W czwartek premier kanadyjskiej prowincji Alberta Danielle Smith ogłosiła, że 19 października odbędzie się tam referendum w sprawie odłączenia się od Kanady. Choć głosowanie będzie niewiążące, to jak zauważa Reuters, będzie stanowić poważne wyzwanie dla szefa rządu w Ottawie Marka Carneya.
Smith doprecyzowała, że obywatele będą zapytani o to, czy lokalny rząd powinien rozpocząć proces prawny wymagany do zorganizowania w przyszłości wiążącego referendum w sprawie niepodległości. - Czas przeprowadzić głosowanie i poznać wolę mieszkańców Alberty w tej sprawie i iść naprzód - podkreśliła w telewizyjnym orędziu, dodając, że ona sama zagłosuje za pozostaniem w Kanadzie i takie też jest stanowisko jej gabinetu.
Alberta - dlaczego separatyści rosną w siłę?
W ostatnim czasie nastroje proseparatystyczne w Albercie nasilają się. Niedawno petycja wzywająca do przeprowadzenia referendum niepodległościowego autorstwa organizacji Stay Free Alberta zebrała ponad 300 tysięcy podpisów.
Alberta znajduje się w zachodniej części Kanady. Jest regionem bogatym w ropę, zamieszkiwanym przez około pięć milionów ludzi. Charakteryzuje się silną tożsamością polityczną i kulturową, kształtowaną przez lokalny sektor energetyczny i rolniczy. Alberta często nazywana jest "prowincją energetyczną". Jest to jednocześnie bardzo konserwatywny region, z wyjątkami w postaci dużych miast.
Separatyści z Alberty uważają, że ich interesy nie są dostatecznie dobrze reprezentowane w stolicy. Jednym z powodów chęci odłączenia od Kanady jest niezgoda na politykę klimatyczną prowadzoną przez rząd w Ottawie. Separatyści twierdzą, że działania te hamują rozwój przemysłu naftowego i gazowego Alberty. Istnieje też przekonanie, że prowincja wnosi do kraju większy wkład finansowy niż z niego czerpie. Do tego uważają, że ich konserwatywne wartości są zagłuszane przez bardziej liberalne i zaludnione prowincje kraju.
Nadal jednak, według sondaży, większość mieszkańców Alberty chciałaby pozostać w Kanadzie. Z kwietniowego badania cytowanego przez CBC wynika, że 27 procent mieszkańców Alberty zagłosowałoby za niepodległością, a 67 procent za pozostaniem w Kanadzie.
Ruch niepodległościowy w Kanadzie
Ruch separatystyczny w Kanadzie na nowo ożywił powrót Donalda Trumpa do władzy - pisało w styczniu CNN. Wówczas media donosiły o rzekomych tajnych spotkaniach przedstawicieli administracji prezydenta USA z kanadyjskimi separatystami z grupy Alberta Prosperity Project (APP). Na doniesienia te zareagował kanadyjski premier Mark Carney, mówiąc, że oczekuje, że "amerykańska administracja będzie szanować suwerenność Kanady".
Poparcie dla ruchu separatystycznego w kanadyjskiej prowincji Alberta wcześniej wprost wyraził amerykański sekretarz skarbu Scott Bessent. - Ludzie chcą suwerenności. Chcą tego, co mają USA - mówił.
Komentując decyzję o organizacji referendum, kanadyjski minister handlu wewnętrznego Dominic Leblanc podkreślił, że "nadal skupiamy się na budowaniu silniejszej Kanady dla wszystkich, w pełnej współpracy z prowincją Alberta i z korzyścią dla wszystkich mieszkańców Alberty oraz wszystkich Kanadyjczyków".
Dotychczas w historii Kanady tylko w Quebecu odbywały się głosowania w sprawie niepodległości - w 1980 i 1995 roku, ale w obu przypadkach mieszkańcy opowiedzieli się za pozostaniem. W tym drugim głosowaniu różnica głosów była jednak niewielka - wyniosła 50,58 do 49,42 procent.