Z inicjatywą zorganizowowania pielgrzymki na miejsce kwietniowej tragedii wyszło 28 rodzin ofiar, a sam pomysł poparła żona prezydenta - Anna Komorowska. Paweł Deresz jest jednym z największych orędowników wyjazdu.
- Chce razem z innymi oddać hołd na miejscu, pokłonić się nisko i zaapelować do tych wszystkich, którzy się kłócą, którzy prowadzą wojnę polsko-polską, aby więcej do takiej tragedii nie doszło - mówił w "Rozmowie Rymanowskiego" mąż zmarłej posłanki SLD.
Córka Wassermana nie pojedzie do Smoleńska
Jak powiedział, do Smoleńska pojadą przedstawiciele blisko 60 rodzin i szacuje że weźmie w niej udział 170 osób.
Trudna podróż
Choć od tragicznego dnia minęło już sześć miesięcy, rodziny dalej nie uporały się ze stratą bliskich i doskonale zdają sobie sprawę, że tam na miejscu może być jeszcze trudniej. Dlatego jutro spotykają się, aby omówić ostatnie problemy - nie techniczne - jak komentował Deresz - ale te natury psychicznej.
Chcemy się spotkać w sobotę z księżmi, z psychologami, z lekarzami, którzy będą nas informować, co możemy przeżywać na miejscu w Smoleńsku.
Krzyż pod głosowanie
Pielgrzymi nie wiedzą, czy wezmą ze sobą krzyż, który został zabrany spod Pałacu Prezydenckiego. Decyzja zostanie podjęta w sobotę. - Między 14 a 15 zadecydujemy czy krzyż zostanie zabrany. Odbędziemy demokratyczne głosowanie - powiedział Deresz.
- W moim odczuciu powinniśmy krzyż zabrać, bo jest on symbolem sympatii i współczucia tysięcy ludzi, którzy się kłaniali przed tym krzyżem, ale i w podzięce dla ludzi, którzy krzyż ten postawili.
Nie wszystkie rodziny pojadą
Jednak nie wszystkie rodziny ofiar pojadą do Smoleńska. W drugiej części "Rozmowy", której gościem była Małgorzata Wasserman, córka zmarłego Zbigniewa Wassermana, zapowiedziała że ani ona ani nikt z jej rodziny na pielgrzymkę nie pojedzie.
Wasserman zaprzeczyła jednak, jakoby jej decyzja miała być bojkotem samego wyjazdu.
- Ja nie czuję się po prostu gotowa, żeby tam pojechać - tłumaczyła. - Nie wiem czy kiedykolwiek chciałabym tam pojechać - dodała.
Nie chcą kłótni
Córka tragicznie zmarłego posła, zauważyła, że istnieje pewna presja, która stara się poróżnić rodziny ofiar. - Odnoszę wrażenie ze próbuje się nas różnicować w zależności od tego, które rodziny były za PiS, a które były spoza tego otoczenia. - Akcja krzyż wymieniła - nie mam cienia wątpliwości, że to nie działo się przez przypadek - powiedziała. - Nie widzę tu miejsca na spory czy różnice - tłumaczyła Wasserman - mamy czasem po prostu inne poglądy.
Pytana o jej zdanie na temat tego czy pielgrzymka powinna zabrać do Smoleńska krzyż, odpowiedziała stanowczo. - Krzyż został już i tak bardzo dotknięty. Najwyższa pora zostawić go w Kościele.
- Ja nie oczekuję pomników ani wycieczek, oczekuję rzetelnego postępowania prowadzonego w tej sprawie - zakończyła.