Premium

Zły policjant czy dobry policjant? Młodzi przestali się łudzić

Zdjęcie: Fatemeh Bahrami/Anadolu Agency/Getty Images

Ebrahim Raisi, twardogłowy ajatollah i urzędnik związany całe życie z irańskim wymiarem sprawiedliwości, wygrał wybory prezydenckie w Iranie. Oskarżany o współodpowiedzialność za mordy sądowe na tysiącach Irańczyków polityk obejmie urząd w sierpniu. Czy jest się czego obawiać?

Dla nikogo, kto śledził kampanię wyborczą w Iranie, wynik wyborów prezydenckich nie powinien być zaskoczeniem. Ebrahim Raisi, faworyt najwyższego przywódcy duchowego, ajatollaha Alego Chamenei był jedynym kandydatem, który miał szansę na wygraną.

Rada Strażników, dwunastoosobowy organ rządowy Islamskiej Republiki Iranu, który interpretuje, kto jest wystarczająco wierzący, wierny konstytucji, Islamskiej Republice i najwyższemu przywódcy, już w przedbiegach odrzuciła aż 592 kandydatów, którzy zgłosili chęć startu w czerwcowych wyborach. Ostatecznie Rada dopuściła do udziału w wyborach jedynie siedmiu kandydatów, ale ci poza Raisim byli bez szans. Z tego powodu do bojkotu wyborów nawoływali zarówno dysydenci, jak i odrzuceni kandydaci, w tym były prezydent Iranu Mahmud Ahmadineżad, który powiedział, że "nie chce brać udziału w tym grzechu".

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo