Wyrok zapadł 443 dni po wprowadzeniu przez Juna stanu wojennego 4 grudnia 2024 roku. To pierwszy w historii Korei Południowej urzędujący prezydent, który został postawiony w stan oskarżenia. Został on aresztowany w styczniu 2025 roku, a odsunięty od władzy dopiero w kwietniu, gdy Trybunał Konstytucyjny utrzymał w mocy wniosek parlamentu o jego impeachment.
Sędzia Dzi Gwi Jeon podkreślił, że głównym celem działań Juna było zablokowanie prac Zgromadzenia Narodowego przy użyciu sił zbrojnych. Były prezydent został uznany za winnego także nadużycia uprawnień.
Wyrok 30 lat więzienia za udział w planowaniu zamachu stanu usłyszał z kolei były minister obrony Kim Jong Hjun. Na kary od 3 do 18 lat pozbawienia wolności sąd skazał też czterech innych funkcjonariuszy, w tym byłych szefów policji, którzy brali udział w puczu. Dwóch oskarżonych uniewinniono.
Prezydent Korei Południowej skazany
Ogłoszeniu wyroku towarzyszyły nadzwyczajne środki bezpieczeństwa. Przed gmachem sądu zgromadziły się tłumy zwolenników byłego prezydenta z flagami Korei i USA, wznoszących okrzyki "Uwolnić prezydenta Juna".
Za zarzut kierowania zamachem stanu byłemu prezydentowi groziła nawet kara śmierci. Według śledczych, Jun nielegalnie ogłosił stan wojenny 3 grudnia 2024 roku, twierdząc, że chce wyeliminować "siły antypaństwowe". Wydał wówczas rozkaz mobilizacji wojska i policji, by odciąć dostęp do budynku Zgromadzenia Narodowego i uniemożliwić deputowanym głosowanie nad anulowaniem prezydenckiego dekretu. Nakazał również aresztowanie przewodniczącego izby oraz liderów głównych partii.
Według oskarżenia "niekonstytucyjny i nielegalny stan wojenny wprowadzony przez Juna podważył funkcję Zgromadzenia Narodowego i Komisji Wyborczej w rzeczywistości niszcząc liberalno-demokratyczny porządek konstytucyjny". - Jun nie wykazał skruchy w związku ze swymi czynami, które spowodowały poważne naruszenie porządku konstytucyjnego i demokracji - mówił w styczniu prokurator Park Ek Su.
Jak mówił agencji Reutera prawnik skazanego byłego prezydenta, będzie omawiał z nim kwestię ewentualnego odwołania od wyroku.
Opracował Mikołaj Stępień / am
Źródło: PAP, Reuters, tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: KIM HONG-JI/EPA/PAP