TVN24 | Świat

"Okradziono nas z 26 lat życia, 26 lat wolności". Wielotysięczny tłum przeszedł przez centrum Mińska  

TVN24 | Świat

Aktualizacja:
Autor:
tas/ks
Źródło:
PAP, Nasza Niwa, Radio Swoboda, TUT.BY
Wielotysięczny marsz opozycji w Mińsku
Wielotysięczny marsz opozycji w Mińsku TUT.BY
wideo 2/21
TUT.BYWielotysięczny marsz opozycji w Mińsku

Jesteśmy większością, jesteśmy razem - oświadczyła obecna na niedzielnym marszu wolności w Mińsku Maryja Kalesnikawa, współpracownica kandydatki opozycji na prezydenta Swiatłany Cichanouskiej. W opozycyjnym wiecu w centrum stolicy - według szacunków białoruskiej sekcji Radia Swoboda - uczestniczyło ponad 100 tysięcy osób. Żądali uczciwych wyborów i zmiany władzy.

Oglądaj TVN24 w internecie na TVN24 GO>>>

- Po raz kolejny chcą nas oszukać. Przez całe 26 lat słyszymy jedynie kłamstwa i puste obietnice. Okradziono nas z 26 lat życia, 26 lat wolności, okradziono nas z wyborów. Ale nie oszukają nas - mówiła w czasie wiecu Maryja Kalesnikawa, nawiązując do 26-letnich rządów obecnego prezydenta Białorusi Alaksandra Łukaszenki. - Miłość jest silniejsza niż strach, jesteśmy większością, jesteśmy razem - dodała, cytowana przez niezależny portal TUT.BY.

Kalesnikawa jest bliską współpracownicą kandydatki opozycji Swiatłany Cichanouskiej, która przebywa obecnie na Litwie. Według oficjalnych wyników Cichanouska w wyborach prezydenckich, które odbyły się 9 sierpnia, otrzymała 10 procent poparcia. Sztab rywalki Łukaszenki ich nie uznał. Po ogłoszeniu wyników sondażowych na ulice Mińska wyszły tysiące Białorusinów.  

"Wierzymy, możemy, zwyciężymy!"

Niedzielny marsz wolności, według szacunków niezależnych białoruskich mediów, był najliczniejszym w historii kraju. Białoruska sekcja Radia Swoboda przekazała, że na wiecu w Mińsku zgromadziło się ponad 100 tysięcy osób. Portal TUT.BY oszacował liczbę uczestników na 200 tysięcy.

Manifestujący skandowali hasła pod adresem Łukaszenki "Odejdź" i "Trybunał". Wykrzykiwali również hasła "Niech żyje Białoruś!", "Wierzymy, możemy, zwyciężymy!". W czasie wiecu przeciwnicy Łukaszenki nieśli dwie 100-metrowe flagi. Białoruska sekcja Radia Swoboda relacjonowała, że "atmosfera jest wspaniała, ludzie nie spodziewali się, że będzie ich tak wielu". W rozmowie z rozgłośnią uczestnicy wiecu mówili, że chcą nowych wyborów i procesu dla milicjantów, którzy "bili i zabijali na protestach", żądali też dymisji Łukaszenki.

Zwolennicy opozycji zaczęli się gromadzić po południu w pobliżu pomnika Miasta Bohatera, położonym na wzniesieniu. Z tego miejsca było widać, że ludzie znajdują się w promieniu kilku kilometrów. Później ruszyli w kierunku placu Niepodległości, gdzie znajdują się budynki administracji rządowej.

Portal niezależnej gazety "Nasza Niwa" poinformował, że manifestujący zajęli plac Niepodległości, a ruch na sąsiednich ulicach został zablokowany". Panowała atmosfera święta. Niektórzy uczestnicy wiecu skandowali hasła, inni śpiewali.

Na placu nie było wojska i milicji. Pomnik Lenina znajdujący się przed budynkiem rządu, został obklejony plakatami, sporządzonymi przez uczestników demonstracji.

Protestujący zaczęli opuszczać plac Niepodległości około godziny 21 lokalnego czasu (20 w Warszawie), niektórzy zostali, by pospacerować opustoszałymi ulicami lub posłuchać koncertu, zorganizowanego przy pomniku Lenina.

Hasła pod gmachem KGB

Uczestnicy marszu wolności przeszli przez centrum miasta w kolumnie, która rozciągnęła się na kilka kilometrów. Przed gmachem KGB skandowali "Łukaszenka do więźniarki".

Uczestnicy wiecu zebrali się także przed aresztem śledczym, gdzie przebywa mąż Swiatłany Cichanouskiej, Siarhiej - znany antyrządowy bloger, którego kandydaturę w wyborach prezydenckich odrzuciła Centralna Komisja Wyborcza. Później opuścili to miejsce.

"Tego już nie da się zatrzymać. Musi nastąpić zmiana" - mówił jeden z uczestników demonstracji w rozmowie z Polską Agencją Prasową.

