Przez godzinę gry w Gdańsku utrzymywał się bezbramkowy remis. Włosi oddali inicjatywę Hiszpanom, a sami skupili się na odpieraniu ataków.
Prandelli wykazał się nosem, wprowadził na murawę Antonio Di Natale, a snajper Udinese udowodnił rodakom, że za wcześnie z niego (głównie ze względu na wiek) szydzili i posłał piłkę do bramki Ikera Casillasa.
- Moi piłkarze starali się stosować pressing i unikać pojedynków jeden na jeden. Najlepszy w naszych szeregach był Emanuele Giaccherini. Po spotkaniu przyszedł do szatni prezydent Włoch Giorgio Napolitano. Pogratulował nam występu. Przyznał, że cierpiał trochę pod koniec gry i że podobała mu się pierwsza połowa - chwalił podopiecznych selekcjoner.
Mario grał za długo
Zganił za to Mario Balotellego, który po boisku w Gdańsku się snuł, a gdy znalazł się w doskonałej sytuacji pokpił sprawę. W wymarzonej sytuacji dał się dogonić Sergio Ramosowi i pozwolił sobie na odebranie piłki. Szkoleniowiec wolał zastąpić go leciwym Di Natale.
- Wcześniej nie ściągnąłem go z boiska za karę, bo zmarnował stuprocentową sytuację. A chciałem go zmienić i wzmocnić atak - tłumaczył się opiekun Azzurrich.
Wyrównał rachunki
Di Natale opuszczał murawę dumny jak paw. Miał osobiste porachunki do wyrównania z Hiszpanami.
- Bardzo się cieszę, że udało mi się zdobyć bramkę. Zwłaszcza, że cztery lata temu w ćwierćfinale mistrzostw Europy w Austrii i Szwajcarii nie wykorzystałem rzutu karnego właśnie w meczu z Hiszpanią. Radość jest tym większa, że strzeliłem ją niedługo po wejściu na boisko - cieszył się 35-latek.
Autor: twis / Źródło: tvn24.pl