Premium

"Nie ma dialogu w Polsce. I to nie jest wina Kościoła"

Nowy rzecznik Konferencji Episkopatu Polski, który - jak sam mówi - staje się ustami polskich biskupów, ma przygotowany plan działania: "Chciałbym z dziennikarzami, których uważam za ludzi dobrej woli, rozmawiać o całym Kościele, czyli o rzeczach dobrych, a nie tylko o grzechach i słabościach".

Ks. Leszek Gęsiak SJ (zastąpił na stanowisku rzecznika KEP ks. Pawła Rytela-Andrianika) jest kierownikiem Katedry Mediów i Komunikacji Społecznej Akademii Ignatianum w Krakowie, a wcześniej był kierownikiem Sekcji Polskiej Radia Watykańskiego.

Urodził się 30 maja 1965 r. Wstąpił do Towarzystwa Jezusowego, czyli jezuitów, w 1985 roku. Święcenia kapłańskie przyjął jedenaście lat później w Krakowie z rąk kard. Franciszka Macharskiego.

Spotkaliśmy się w siedzibie Konferencji Episkopatu Polski w Warszawie. Ks. Gęsiak - jeszcze niepewny i trochę nieufny - ostrożnie odpowiadał na każde pytanie.

To rozmowa - cytując księdza rzecznika - o całym Kościele, a to oznacza, że nie tylko o rzeczach dobrych, a też o grzechach i słabościach. Ks. Gęsiak został "ustami biskupów" w czasie niezwykle wymagającym dla Kościoła - w samym środku sporu o LGBT, przyspieszającej sekularyzacji i zbliżenia się biskupów do ośrodka władzy w Polsce.

Ksiądz unika dziennikarzy?

Przecież rozmawiamy.

Tak, trochę to trwało. Biuro prasowe, zanim dopuściło mnie do księdza, domagało się dokładnych pytań. A ja ich nie mam, poza jednym: dlaczego ksiądz zgodził się zostać rzecznikiem Konferencji Episkopatu Polski?

To moje pierwsze dni w roli rzecznika. Potrzebuję czasu, żeby wdrożyć się w nową pracę. A mam jeszcze zobowiązania w Krakowie. Dlatego poprosiłem biuro prasowe, żeby przejęło - tylko w tym czasie - część moich obowiązków.

Nie boję się kamer, ani mikrofonów. Sam jestem dziennikarzem. Rzecznik musi być dostępny dla mediów.

Propozycję nowej pracy złożył mi ksiądz arcybiskup Stanisław Gądecki, przewodniczący KEP. Zadzwonił. Zapytał, czy zgodziłbym się kandydować.

Tam gdzie agresja, żądza odwetu - zawsze dochodzi do konfliktuTVN24

I?

Poprosiłem o kilka dni do namysłu. Od kilku lat zajmuję się pracą naukową. Wiązałem z nią przyszłość. A praca rzecznika KEP byłaby wywróceniem mojego życia zawodowego i kapłańskiego do góry nogami. I... tak też się stało.

Teraz będę musiał lepiej rozeznać się w sprawach Kościoła. Do tej pory skupiałem się na medioznawstwie. Prowadziłem badania, uczyłem studentów na Akademii Ignatianum w Krakowie. Było to bardzo angażujące i czasochłonne.

Ilu było kandydatów?

Trzech.

Kto?

To tajemnica Episkopatu.

Ksiądz okazał się najlepszy.

To decyzja Zebrania Plenarnego. Odtąd mam być głosem kolegium biskupów, które jest bardzo zróżnicowane. Nie znam jeszcze wszystkich hierarchów. To niemal stuosobowa grupa, która jest tak zróżnicowana, jak polskie społeczeństwo. Pismo Święte mówi, że kapłan jest z ludu wybrany i dla ludu ustanawiany.

A zatem nie będzie to proste zadanie. Czy podołam? Przekonamy się za trzy, cztery lata. Zrobię jednak wszystko, żeby stawić czoła nowemu wyzwaniu.

Zdaję sobie sprawę, jaka jest kondycja Kościoła i co się dzieje w moim kraju. I wiem, jaką mam rolę do wypełnienia.

Strach?

Nie odczuwam strachu. Jestem człowiekiem wierzącym. Skoro z woli Pana Boga otrzymałem misję do wypełnienia, to ją wypełnię.

Jak?

Przygotuję plan na najbliższe pięć lat: chciałbym z dziennikarzami, których uważam za ludzi dobrej woli, rozmawiać o całym Kościele, czyli o rzeczach dobrych, a nie tylko o grzechach i słabościach, które - chciałbym to podkreślić - także są częścią Kościoła i których nie możemy się wypierać.

Media koncentrują się tylko na pewnych tematach, które dobrze się sprzedają, a które zafałszowują obraz Kościoła. Nikt nie mówi o ciężkiej pracy księży, sióstr zakonnych i innych osób dobrej woli, które nie pchają się przed kamery, a które robią fantastyczne rzeczy.

Zadanie dla nowego rzecznika.

Dziennikarz powinien mówić prawdę, a nie jest nim selektywne wybieranie wiadomości, często bardzo tendencyjne. Uczę moich studentów, żeby przede wszystkim byli ludźmi mającymi kręgosłup etyczny. Niezależnie od tego, gdzie i dla kogo pracują. I niezależnie od tego, czego będzie od nich żądał pracodawca. 

Ksiądz był na ślubie prezesa TVP?

Nie, ale czytałem, że do niego doszło.

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo