Masz subskrypcję?
Marsz ludzi Jewgienija Prigożyna na Moskwę był największym wstrząsem dla Władimira Putina od początku jego rządów. W najbliższy wtorek, 23 czerwca, mijają dokładnie trzy lata od chwili, gdy kolumny Grupy Wagnera ruszyły w stronę rosyjskiej stolicy. Bunt, który zakończył się po niespełna dobie, obserwował cały świat.
- Celem buntu Grupy Wagnera nie było dotarcie na Kreml, obalenie Putina czy przejęcie władzy - przekonuje Stanisław Sadkiewicz, oficer rezerwy, były żołnierz 6. Brygady Powietrznodesantowej, weteran wojny w Afganistanie i autor książki "Muzykanci. Nieopowiedziana historia Grupy Wagnera".
Prigożyn miał zupełnie inny cel i był przekonany, że go osiągnie. Putin - jak podkreśla Sadkiewicz - odrobił lekcję. Wydarzenia z 23 czerwca 2023 roku na trwałe zmieniły sposób myślenia Putina o własnym bezpieczeństwie.
Jacek Tacik: Dlaczego armia Jewgienija Prigożyna nie dotarła do Moskwy? Co ją zatrzymało przed miastem?
Stanisław Sadkiewicz: Celem buntu Grupy Wagnera nie było dotarcie na Kreml, obalenie Putina czy przejęcie władzy.
Prigożyn, wszczynając bunt, chciał uniemożliwić rosyjskiemu ministerstwu obrony przejęcie tej organizacji, do czego miało lada moment dojść. Wiedząc, że oznaczałoby to jego koniec, postawił wszystko na jedną kartę.
Prigożyn zatrzymał marsz na rogatkach Moskwy, bo był pewny, że osiągnął swój cel - Putin za pośrednictwem Łukaszenki obiecał mu, że zachowa kontrolę nad Grupą Wagnera.
Putin, o czym Prigożyn nie mógł wiedzieć, nie zamierzał dotrzymać warunków umowy. Wydał wyrok na Prigożyna.