Wiec przeciwko Łukaszence odbył się nie tylko w Mińsku. Na placu Lenina w Grodnie zebrało się co najmniej 30 tysięcy osób. Wiele tysiące osób wyszło także na ulice Witebska.

"Jesteśmy zmęczeni tym rządem"

- Czekałem na ten moment od 30 lat, aż Białoruś stanie się wolna – mówił Radiu Swoboda 65-letni mieszkaniec Mińska. Inny, 70-letni uczestnik wiecu dodał. - Po raz pierwszy w życiu widzę, że ludzie tak bardzo się cieszą. Jesteśmy szczęśliwi i przeczuwamy, że będziemy szczęśliwi w przyszłości. Jesteśmy zmęczeni tym rządem, zmęczeni życiem w niewoli - mówił.

Ksiądz Jury Sanko z Mińska opowiadał rozgłośni. - Po nabożeństwie przyjechaliśmy tu z wiernymi, bo to dzień jedności narodu białoruskiego, to święto. Mamy nadzieję, że na naszej ziemi zapanuje sprawiedliwość. Białorusini nigdy tak bardzo się nie jednoczyli. To święto wolności!

Uczestnicy protestu trzymali w rękach historyczne biało-czerwono-białe flagi narodowe. - Uszyłam sama, bo kupić już nie ma gdzie – opowiadała Nina.

Zrobione własnoręcznie flagi to dowód na to, co ludzi najbardziej boli i czemu się sprzeciwiają, a więc brutalności milicji. W ciągu pierwszych czterech dni protestów siły bezpieczeństwa zatrzymały blisko siedem tysięcy ludzi, z których wielu miało biało-czerwono-białe flagi. Z aresztów docierały opowieści o biciu i znęcaniu się nad zatrzymanymi. Obrońcy praw człowieka próbują obecnie udokumentować te przestępstwa.

Wielotysięczny marsz opozycji w Mińsku
Wielotysięczny marsz opozycji w Mińsku TUT.BY

"W armii też są ludzie, którzy chcą zmian"

"Przemoc to nie jest wasza praca. Przemoc to jest kryminał" – głosił jeden z plakatów, którego treść była skierowana do milicjantów. "U nas torturują ludzi", "Akrescyna (areszt) to Oświęcim" – można było przeczytać na innych plakatach. Apelowano też o uwolnienie więźniów politycznych i ludzi zatrzymanych w czasie protestów.

W pewnej odległości stali żołnierze wojsk powietrznodesantowych (WDW), którzy również uczestniczyli w wiecu. Trzymali transparent z napisem "WDW z narodem" i sztandar. - Jesteśmy tu jako prywatne osoby, ale chcemy, żeby ludzie widzieli, że w strukturach siłowych są ludzie, którzy widzą i rozumieją, co się dzieje. W armii też są ludzie, którzy chcą zmian – mówił Siarhiej Kiedyszka, sierżant. - Mówię w swoim imieniu. Było mi wstyd, gdy widziałem, co OMON robi na ulicach z naszymi ludźmi. Dzisiaj się już nie wstydzę, bo zebraliśmy się z innymi, którzy byli w wojsku i jesteśmy tutaj i pokazujemy, że jesteśmy ze społeczeństwem – dodał.

Niezależne media w Mińsku podały, że oddziały milicji OMON opuszczały miejsce wiecu, towarzyszyły im okrzyki "hańba".

Łukaszenka "nie pozwoli oddać kraju"

Wcześniej w niedzielę na placu Niepodległości w centrum Mińska odbył się wiec zwolenników prezydenta Alaksandra Łukaszenki, w którym - według szacunków MSW - wzięło udział 65 tysięcy osób. Kwestionują to media zachodnie, podając, że liczba wyniosła kilka tysięcy.

- Nie pozwolę oddać kraju - oświadczył prezydent, który pojawił się na manifestacji. Przekonywał również, że "ponownego przeprowadzenia wyborów prezydenckich w jego kraju nie będzie". 

Demonstracje przeciwników i zwolenników Alaksandra Łukaszenki w Mińsku Google Maps

Starcia z milicją, tysiące zatrzymanych

W wyborach prezydenckich na Białorusi, które odbyły się 9 sierpnia, ubiegający się o piątą reelekcję Alaksandr Łukaszenka, według wstępnych oficjalnych wyników, otrzymał ponad 80 procent głosów. Jego główna rywalka, kandydatka opozycji Swiatłana Cichanouska, uzyskała 10 procent poparcia. Według opozycji wyniki zostały sfałszowane.

Po ogłoszeniu niedzielnych sondaży na ulice wielu białoruskich miast wyszły tysiące osób, przeciwnych dalszym rządom Łukaszenki. W czasie protestów, które trwają do dziś, dochodziło do starć manifestujących z milicją. Tysiące osób zostało zatrzymanych.  

Autor:tas/ks

Źródło: PAP, Nasza Niwa, Radio Swoboda, TUT.BY

Źródło zdjęcia głównego: TVN24

Tagi:
Raporty: