Szukają ofiar "gangu zabójców"

 
Na ławie oskarżonych oprócz Tadeusza G. zasiadają Jacek P. i Wojciech W.
Źródło zdj. gł.: TVN24
Działający od początku lat 90. tzw. gang zabójców właścicieli kantorów, mógł zamordować więcej ludzi niż dotąd sądzono. Ile osób straciło z ich rąk życie, ustala krakowska Prokuratura Apelacyjna. Mogło to być nawet 40 osób.

- Sprawdzamy niewyjaśnione sprawy od początku lat 90. - powiedział w poniedziałek zastępca prokuratora apelacyjnego w Krakowie prok. Marek Wełna. Jak wyjaśnił, kluczem jest modus operandi, czyli sposób działania sprawców: zabójstwa na tle rabunkowym przy użyciu określonej broni, połączone z określonym zachowaniem sprawców.

- Zleciliśmy szereg badań i ekspertyz, które mogą wskazać, czy jest to dobry trop - powiedział prok. Wełna. W grę może wchodzić kilkadziesiąt ofiar.

Zleciliśmy szereg badań i ekspertyz, które mogą wskazać, czy jest to dobry trop. Prok. Marek Wełna, Prokuratura Apelacyjna w Krakowie

Jak podało radio RMF, zabójstw może być ok. 40.

Oficjalnie 5 ofiar

Sprawa dotyczy trzech mężczyzn oskarżonych o pięć zabójstw i dwa usiłowania zabójstwa w okresie od 2005 do 2007 roku. Ofiarami byli właściciele kantorów lub osoby związane z obrotem walutą. Proces w tej sprawie toczy się przed krakowskim sądem od stycznia 2009 r.

Napady na właścicieli kantorów lub osoby związane z obrotem walutami poprzedzone były długotrwałą obserwacją ofiar. Napastnicy najpierw strzelali, a dopiero potem rabowali. Z tego powodu media określiły ich mianem "gangu zabójców".

W toku toczącego się procesu, w grudniu ub.r. domniemanemu przywódcy gangu zabójców Tadeuszowi G. postawiono zarzuty dokonania kolejnych trzech zabójstw, do których doszło w 1991 roku w Cedzynie pod Kielcami. Ofiarami była trójka obywateli Ukrainy: dwóch mężczyzn i młoda kobieta. Zabójstw dokonano z bardzo bliskiej odległości, zdaniem śledczych była to egzekucja, kobieta przed śmiercią została zgwałcona.

2 morderców i pomocnik przed sądem

Zarzuty w tej sprawie prokuratura postawiła w sumie trzem osobom. Dwóm - w tym Tadeuszowi G. - zarzut trzykrotnego zabójstwa, trzeciej osobie zarzut posiadania w tamtym czasie co najmniej siedmiu sztuk broni, które m.in. służyły do popełnienia zabójstwa.

Podejrzani o zbrodnię w Cedzynie zostali ustaleni w oparciu o ślady biologiczne, które sprawcy pozostawili na miejscu zbrodni. Wydzielono z nich kody DNA dwóch osób - informowała w grudniu 2009 r. prokuratura.

To właśnie kod DNA, zabezpieczony na miejscu zbrodni przed 19 laty, doprowadził do Tadeusza G. Jak się okazało, odpowiadał on temu, jaki wyodrębniono u niego na potrzeby śledztwa dotyczącego zabójstw kantorowców.

Nowe śledztwo

W toczącym się od stycznia 2009 r. przed krakowskim sądem procesie zabójców kantorowców na ławie oskarżonych oprócz Tadeusza G. zasiadają jeszcze Jacek P. i Wojciech W.

Wszyscy oskarżeni pochodzą z rejonu Kielc i Skarżyska Kamiennej. Decydujący - według prokuratury - o napadach Tadeusz G. jest rolnikiem, hodowcą truskawek. Wojciech W. pracował w zakładach Mesko i pomagał przy zdobywaniu i przerabianiu broni. Jacek P., bezrobotny, był na utrzymaniu rodziny.

W śledztwie tylko Jacek P. przyznał się do winy i wyrażał skruchę. Podobnie zachował się przed sądem. Pozostali oskarżeni nie przyznali się do winy. Grozi im kara 25 lat pozbawienia wolności lub dożywocie.

Zobacz materiał Faktów na temat listu jednego z przestępców, w którym przeprasza on swoją ofiarę, która cudem przeżyła próbę zabójstwa

Źródło: PAP, tvn24.pl

Czytaj także: