Masz subskrypcję?
Dwa miesiące zmieniły wszystko, niecałe dwa. Kiedy w połowie kwietnia Maja Chwalińska wygrała niewielki turniej w Oeiras niedaleko Lizbony, nagrodą, poza radością i satysfakcją, było 27 974 dolary minus podatek.
Nagroda za gigantyczny sukces w wielkoszlemowej imprezie rozgrywanej w stolicy Francji? 1 636 068, też liczone w dolarach. Przepaść. W Oeiras za udział tylko w pierwszej rundzie płacono niecałe dwa tysiące dolarów, w Paryżu - ponad 90 tysięcy.
Do ruszającego 29 czerwca Wimbledonu 24-letnia Polka dostała "dziką kartę". Tam czek za zwycięstwo wynosić będzie 3 600 000 funtów, w dolarach 4 830 756. Robi wrażenie.
Chwalińska wytrwała, choć droga była wyboista. Pierwszy z brzegu przykład? "Szukam osoby, która mieszka w Melbourne i jest chętna, by ugościć polską tenisistkę Maję Chwalińską i jej trenera podczas Australian Open. Maja będzie grała kwalifikacje od 9 stycznia. Więcej informacji w wiadomości prywatnej" - pisał pod koniec 2022 roku w mediach społecznościowych jej menedżer Piotr Szczypka.
Czy codzienność w tym sporcie, jeżeli nie jest się gwiazdą, wygląda aż tak brutalnie?
Pomoc rodziców, noclegi w furgonetce
Maks Kaśnikowski w sezonie 2024 występował w pierwszej rundzie US Open, co w karierze seniorskiej jest jego największym osiągnięciem. - Główną część finansowania kariery zawodnika biorą na siebie oczywiście rodzice, muszę jednak dodać, że ja miałem pomoc także z Polskiego Związku Tenisowego i - czasami - od prywatnych sponsorów. Największy ciężar i tak zdecydowanie spada na barki rodziców - mówił tvn24.pl.
Jan Zieliński po wygranym Australian Open 2024 w grze mieszanej stwierdził: - To sukces mój i moich rodziców. Zawdzięczam im wszystko, inaczej określić tego nie mogę. [...] Pierwszy w życiu samochód kupiłem 14 miesięcy temu. Używany, ale dobry. Wcześniej pożyczałem samochód od mamy, żółty Fiat Panda, znany w środowisku.
Ogrom głosów na ten temat napływa też ze świata.