Chciał sfałszować testament i przejąć działki warte 27 milionów złotych. Właściciel gruntów miał umrzeć
W Sądzie Okręgowym w Poznaniu dobiega końca proces Leszka W. i Konstantego K. Mężczyźni zdaniem śledczych mieli wyszukiwać osoby mające problem z nadużywaniem alkoholu i posiadające majątek. Pod pozorem sprawowania nad nimi opieki mieli doprowadzać do sporządzenia na ich korzyść testamentów. Jeden z nich ma także zarzut usiłowania zabójstwa poprzez podsuwanie zatrutego alkoholu. Śledczy całą sprawę nazywają operacją "Testament".
Miał już kupca na nieswoje działki
W piątek sąd przesłuchał policjantkę, która pod przykrywką spotkała się z Leszkiem W. Kobiety nie było na sali, połączono się z nią zdalnie. Podczas zeznań miała wyłączoną kamerę i zmieniony głos przez modulator.
Jak przyznała, po blisko czterech latach nie pamięta już szczegółów sprawy, stąd przeczytano jej wcześniejsze zeznania z listopada 2022 roku, do których dotąd dostęp miał tylko sąd.
Leszek W. przedstawiał jej się jako Mariusz. Miał być właścicielem sklepu samochodowego, który w rzeczywistości był tylko zasłoną dymną do handlu rosyjskimi papierosami bez akcyzy. Spotkali się, bo mężczyzna chciał sporządzić testament bez obecności testatora. Spotkali się w październiku 2022 roku we włoskiej restauracji w Gnieźnie. Tam zaproponowano jej milion złotych za pomoc w znalezieniu notariusza, który pomógłby w realizacji celu. Kobieta w całym procederze miała pełnić rolę opiekunki-pielęgniarki dla tego mężczyzny.
- Mariusz powiedział mi, że szuka notariusza, który przymknie oko na procedurę związaną ze sporządzeniem testamentu w formie aktu notarialnego. Powiedział, że ma 10 hektarów ziemi pod Poznaniem w okolicach miejscowości Kórnik. Ziemia ta należy do starszego schorowanego mężczyzny - zeznawała podczas przesłuchania w prokuraturze.
Jak tłumaczył kobiecie oskarżony, na działki miał już kupca, który oferował mu 270 zł za metr kwadratowy. Oferta dewelopera była jednak ważna tylko do końca roku.
Oferował milion złotych za pomoc
Z relacji oskarżonego wynikało, że mężczyzna, którego dotyczył testament, jest bezdzietnym kawalerem, który mieszka samotnie i nikt się nim nie opiekuje. - Mariusz powiedział, że wynajmował od tego starszego mężczyzny pomieszczenia gospodarcze, tak nawiązała się relacja. Mariusz powiedział, że płaci za wynajem tych pomieszczeń 20 tysięcy zł rocznie oraz że od siedmiu lat opiekuje się tym mężczyzną, kupując mu lęki, jedzenie i inne rzeczy - mówiła oficer operacyjna. Miał też podkreślać, że bez niego nikt nie wejdzie na posesję mężczyzny.
- Mariusz chciał uniknąć tego, aby notariusz wypytywał tego mężczyznę, czy jest świadomy i czy dobrowolnie rozporządza swoim majątkiem - wyjaśniała funkcjonariuszka. Na pytanie sądu o stan zdrowia tego mężczyzny, odpowiedziała, że był on niesprawny fizycznie. - Był schorowany, dlatego nie mógł iść - powiedziała w piątek.
Za sprzedaż gruntów Leszek W. vel Mariusz miał otrzymać 27 milionów złotych. Za pomoc w załatwieniu sprawy oferował kobiecie milion złotych. Pieniądze miałaby otrzymać po otwarciu spadku i spieniężeniu majątku. Funkcjonariuszka z tej kwoty miała opłacić notariusza, który zgodzi się sporządzić testament.
Ofiara miała niebawem umrzeć
Policjantka zwróciła uwagę, że sprawa dotyczy około 70-letniego mężczyzny, który jeszcze może długo pożyć, na co w odpowiedzi usłyszała, że to kwestia dwóch-trzech miesięcy. - Mariusz powiedział, że ten mężczyzna jest bardzo schorowany, ma zakrzepicę i musi codziennie przyjmować leki. Odstawienie tych leków powoduje śmierć. Zdaniem Mariusza żaden fachowiec nie wskaże, że śmierć nastąpiła z przyczyn nienaturalnych w sytuacji zaniechania podawania leków - zeznawała kobieta.
Po dwóch tygodniach spotkali się ponownie. Funkcjonariuszka przekazała mu, że znalazła notariusza, który sporządzi taki testament i trzeba mu wpłacić 20 tysięcy złotych zaliczki.
