Cień podejrzeń padł na gospodarzy mistrzostw świata, którzy omal nie awansowali do półfinału. Lekarz reprezentacji Rosji postanowił uciąć spekulacje, zapewniając, że piłkarze nie stosowali dopingu, a wdychali amoniak.
Zamieszanie wywołała publikacja "Bilda" po ćwierćfinale mundialu. Niemiecki dziennik odnotował, że zawodnicy Sbornej w trakcie meczu z Chorwacją wdychali substancję znajdującą się na chusteczce. Według gazety mógł to być amoniak, substancja poprawiająca wydolność, która jednak nie znajduje się na liście środków zakazanych przez FIFA. Podejrzenia wobec piłkarzy, którzy na turnieju osiągnęli więcej niż zakładali, nasiliły się po dopingowej aferze z udziałem rosyjskich sportowców.
"To dla mnie doping"
W sobotę po 90 minutach było 1:1, w dogrywce prowadzili Chorwaci. Gospodarze wyrównali w 115. minucie i jeszcze naciskali. W rzutach karnych pomylili się aż dwukrotnie i odpadli. - To dla mnie doping - stwierdził w "Bildzie" Fritz Soergel, ekspert w tej dziedzinie.Do sprawy odniósł się Eduard Bezugłow. Lekarz reprezentacji potwierdził, że zawodnicy wdychali amoniak. - Tysiące sportowców wykorzystują tę substancję, żeby się pobudzić. Amoniak jest używany od dziesięcioleci. Nie tylko w sporcie. W codziennym życiu również, gdy ktoś traci przytomność lub czuje się słabo. Przecież amoniak można nabyć w aptece. Nie ma nic wspólnego z dopingiem - podkreślił Bezugłow.Wcześniej lekarz kadry musiał tłumaczyć się ze śladu po zastrzyku na ręku Artioma Dziuby. Bezugłow przyznał, że to nie przypadek, bo od piłkarzy pobierana jest krew.
Autor: kz/TG / Źródło: sport.tvn24.pl, bild.de, marca.com