Po latach jej ciało znaleźli w piwnicy. Sąd skazał męża Angeliki na 15 lat, prokuratura chce dożywocia

TVN24 | Pomorze

Autor:
MAK/ks
Źródło:
TVN24/PAP
15 lat więzienia dla Daniela M. za zabójstwo żonytvn24
wideo 2/14
tvn24Daniel M. został skazany na 15 lat więzienia (wideo archiwalne)

Słupska prokuratura odwołała się od wyroku skazującego 45-letniego Daniela M. na 15 lat więzienia za zabójstwo swojej żony Angeliki Jakubowskiej. Kobieta zaginęła w 1998 roku. Daniel M. przez lata powtarzał, że żona wyjechała i zostawiła go z niespełna roczną wówczas córką. Po 19 latach policjanci z Archiwum X znaleźli ciało kobiety pod ceglaną podłogą piwnicy domu, w którym kiedyś mieszkało małżeństwo. Prokuratura uważa, że kara jest zbyt niska i domaga się dla M. dożywocia.

Daniel M. usłyszał wyrok 2 października 2019 roku, w dniu rocznicy śmierci swojej żony Angeliki Jakubowskiej z pomorskiego Debrzna (brat pokrzywdzonej, oskarżyciel posiłkowy, wyraził zgodę na publikację jej danych osobowych).

Sąd Okręgowy w Słupsku skazał go na 15 lat więzienia za zabójstwo, a za wyłudzenie alimentów na córkę w kwocie ponad 14,8 tys. zł - na 2 lata. Wymierzył mu karę łączną - 15 lat pozbawienia wolności. Zasądził też tytułem zadośćuczynienia na rzecz córki zamordowanej kwotę 100 tys. zł oraz 50 tys. zł na rzecz jej brata. Daniel M. ma też zwrócić koszty poniesione przez oskarżyciela posiłkowego oraz pokryć koszty sądowe w kwocie ponad 92 tys. zł.

Apelacje od wyroku zapowiedziały wówczas obie strony. Prokuratura domagała się dla Daniela M. dożywocia, obrona chciała uniewinnienia. On sam podczas procesu nie przyznał się do zabójstwa.

We wtorek Paweł Wnuk, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Słupsku poinformował o złożeniu przez śledczych odwołania od wyroku do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku.

- W apelacji prokurator, zarzucając rażącą niewspółmierność orzeczonej kary, wniósł o zmianę wyroku Sądu Okręgowego w Słupsku poprzez orzeczenie wobec Daniela M. za dokonanie zbrodni zabójstwa swojej żony kary dożywotniego pozbawienia wolności – przekazał Wnuk.

Jak dowiedział się portal tvn24.pl, obrona oskarżonego nie złożyła jeszcze apelacji, ale także zamierza to zrobić. - Jutro odbieramy wyrok i mamy 14 dni na sporządzenie apelacji - mówi Marek Kobyłecki, obrońca Daniela M.

Dodaje, że musi zapoznać się z pisemnym uzasadnieniem wyroku, ale "na tę chwilę stanowisko procesowe nie uległo zmianie i prawdopodobnie będą wnosili o uniewinnienie".

"Jest szansa, że oskarżony będzie mógł powrócić do społeczeństwa"

Ogłaszając wyrok pierwszej instancji, przewodniczący składu sędzia Jarosław Turczyn mówił, że wina i sprawstwo oskarżonego nie budzą wątpliwości. Zaznaczył, że proces miał charakter poszlakowy, w którym brak było bezpośrednich dowodów winy. Trzeba było dokonać szczegółowej analizy zebranych dowodów i porównać je z zeznaniami świadków i wyjaśnieniami oskarżonego. W przekonaniu sądu ustalenia wskazują na to, że "to oskarżony Daniel M. dokonał ukrycia zwłok Angeliki Jakubowskiej w piwnicy przy ul. Traugutta 7 w Debrznie". Zdaniem sądu, oskarżony dokonał umyślnego zabójstwa z zamiarem bezpośrednim. - Nie szukał żony, działania, które podejmował, były działaniami pozornymi. Celem było zawoalowanie zdarzeń – podkreślił sędzia. Natomiast w ocenie sądu nie udało się ustalić, w jaki sposób dokonano zabójstwa.

