakuacyjnych. Jak poinformował w poniedziałek szef amerykańskiej dyplomacji Antony Blinken, w Afganistanie pozostało między 100 a 200 Amerykanów, którzy wyrazili wolę opuszczenia kraju. - Wielu z nich to wieloletni mieszkańcy Afganistanu. Wielu to podwójni obywatele z głębokimi korzeniami. Dla wielu jest to bolesny wybór - powiedział sekretarz stanu USA. Zapewnił jednak, że "zobowiązanie Ameryki" wobec nich trwa, także wobec tych, którzy zmienią zdanie na temat pozostania w kraju.

Amerykański polityk przyznał też, że "dziesiątki tysięcy" afgańskich współpracowników USA i innych narażonych na represje Afgańczyków pozostało w kraju. - Nasze zobowiązanie wobec nich nie ma terminu końcowego - powiedział Blinken, dodając, że USA będą wywierać presję na talibach, by pozwolili na emigrację afgańskich sojuszników Ameryki.

Choć talibowie wielokrotnie deklarowali, że nie zamierzają mścić się na osobach, które przez lata konfliktu współpracowały z zagranicznym wojskiem i dyplomacją, wśród zachodnich urzędników narastają obawy o możliwe represje. - Talibowie chcą międzynarodowego uznania. Ale na jakiekolwiek uznanie czy wsparcie będą musieli zasłużyć - powiedział Blinken. Jak wyjaśnił, ma przez to na myśli m.in. umożliwienie swobodnego przepływu osób, dotrzymanie zobowiązań w sprawie walki z terroryzmem, powstrzymanie się od odwetów i szanowanie praw człowieka.

Niejasna przyszłość afgańskich kobiet

Portal BBC zwrócił uwagę, że po formalnym zakończeniu amerykańskiej misji i przejęciu pełnej kontroli w Afganistanie przez talibów, niepewna pozostaje przyszłość afgańskich kobiet. Podczas swych pierwszych rządów talibowie wprowadzili w Afganistanie prawo oparte na surowej interpretacji szariatu. Przepisy, zakładające m.in. zakaz pracy zarobkowej czy edukacji kobiet, obowiązek noszenia przez nie zakrywających całą twarz burek, czy zakaz słuchania muzyki były brutalnie egzekwowane. Sunniccy talibowie prześladowali też mniejszości religijne, głównie szyitów.

Po przejęciu władzy w połowie sierpnia jeden z przedstawicieli talibów Suhail Szaheem deklarował, że nowe władze będą respektowały prawa kobiet i mniejszości "w zgodzie z afgańskimi normami i wartościami islamu". Według zapowiedzi talibów, kobiety będą mogły pracować i uczyć się, nie będą też zmuszane do zasłaniania całej twarzy, wystarczy, że będą nosić okrywające włosy hidżaby. Według Al-Dżaziry pojawiły się również zapewnienia, że kobiety będą mogły pracować w tworzonym przez talibów rządzie.

Tymczasem brytyjski dziennik "Independent", cytując wystąpienie tymczasowego ministra ds. studiów wyższych Bakiego Hakkaniego, podał w poniedziałek, że Afganki będą mogły pracować i studiować na uczelniach, ale nie w tych samych pomieszczeniach co mężczyźni. - Ludzie w Afganistanie będą kontynuować studia w zgodzie z prawem koranicznym (szariatem) i nie będą (przebywać) w środowisku mieszanym, gdzie są mężczyźni i kobiety - oznajmił Hakkani, gdy w niedzielę wystąpił przed afgańskim Wielkim Zgromadzeniem Narodowym (Loja Dżirga), które składa się ze starszyzny plemiennej reprezentującej prowincje kraju. Hakkani zapowiedział też, że plan nauczania zostanie zmieniony, aby "stworzyć racjonalny i islamski program", zgodny z "islamskimi, narodowymi i historycznymi wartościami, ale by mógł zarazem konkurować z innymi krajami".

Obrońcy praw człowieka zwracają uwagę, że dziewczęta i kobiety zapłacą wysoką cenę za wdrożenie takich zasad nauczania, ponieważ zabraknie dla nich kobiet wykładowców i nauczycielek - pisze "Independent".

Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła w poniedziałek rezolucję, która "potwierdza" znaczenie "poszanowania praw człowieka, w tym praw kobiet, dzieci i mniejszości" oraz "zachęca" do wprowadzenia integracyjnego rozwiązania politycznego "ze znaczącym" udziałem kobiet. Za rezolucją w sprawie Afganistanu głosowało 13 z 15 członków RB ONZ. Rosja i Chiny wstrzymały się od głosu.

"Rozpoczęła się misja dyplomatyczna"

Zagraniczne media spekulują również nad przyszłością relacji talibów z krajami zachodnimi. Rzecznik bojowników Zabihullah Mudżahid zadeklarował we wtorek, że tworzony przez nich rząd chce utrzymać dobre stosunki ze Stanami Zjednoczonymi i innymi państwami.

