W Sądzie Okręgowym w Poznaniu kończy się proces Leszka W. i Konstantego K. Mężczyźni, zdaniem śledczych, wyszukiwali osoby mające problem z nadużywaniem alkoholu i posiadające majątek. Pod pozorem sprawowania nad nimi opieki doprowadzali - jak twierdzi prokuratura - do sporządzenia na swoją korzyść testamentów.
Z ustaleń śledztwa wynika, że jedną z ofiar był 61-letni Grzegorz, mieszkaniec niewielkiego Błażejewa koło Kórnika. Jego dom wciąż stoi pusty i czeka na koniec sądowej batalii.
Mężczyzna od kilkunastu lat zmagał się z chorobą alkoholową. - Zaczęło się to gdzieś około 2005 roku - opowiada jego siostra.
Kilka lat później z domu wyprowadziła się jego żona z dziećmi. - Nie miała z nim łatwo. Chodził przed jej dom, a kiedy mu nie otworzyła, to potrafił spać na ławce przed domem. Krzyczał do niej z ulicy, żeby mu zupy dać - mówi sąsiadka Grzegorza.
Stały bywalec
Przez lata centrum wsi stanowił sklep. Zamknięto go kilka lat temu. Dzisiaj zostały po nim tylko zgliszcza - budynek spłonął w 2025 roku.
Na ławce przed sklepem Grzegorz był stałym bywalcem. Znali go tu wszyscy.
- Ilekroć szło się na zakupy, on siedział z piwem. Witał się, zagadywał. Nie przypominam sobie, żeby był dla kogoś natarczywy czy agresywny - wspomina jeden z byłych mieszkańców miejscowości.
Mężczyzna nie miał stałego zatrudnienia. - Wykonywał prace dorywcze, a to komuś ogródek przekopał, a to porąbał drewno, do tego jakiś złom zbierał, rodzinie pomagał w obieraniu cebuli. Tak mu wystarczyło na podstawowe wydatki - relacjonuje jego siostra.
Sąsiedzi mówią, że na zdrowie nigdy nie narzekał. - Stale chodził w gumowych butach. Nieraz mu mówiłam: "niech pan zadba o swoje zdrowie". A on odpowiadał, że nawet nie wie, co to znaczy katar - wspomina jedna z okolicznych mieszkanek.
Łakomy kąsek
Na zdrowiu zaczął zapadać, gdy poznał Leszka W.