Choć na razie podpisano wstępną wersję porozumienia, a wiele szczegółów wciąż nie jest znanych, BBC już pisze o "politycznym koszmarze" premiera Benjamina Netanjahu i "zmiażdżeniu kamieni milowych" jego politycznej kariery. Amerykański "Wall Street Journal", który analizuje sytuację w Tel Awiwie, donosi o alarmie, jaki ogłoszony przez prezydenta Trumpa "deal" uruchomił wśród izraelskich polityków, a tamtejsze media wprost zalane są komentarzami z całym spektrum reakcji - od zaniepokojenia po wściekłość.
Reakcja oficjalna: oddaliliśmy bezpośrednie zagrożenie zagładą
Już same reakcje oficjalne dużo mówią o podziałach, jakie wywołuje amerykańsko-irańskie porozumienie. Dla Benjamina Netanjahu przyszło ono w mocno niekorzystnym momencie - na kilka miesięcy przed wyborami do Knesetu, a sondaże już wcześniej wskazywały, że rządzący krajem premier może je przegrać. Stąd pewnie stara się podkreślić, że w gruncie rzeczy osiągnął swoje cele.
"Ludzie pytają, co osiągnęliśmy. Odpowiedź brzmi: oddaliliśmy bezpośrednie zagrożenie zagładą" - "WSJ" cytuje jego słowa z poniedziałkowej konferencji. "Ale walka się nie skończyła. Będziemy musieli nadal stać na straży i bronić się, gdy będzie to konieczne" - zapewnia. "Z umową czy bez, Iran nigdy nie będzie mieć broni nuklearnej. Ani dziś, ani jutro" - to słowa z tej samej konferencji wybijane przez "The Jerusalem Post".
Tymczasem szef izraelskiego resortu obrony Israel Katz obiecał w poniedziałek, że wojsko pozostanie w południowym Libanie i ostrzegł, że jeśli Iran zaatakuje, zostanie zaatakowany "z pełną siłą" - pisze "The Times of Israel". Minister obiecał również, że Izrael oprze się wszelkim naciskom.
Ale już reprezentujący skrajną prawicę minister finansów Bezalel Smotricz w tym samym portalu stwierdza wprost, że porozumienie jest "złe dla Izraela i całego wolnego świata. Kropka" - podkreśla.
Jeszcze dalej idzie izraelski minister bezpieczeństwa narodowego Itamar Ben Gwir. Ten sam, który - po tym, jak szydził z zatrzymanych przez Izrael aktywistów - dostał pięcioletni zakaz wjazdu na terytorium Polski. "Porozumienie Trumpa nie jest dla nas wiążące" - cytuje jego oświadczenie z social mediów BBC.
Opozycja: Netanjahu przegrał wojnę
Według Ja’ira Lapida, byłego premiera, a obecnie lidera opozycyjnego ugrupowania Jesz Atid, Netanjahu "przegrał wojnę". "Nigdy, przenigdy nie było większej porażki, niż dyplomatyczna porażka Netanjahu na froncie irańskim" - cytuje go "The Times of Israel". "Nadszedł czas, abyśmy uznali fakt, że Netanjahu po prostu nie może już tego robić" - dodał, zwracając również uwagę, że amerykański prezydent "otwarcie i publicznie mówi premierowi Izraela: 'Jestem twoim szefem i będziesz robił to, co ci każą'".
W tym kontekście obecny premier stoi przed wyborem "albo bezpośrednia i destrukcyjna konfrontacja z naszym największym sojusznikiem, albo uległa kapitulacja w sprawie interesów Izraela" - co wybija z wystąpienia Lapida w Knesecie BBC.
Komentatorzy o strategicznym punkcie zwrotnym
Ale wynik wojny krytykują też izraelscy komentatorzy. "Trudno zrozumieć, dlaczego Amerykanie to zaakceptowali" - BBC cytuje Simę Shine, byłą pracowniczkę Mossadu i specjalistkę ds. Iranu. Pozwalając Iranowi decydować o tym, co wydarzy się w Libanie, Stany Zjednoczone dają Iranowi możliwość dalszego wspierania Hezbollahu i zagwarantowania, że będzie ważnym aktorem politycznym na arenie libańskiej - pisze brytyjska stacja. "Izrael nie jest z tego zadowolony - ani służby bezpieczeństwa, ani politycy" - mówi Shine.
"Pod wieloma względami porozumienie to nie tylko oznacza koniec obecnej kampanii, ale również strategiczny punkt zwrotny, który pokazuje ograniczenia siły Izraela i potrzebę ponownego przeanalizowania podstawowych założeń, na których opierała się polityka Izraela wobec Iranu w ostatnich dekadach" - pisze w "Israel Hayom" Danny Citrinowicz, badacz zajmujący się Iranem na Uniwersytecie Reichmana w Tel Awiwie. "Prezydent Trump nie jest zainteresowany powrotem do konfrontacji militarnej z Iranem, a stanowisko to wydaje się obecnie cieszyć szerokim poparciem w amerykańskim systemie politycznym. [...] W tej rzeczywistości każdy izraelski ruch militarny będzie odebrany przez Waszyngton jako próba sabotażu porozumienia lub podważenia jego realizacji i będzie prawdopodobnie spotykał się z ostrą reakcją ze strony administracji USA, a ze strony prezydenta w szczególności" - konkluduje.
BBC na koniec swojej analizy przypomina, że Netanjahu od dawna przekonywał izraelskich wyborców, że jego polityka i umiejętności polityczne stanowią najlepszą ochronę przed zagrożeniami. "Zmiana reżimu w Iranie mogła uratować jego wizerunek polityczny i narrację wyborczą. Zamiast tego, jego nowe podejście do kwestii bezpieczeństwa postawiło go przed wyborem: konfrontacja lub poddanie się - nie z wrogiem, lecz z sojusznikiem" - podsumowuje portal.
"Trump zrobi to, co uważa za słuszne" - "Wall Street Journal" cytuje słowa byłego ambasadora Izraela w USA Michaela Herzoga dla Army Radio. "...niezależnie czy będzie to dobre dla Izraela, czy nie".