Amerykanie uzależniają jednak przyszłość relacji od podejmowanych przez talibów działań. - Rozpoczął się nowy rozdział w historii zaangażowania Stanów Zjednoczonych w Afganistanie. Nasza misja wojskowa się zakończyła. Rozpoczęła się misja dyplomatyczna – oznajmił Antony Blinken. Poinformował, że ambasada USA w Kabulu przeniesie się do Ad-Dauhy w Katarze i stamtąd będzie koordynować m.in. międzynarodowe rozmowy z talibami, by zapewnić, że zrealizują swoją obietnicę umożliwienia opuszczenia kraju przez wszystkich, którzy tego chcą, w tym "tych, którzy pracowali z Amerykanami".

O przyszłości kontaktów z Afganistanem dyskutowali także przed kilkoma dniami brytyjski premier Boris Johnson oraz kanclerz Niemiec Angela Merkel. Jak poinformowało Downing Street, zgodzili się oni, że w nadchodzących tygodniach potrzebne są międzynarodowe wysiłki, aby zapobiec kryzysowi humanitarnemu w Afganistanie, a także że przywódcy państw grupy G7 powinni wypracować wspólne podeście w kwestii tego, jak traktować przyszły talibski rząd Afganistanu. "Premier podkreślił, że uznanie talibów i relacje z nimi muszą być uzależnione od umożliwienia (przez nich – red.) bezpiecznego przejścia tym, którzy chcą opuścić kraj, i od poszanowania praw człowieka" - napisano w wydanym komunikacie.

Tymczasem rosyjski dyplomata Zamir Kabułow, specjalny przedstawiciel prezydenta Władimira Putina ds. Afganistanu, oznajmił w poniedziałek, że władze Rosji aktywnie nawiązują kontakty z talibami. - Nawiązujemy już (kontakty), w Kabulu dość aktywnie działa nasza ambasada. Takie kontakty nawiązaliśmy dawno i będziemy to kontynuować - oświadczył Kabułow w telewizji informacyjnej Rossija24.

- Oczywiście, że - tak jak wielu - niepokoją nas pewne kwestie dotyczące sytuacji politycznej i militarnej w tym kraju, przestrzegania podstawowych praw człowieka. Należy jednak przy tym wszystkim uwzględniać specyfikę, swoistość kulturową i religijną narodu afgańskiego i nie starać się niczego narzucać w oparciu o własne kulturowe wizje demokracji - powiedział dyplomata.

Czy Afganistan stanie się "poligonem dla terrorystów?

BBC zwraca uwagę, że jedną z głównych obaw, które narastają po przejęciu władzy przez talibów, jest ponowne przekształcenie Afganistanu w "poligon dla terrorystów". Także w tym wypadku talibowie uspokajają, że zamierzają przestrzegać porozumienia ze Stanami Zjednoczonymi i nie będą umożliwiali jakimkolwiek grupom wykorzystywania afgańskiej ziemi jako bazy, z której koordynowane będą ataki na USA czy inne państwa sojusznicze. Twierdzą, że ich celem jest ustanowienie "islamskiego rządu" i nie chcą stwarzać zagrożenia dla żadnego innego państwa.

Brytyjski portal przytacza jednak opinie analityków, których zdaniem związki między talibami i Al-Kaidą są nierozerwalne, a bojownicy tej organizacji terrorystycznej są zaangażowani w działalność szkoleniową w Afganistanie. BBC zwraca również uwagę, że talibowie nie są ruchem scentralizowanym. Podczas gdy niektórzy z liderów mogą chcieć utrzymać stosunki z Zachodem, inni, o radykalniejszych poglądach, będą przeciwni zerwaniu łączących ich więzi z Al-Kaidą.  

Zdaniem brytyjskiego portalu poważnym wyzwaniem w zakresie bezpieczeństwa dla powstającego rządu talibów są bojownicy tak zwanego Państwa Islamskiego Prowincji Chorasan. ISIS-K zarzuca talibskim przywódcom odrzucenie dżihadu i walki w polu na rzecz negocjowania rozejmu w "wykwintnych hotelach" stolicy Kataru, Ad-Dauhy. Jednak także w tym wypadku zwraca się uwagę na powiązania terrorystów z częścią radykalnych talibów. Obydwie te organizacje ma łączyć postać Chalila Hakkaniego, którego przed dekadą rząd Stanów Zjednoczonych uznał za terrorystę, oferując 5 milionów dolarów za pomoc w jego schwytaniu. Obecnie, pod rządami talibów, Hakkani odpowiedzialny jest za bezpieczeństwo w Kabulu.

Autor:mart,ft\mtom

Źródło: Reuters, BBC, PAP

Tagi:
Raporty:
Pozostałe wiadomości