- Nie ma bezpośredniego dowodu, że do zabójstwa doszło przy użyciu kabla elektrycznego – powiedział sędzia, wskazując, że taka hipoteza pozostaje wersją przedstawioną przez prokuraturę. Sędzia podkreślił, że wymierzenie kary 25 lat czy dożywotniego pozbawienia wolności "ma charakter wyjątkowy", eliminujący osobę z życia publicznego na całe życie. - W ocenie sądu (…) zachodzą przesłanki do tego, że jest szansa na to, by oskarżony mógł w przyszłości powrócić do społeczeństwa, jego całkowita eliminacja nie byłaby adekwatna do stopnia winy i demoralizacji – uzasadniał wtedy sędzia wymierzoną karę 15 lat pozbawienia wolności.

Obrona chciała uniewinnienia dla swojego klienta. On sam twierdził, że jest niewinny i podczas procesu nie przyznał się do zabójstwa.

W piwnicy domu w Debrznie znaleziono szczątki zaginionej kobietyKWP Gdańsk

Dzień zabójstwa

Renata Szamiel z Prokuratury Okręgowej w Słupsku podczas mów końcowych przed słupskim sądem stwierdziła, że miała to być "zbrodnia doskonała". Zniknięcie Angeliki Jakubowskiej miało pozostać nierozwiązaną tajemnicą. Tak się jednak nie stało.

Śledztwo w tej sprawie prowadzili policjanci z gdańskiego Archiwum X, pod nadzorem właśnie prokurator Szamiel.

Głuchoniemi sąsiedzi Angeliki Jakubowskiej, państwo H., zeznali, że po raz ostatni widzieli ją 1 października 1998 roku. - Była zapłakana, na migi pokazywała państwu H., że oskarżony jest niedobry, że na nią krzyczy - mówiła prokurator.

2 października, w dniu, kiedy Angelika została zamordowana, Daniel M. był w pracy. Żaden ze świadków nie zeznał, żeby zajmował się w tym czasie niespełna roczną Magdaleną - śledczy założyli więc, że opiekowała się nią matka.

- Po godzinie 15 oskarżony wrócił do domu. W tym dniu miał się spotkać ze swoimi znajomymi Danutą O. i Krzysztofem K. - wyjaśniała prokurator.

Angelika Jakubowska nie była towarzyska, nie lubiła się też spotykać z Danutą O. i Krzysztofem K., dlatego Daniel M. zazwyczaj wychodził do nich. Tym razem było jednak inaczej. - Pomimo tego, że wiedział, iż Angelika Jakubowska nie darzy dobrymi uczuciami jego znajomych, umówił się z nimi na spotkanie w domu - opowiada prokurator. Jak twierdzi, mężczyzna miał w ten sposób zapewnić sobie alibi.

Danuta O. i Krzysztof K. przyszli do mieszkania Angeliki i Daniela około godziny 17. Oskarżony miał wyjątkowo zaprosić ich do kuchni, a nie jak zwykle do pokoju. Miała tam bowiem spać Magdalena. Według zeznań świadków, drzwi do drugiego pokoju były zamknięte.

- Nie było już w domu Angeliki Jakubowskiej. Oskarżony oświadczył swoim znajomym, że wyjechała do rodziców. Był zdenerwowany, ponieważ oznajmiła mu, że wyjeżdża i tyle - dodaje Szamiel.

Na tej podstawie śledczy stwierdzili, że do zabójstwa Angeliki doszło 2 października między godziną 15.30 a 17.00.

Prokuratura badała okoliczności śmierci kobiety KWP Gdańsk

Ukrycie ciała

Jak ustalili śledczy, po wyjściu znajomych oskarżony miał próbować ukryć zwłoki. W drzwiach mieszkania spotkała go Katarzyna H., córka sąsiadów, która - według śledczych - miała romans z Danielem M.

- Pyta się go, dlaczego stoi w drzwiach. On informuje ją o tym, że jego małżonka wyjechała do Piły, a on idzie po węgiel do piwnicy i nasłuchuje, czy nie płacze małoletnia córka - opowiada Szamiel.

Kobieta zaproponowała pomoc, on jednak miał odmówić.

Świadkowie zeznali, że kilka dni później Daniel M. wymienił kłódkę w drzwiach piwnicy. Miał wtedy ukryć ciało żony w ostatnim pomieszczeniu piwnicy, do którego nikt oprócz niego nie zaglądał.

- Oskarżony musiał wcześniej wiedzieć, że istnieje w tym pomieszczeniu miejsce, w którym można ukryć zwłoki, w postaci średniowiecznej studni. Oczywistym jest, że nie mógł sobie zdawać sprawy, że jest to zabytek, ale musiał wiedzieć o fakcie jej istnienia - przekonuje Szamiel.

