Sędzia, która wydała wyrok w sprawie Marine Le Pen, otrzymała policyjną ochronę po tym, jak zaczęły docierać do niej groźby śmierci - informują media. Do sprawy po raz pierwszy odniósł się Emmanuel Macron, który podkreślił, że prawo jest takie samo dla wszystkich.
- Sędzia Bénédicte de Perthuis przewodniczyła składowi sędziowskiemu, który wydał wyrok w sprawie Marine Le Pen, uznając ją winną sprzeniewierzenia dużych sum pieniędzy.
- Prawniczka zaczęła dostawać groźby, przyznano jej policyjną ochronę - podają media. W sprawie gróźb policja wszczęła śledztwo.
- Do skazania liderki skrajnej prawicy po raz pierwszy odniósł się prezydent Emmanuel Macron.
W poniedziałek sąd uznał Marine Le Pen winną sprzeniewierzenia dużych sum pieniędzy i skazał ją na cztery lata więzienia, w tym dwa w zawieszeniu, i pięcioletni zakaz sprawowania funkcji publicznych, a także wymierzył jej grzywnę w wysokości 100 tys. euro. Le Pen stwierdziła po ogłoszeniu wyroku, że sąd wydał "polityczną decyzję" i naruszył prawo.
Jak informują media, sędzia Bénédicte de Perthuis, która przewodniczyła trzyosobowemu składowi sędziowskiemu, po ogłoszeniu wyroku zaczęła otrzymywać groźby, w tym groźby śmierci. Jej adres zamieszkania wyciekł do internetu, a w mediach społecznościowych rozpowszechniany jest jej wizerunek.
Reuters podaje, powołując się na swoje źródło, że Perthuis otrzymała policyjną ochronę. Funkcjonariusze towarzyszą jej zarówno w okolicy domu, jak i pracy. Policja potwierdziła, że w sprawie gróźb wszczęto dochodzenie, które obejmuje też pozostałych sędziów zaangażowanych w sprawę Le Pen.
ZOBACZ TEŻ: Trump i Meloni skomentowali wyrok dla Le Pen
Macron skomentował sprawę
Sędzi broni m.in. prezydent Emmanuel Macron, który w środę po raz pierwszy - słowami rzeczniczki rządu Sophie Primas - odniósł się do całej sprawy. Według jej relacji podczas posiedzenia rządu Macron podkreślił, że "sądownictwo jest niezależne", "groźby wobec sędziów są nieakceptowalne" i "prawo jest takie samo dla wszystkich", ale i zaznaczył, że "wszyscy oskarżeni mają prawo do odwołania się".
Minister sprawiedliwości Gérald Darmanin napisał z kolei na portalu X, że "groźby wobec sędziów są nieakceptowalne w demokracji i niepokojące dla niezależności władzy sądowniczej", a prokurator generalny przy Sądzie Kasacyjnym Rémy Heitz powiedział w radiu RTL, że "w państwie prawa, w demokracji, nie można bezpośrednio atakować sędziów i im grozić".
DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ:
Wyrok sądu a wybory prezydenckie w 2027 roku
Wyrok sądu stanowił finał trwającego od dawna procesu, w którym liderka skrajnej prawicy i wielu innych członków jej partii było oskarżonych o zdefraudowanie unijnych środków. Sprawa dotyczyła fikcyjnego zatrudniania asystentów w Parlamencie Europejskim. Kara pozbawienia wolności nie będzie wykonana aż do wyczerpania drogi sądowej w sądach wyższej instancji, ale zakaz ubiegania się o funkcje publiczne egzekwowany jest natychmiast.
Najbardziej dotkliwą dla Le Pen karą może być zakaz ubiegania się o stanowiska publiczne, a więc i o urząd prezydenta. Liderka Zjednoczenia Narodowego zapowiadała wcześniej, że 2027 rok będzie ostatnim, kiedy wystartuje w wyborach prezydenckich. Polityczka podkreśla, że jest niewinna i już we wtorek złożyła apelację.
ZOBACZ TEŻ: Le Pen składa apelację. Do wyborów może zabraknąć czasu
Autorka/Autor: pb//az
Źródło: Politico, Reuters, tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: TERESA SUAREZ/PAP/EPA