Dziennik "Le Figaro" powiadomił, że samolot wystartował z lotniska Nancy-Essey i rozbił się na końcu pasa startowego. Na miejsce katastrofy udał się szef francuskiego MSW Laurent Nunez.
Jak poinformowały władze lokalne, w samolocie znajdowało się 11 osób - pilot, pięcioro instruktorów i pięć osób, które miały wykonać skoki ze spadochronem. Nikt nie przeżył.
Władze wyjaśniają przyczyny
Yves Seguy, prefekt regionu Meurthe-et-Moselle, powiedział reporterom w pobliżu miejsca katastrofy, że władze gromadzą zeznania świadków. Jednocześnie policja apeluje, aby nie zbliżać się do miejsca zdarzenia. - Wśród ofiar nie było osób postronnych - powiedział Seguy na konferencji prasowej.
Przyczyna katastrofy nie została na razie ustalona. W rozmowie z nadawcą BFM Seguy powiedział, że samolot najwyraźniej uległ uszkodzeniu, zanim pionowo runął na ziemię.
- Wiemy z relacji świadków, że najprawdopodobniej to była gwałtowna awaria, gdyż ten mały samolot cywilny po prostu zleciał w linii pionowej na ziemię. Nie była to żadna próba lądowania - przekazał na antenie TVN24 Piotr Czarzasty, polski dziennikarz mieszkający we Francji.
Z jego informacji wynika, że policja zorganizowała pomoc psychologiczną dla krewnych ofiar, którzy byli na lotnisku.