O zlokalizowaniu i podjęciu przez wojsko z Morza Bałtyckiego drona poinformował w poniedziałek szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. Doszło do tego w rejonie plaży w miejscowości Rusinowo koło Jarosławca w województwie zachodniopomorskim.
W kolejnym wpisie opublikowanym kilka godzin później Kosiniak-Kamysz przekazał, że coraz więcej wiadomo o przejętej maszynie. "Zalecam wyjątkową ostrożność w komentarzach i analizach. Na zdjęciu właściwy obiekt. Coraz więcej danych wskazuje, że Rosjanie prawdopodobnie utracili nowy model drona typu Gerbera" - napisał.
Artur Molęda: z jakiegoś powodu nie nastąpiła autodestrukcja
Wcześniej dziennikarz TVN24 Artur Molęda poinformował o najnowszych ustaleniach, do których dotarł. - Okazuje się, że to jest bardzo cenne znalezisko z punktu widzenia - można powiedzieć - całego wywiadu wojskowego - przekazał. Jak wyjaśnił, wszystko wskazuje na to, że odnaleziony bezzałogowiec to najnowsza wersja rosyjskiego drona Gerbera.
Przypomniał w tym kontekście, że dron typu Gerbera produkowany jest w trzech rodzajach: jako wabik, dron rozpoznawczy i dron bojowy. Molęda poinformował, że w przypadku maszyny na plaży w Rusinowie najprawdopodobniej mamy do czynienia z wersją rozpoznawczą z ładunkiem autodestrukcyjnym.
- Polega to na tym, że ten dron, kiedy już wykona swoje zadanie i gdyby stracił zasięg, ten ładunek wybucha po to, żeby na przykład kraje sojuszu NATO nie mogły zbadać, co jest w środku. Tutaj z jakiegoś powodu nie nastąpiła autodestrukcja tego bezzałogowca, dlatego jest to bardzo cenne znalezisko - wyjaśnił Molęda.
Dziennikarz ustalił też, że wojsko wyklucza, aby był to dron wypuszczony przez stronę rosyjską w ostatnich dniach. - Oczywiście to będzie jeszcze bardzo dokładnie badane, z którego kierunku on znalazł się w Bałtyku: czy z obwodu kaliningradzkiego, czy przyleciał do nas może przez Litwę, Łotwę. To na razie pozostaje na boku - dodał.
Molęda dotarł do zdjęcia, na którym widać maszynę na plaży w okolicach Rusinowa.