Później, według prokurator, mężczyzna porządkował piwnicę. - Wykładał posadzkę z cegieł po to, aby popełnić zbrodnię doskonałą. Po to, aby fakt zabójstwa jego żony nigdy nie ujrzał światła dziennego - mówi.

Miała wyjechać do rodziców, innym razem uciec do Niemiec

Według jednego ze świadków, koleżanki Daniela M., miał on powiedzieć jej, że żona "wyszła tak, jak stała, bez kurtki, bez butów".

- Najpierw powiedział, że pojechała do Piły. Później różnym osobom podawał kilkanaście wersji, co się z jego żoną stało. Mówił, że wyjechała do Niemiec, przedstawiał ją w niekorzystnym świetle. Wzbudzał współczucie u wszystkich osób, które spotykał, że został jako biedny ojciec porzucony przez żonę i teraz musi się sam zajmować wychowaniem dziecka - mówiła Szamiel przed sądem.

O tym, że Angelika wyjechała, słyszała od ojca także ich córka Magdalena. Wierzyła w to blisko 19 lat.

- Nie miałam powodu, żeby nie wierzyć. Dopóki żyliśmy razem, mieszkaliśmy razem, to pokazywał, że moja mama wcale nie była taka dobra, że wyjechała i nas zostawiła - powiedziała po rozprawie w styczniu 2019 roku

Daniel M. przekonuje, że o tym, że Angelika wyjechała do Niemiec, dowiedział się od policjantów. Prokurator Szamiel zapewnia jednak, że nie jest to prawda. - Mało tego, podawał, że był w Niemczech i widział, jak siedzi w supermarkecie na kasie - powiedziała przed sądem.

Daniel M. usłyszał wyroktvn24

Po 19 latach znaleźli ciało

Nie wszyscy jednak wierzyli, że Angelika mogłaby uciec. Zwłaszcza bez dziecka.

- Wykluczyłem od razu, że siostra porzuciła córkę. Gdyby nawet chciała uciec od męża. Dzisiaj wiem, że tak się stało dwa miesiące wcześniej i, niestety, wróciła. Zabrałaby dziecko i kontaktowałaby się z nami - mówił brat kobiety.

Mimo starań zarówno śledczych, jak i rodziny, przez wiele lat nie udało się odnaleźć kobiety.

Po 19 latach do sprawy wrócili policjanci z Archiwum X. Wykluczyli jej wyjazd za granicę.

- Zweryfikowali nowe wątki w tej sprawie, które się pojawiły, ale też wykluczyli wcześniejsze hipotezy. Chodzi między innymi wątek wyjazdu kobiety za granicę. Udało się to dzięki współpracy z Interpolem i Europolem. Dlatego pozostał tylko jeden wątek: wobec zaginionej ktoś popełnił przestępstwo - mówił w kwietniu 2017 roku podkomisarz Michał Sienkiewicz z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku.

Przełom nastąpił w kwietniu 2017 roku. Pod ceglaną podłogą w piwnicy domu w Debrznie, w którym mieszkała już inna rodzina, znaleziono zwłoki kobiety. Wyniki badań DNA znalezionych szczątków potwierdziły z prawdopodobieństwem sięgającym 99 proc., że to zwłoki Angeliki Jakubowskiej.

Rodzina ofiary: zabójstwa nie można wybaczyćtvn24

"Aby można było mówić o zabójstwie, trzeba mieć dowody"

Daniel M. od początku nie przyznaje się do winy. Jego obrońca Marek Kobyłecki wnosił o uniewinnienie oskarżonego.

- Nie ma jakiegokolwiek dowodu, nie ma poszlaki, która by wskazywała, że do śmierci, jak również do zakopania zwłok Angeliki J. przyczynił się oskarżony - mówił przed sądem drugiego października 2019 roku.

Dodał, że wersja wydarzeń przedstawiona przez prokurator i wnioski, które z nich wypływają, mogą wskazywać na winę Daniela M., jednak jest to tylko wersja oskarżyciela posiłkowego.

- Aby można było mówić o zabójstwie, by można było mówić w konsekwencji o uznaniu kogoś winnego tego zabójstwa, należy mieć na to niezbite dowody - dodaje.

Sam Daniel M. przekonywał, że nigdy nie podniósł nawet ręki na żonę.

- Nie wiem nawet, jak się bronić, bo jestem bezradny. Nie mogę wezwać kogoś na świadka, żeby zeznał, że czegoś nie było, bo nie ma takiej opcji. Proszę o uniewinnienie i puszczenie mnie w końcu do domu - mówił przed sądem.

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Autor:MAK/ks

Źródło: TVN24/PAP

Źródło zdjęcia głównego: tvn24