Mieli spotkać się ponownie, jednak kontakt się urwał.
Funkcjonariuszce podczas przesłuchania na początku listopapda 2022 roku pokazano cztery zdjęcia. Na jednym z nich rozpoznała Leszka W., który przedstawiał się jej jako Mariusz.
Adwokat: czy ta prowokacja była legalna?
Stanisław Kępiński, obrońca Leszka W., dopytywał, czy cała operacja, której efektem było spotkanie policjantki z jego klientem, było prowokacją policyjną, a jeśli tak, czy wydane było na nią pozwolenie. Funkcjonariuszka uchyliła się od odpowiedzi, zasłaniając się tajemnica zawodową.
Adwokat przekonywał, że wiedza, czy ewentualna prowokacja policyjna była legalna, jest w tej sprawie kluczowa. Będzie też wnioskować o dostęp do treści notatek służbowych, jakie po spotkaniach z Leszkiem W. sporządziła policjantka, z którymi się chce zapoznać. Jak dodał, jego klient zerwał kontakt z funkcjonariuszem, w związku z czym należy rozważyć, czy nie odstąpił od zamiaru wręczenia korzyści majątkowej.
Kolejną rozprawę wyznaczono na początek listopada.
Operacja "Testament"
- Operacja "Testament" została zainicjowana przez policjantów z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu, którzy otrzymali informację, że jacyś ludzie chcą przejąć kilkanaście hektarów atrakcyjnych gruntów. Wkrótce wszystko, co tknęli, miało w tle dziwne zgony właścicieli nieruchomości i bardzo dziwnych ludzi z testamentami w ręku - wyjaśniał młodszy inspektor Andrzej Borowiak, rzecznik prasowy wielkopolskiej policji.
Jedną z ofiar był Grzegorz spod Kórnika. Mężczyzna zmagający się z chorobą alkoholową i nieporadny życiowo był właścicielem działek o wartości ponad dwóch milionów złotych położonych w atrakcyjnych miejscach. Nagle w jego życiu pojawił się Leszek W. To on - zdaniem śledczych i bliskich - doprowadził do tego, że 61-letni Grzegorz przeprowadził się do innej miejscowości, gdzie zmarł. Według prokuratury Leszek W. podtruwał mężczyznę alkoholem, żeby przejąć jego majątek.
Zdaniem śledczych inną ofiarą Leszka W. był 81-latek, którego namówił do zawarcia umów o świadczenie usług telekomunikacyjnych. W ten sposób miał wyłudzić trzy telefony. - Miało to być niezbędne do sprawowania opieki. Mężczyźnie telefony zabrano, a raty z tytuły zakupów nigdy nie zostały spłacone - opisuje Wawrzyniak.
Kolejna sprawa, którą obejmuje proces, dotyczy 62-latka z Gniezna. - Podstępne działania Leszka W. i Konstantego K. doprowadziły do wydziedziczenia córki pokrzywdzonego, a następnie przejęcia jego mieszkania - podaje prokurator.
Jak ustalili śledczy, 62-latek został namówiony do sprzedaży swojego lokum i przekazania uzyskanej gotówki oskarżonym. W zamian za to obiecano mu, że zostanie umieszczony w domu pomocy społecznej.
- Wcześniej córka pokrzywdzonego - w wyniku oszukańczych zabiegów oskarżonych - została pozbawiona prawa do udziału w mieszkaniu. Kolejnym krokiem w przejęciu majątku było doprowadzenie do sporządzenia testamentu, na mocy którego do dziedziczenia w całości powołano jednego z oskarżonych - relacjonuje Wawrzyniak.
Ostatecznie mieszkanie zostało sprzedane przez jednego z oskarżonych na mocy udzielonego mu pełnomocnictwa. Uzyskana z tej transakcji kwota nigdy nie trafiła do rąk pokrzywdzonego.
Leszek W. miał też nakłaniać inną osobę do przekazania 20 tysięcy złotych łapówki notariuszowi w zamian za poświadczenie nieprawdy o obecności w kancelarii osoby spisującej testament i podpisania przez nią aktu notarialnego. - Próby skorumpowania notariusza nie powiodły się. Podejrzany został zatrzymany - wyjaśnia prokurator.
Leszek W. został oskarżony o oszustwa i usiłowanie doprowadzenia do śmierci Grzegorza S. poprzez podawanie mu do picia skażonego alkoholu. Konstanty K. odpowiada za oszustwa. Oskarżeni nie przyznają się do winy.
Leszkowi W. grozi nawet dożywocie, Konstantemu K. - osiem lat więzienia.