Premium

"Nie śpiewamy o byciu grzecznymi chłopcami i nigdy takimi nie byliśmy"

Zdjęcie: Jacek Poremba

Musieliśmy się jakoś wyżyć, a podczas takiego wyżywania się bywało różnie. Były sytuacje bardzo wesołe, ale też takie, z których trzeba się było później podnosić – mówi Jan Borysewicz, założyciel zespołu Lady Pank. - Takie jest życie, taki jest właśnie rock and roll. Od czterdziestu lat gramy na scenie, więc dla nas możliwości i pokus różnego rodzaju było od początku znacznie więcej niż dla przeciętnego człowieka, który codziennie wraca z pracy do domu, gdzie ogarnia rodzinę i dzieci – dodaje Janusz Panasewicz. 

Piosenka "Mała Lady Punk" nagrana została zimą 1981 roku, jeszcze zanim powstał pierwszy skład jednego z najbardziej znanych polskich zespołów rockowych. Utwór skomponował Jan Borysewicz, znany wcześniej publiczności z Budki Suflera, którą opuścił, by razem z tekściarzem Andrzejem Mogielnickim powołać do życia nową grupę. Szybko zrezygnował z planu, aby być jej wokalistą i już kilka miesięcy później, w krakowskim Teatrze STU, przed mikrofonem stanął Janusz Panasewicz, który uzupełnił brzmienie Lady Pank swoim niepodrabialnym głosem.

Przez cztery dekady zespół wydał dwadzieścia albumów studyjnych, z których pochodzą niezwykle popularne piosenki, takie jak: "Kryzysowa Narzeczona", "Mniej niż zero", "Tańczy głupia, tańcz", "Marchewkowo pole" czy 'Zostawcie Titanica". Do tego panowie zarejestrowali również siedem albumów koncertowych, a na swoim koncie mają niezliczoną liczbę koncertów w kraju i za granicą.

Swoje czterdziestolecie Lady Pank świętuje w składzie, który po zmianach ostatecznie ukształtował się w 1994 roku. To wokalista, gitarzysta i kompozytor Jan Borysewicz, wokalista Janusz Panasewicz, perkusista Kuba Jabłoński oraz Krzysztof Kieliszkiewicz, grający na gitarze basowej.

Jan Borysewicz: sam fakt, jak długo jesteśmy razem na scenie, uważam za nasz największy sukcesJacek Poremba

Estera Prugar: Fani Lady Pank mają na pewno wiele wspomnień związanych z Waszymi piosenkami czy koncertami, ale jest też inne skojarzenie, które wiąże się z zespołem, czyli alkohol, imprezy i rock’n’roll.

Jan Borysewicz: Zawsze traktowałem rock and rolla nie tylko jako muzykę, ale również jako styl życia. To była wspaniała zabawa i nie przeczę temu, ale jednak to muzyka od dziecka była moją największą miłością. Dlatego zawsze te dwie kwestie rozgraniczałem. Nawet wtedy, gdy odbywały się balangi - i to ostre - zawsze następnego dnia przytulałem instrument i wiedziałem, co jest dla mnie najważniejsze.

Niesamowite jest to, że dziś, mając 65 lat, ciągle spędzam po kilka godzin dziennie z gitarą, nie ma takiego dnia, żebym nie grał. To ma dla mnie dziś takie samo znaczenie jak wtedy, gdy po raz pierwszy wziąłem do ręki instrument, choć nie potrafiłem na nim jeszcze zbyt dobrze grać. Zdarzało się, że spałem z gitarą. Dzisiaj z nią nie śpię, ale ciągle chcę się rozwijać muzycznie i nie czuję, że minęło 40 lat. Mam jeszcze bardzo dużo rzeczy do zrobienia – wiem, czego się muszę nauczyć i co bym chciał zrobić, czego jeszcze nie umiem. Uważam, że jeśli chodzi o muzykę, to jestem dopiero na półmetku, a nie na końcu drogi. To jest dla mnie istotne, a te wszystkie rzeczy, które się wydarzyły poza muzyką… No, były. Dziś to już nieodłączny element naszej historii.

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo