W niedzielnych wyborach partia Tisza z Peterem Magyarem na czele zdobyła 138 mandatów w 199-osobowym węgierskim parlamencie, zdobywając tym samym większość konstytucyjną. Koalicja Fidesz-KDNP pod wodzą premiera Viktora Orbana zdobyła jedynie 55 mandatów - wynika z opublikowanych danych Narodowego Biura Wyborczego (NVI) po podliczeniu niemal 99 proc. oddanych głosów. Wynik wyborów skomentował w Sejmie m.in. Przemysław Czarnek, wiceprezes PiS i były minister edukacji, który został w ubiegłym miesiącu ogłoszony kandydatem partii na przyszłego premiera.
Polityk PiS komentuje wybory na Węgrzech
Podczas poniedziałkowej konferencji prasowej w Sejmie RP stwierdził, że "nie ma najmniejszego znaczenia, co się dzieje na Węgrzech" dla Polaka, "który traci pracę". Reporterzy pytali polityka, czemu więc środowisko PiS wspierało Viktora Orbana, skoro w jego ocenie wybory te pozostają bez wpływu na sytuację Polaków. - Tak jest na całym świecie - ocenił. - Środowiska konserwatywne wspierają środowiska konserwatywne. Środowiska lewicowe wspierają środowiska lewicowe - mówił.
Ocenił, że "całe lewactwo" węgierskie głosowało na Magyara i "to jest ich sprawa". Uznał, że "demokracja na Węgrzech ma się dobrze". - My się zajmujemy Polską - mówił. Dodał, że Polska powinna walczyć o swoje interesy w Unii Europejskiej, do czego nam "Węgrzy nie są potrzebni".
Pytany o Zbigniewa Ziobrę i Marcina Romanowskiego, którzy przebywają obecnie w Budapeszcie, i o zapowiedź wydania ich Polsce, skomentował, że Polaków interesują inne kwestie. Wymienił "chleb, rachunki za prąd" i brak możliwości wykonania rezonansu czy gastroskopii, a "reszta jest w rękach wymiaru sprawiedliwości, teraz węgierskiego" - dodał.
Pytany przez naszego reportera, jak podoba mu się przyszły premier Węgier, były minister edukacji odpowiedział krótko: ja gustuję w kobietach.
Redagował AM
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: PAP/Radek Pietruszka