Prezydent Karol Nawrocki w sobotę, 10 stycznia, wziął udział w XVIII Ogólnopolskiej Patriotycznej Pielgrzymce Kibiców na Jasnej Górze w Częstochowie. W niedzielę Szymon Jadczak w Wirtualnej Polsce opisał, że po części dostępnej dla wszystkich doszło do spotkania "w bardziej wyselekcjonowanym gronie", gdzie prezydent wyszedł do oczekujących go kibiców w jednej z sal na Jasnej Górze.
Jednym z nich był - jak napisała WP - Tomasz P., pseudonim "Dragon", którego prezydent "serdecznie uścisnął". Mężczyzna to skazywany w przeszłości przywódca gangu kiboli Jagiellonii Białystok. Jak czytamy, teraz "czeka na wyrok sądu drugiej instancji, po tym, jak w 2024 r. został nieprawomocnie skazany na 6 lat więzienia za propagowanie nazizmu, kierowanie gangiem i pobicia".
Cytowany przez portal obrońca Tomasza P., adwokat Rafał Gulko, przekazał, że "formalnie jego klient jest osobą niekaraną", ponieważ "poprzednie wyroki uległy zatarciu". Wyrok z 2024 roku - jak mówił - jest nieprawomocny. WP podawała też, że "sąd na wniosek obrońcy skrócił okres, po którym doszło do zatarcia poprzednich wyroków 'Dragona'".
Środowisko białostockich kiboli i śledztwo
Tomasz P. to osoba szeroko znana w białostockich środowiskach kibolskich, w których - jak podawała WP - jest aktywny już od ponad dwóch dekad. Zaczynał jeszcze jako nastolatek, gdy razem z młodszym bratem Mateuszem chodzili na mecze miejscowej Jagiellonii.
W 2006 roku "Dragon" został skazany za napaść z użyciem broni lub innego niebezpiecznego przedmiotu na funkcjonariusza publicznego. Kolejny wyrok dotyczył podżegania do napadu, do którego doszło z użyciem broni i zginęła w nim jedna osoba.
Od tego czasu niewiele się zmieniło. Teraz Tomasz P. czeka na wspomniany wyrok sądu drugiej instancji w procesie, w którym został nieprawomocnie skazany na sześć lat więzienia. Śledztwo w tej sprawie prowadził prokurator Grzegorz Masłowski z Prokuratury Regionalnej w Białymstoku.
W rozmowie z reporterem tvn24.pl Robertem Zielińskim prokurator wspominał początki śledztwa, gdy "dostał sprawę szeroko rozumianej przestępczości związanej z kibolami Jagiellonii o podłożu nazistowskim". - W terenie intensywnie już rozpracowywali te struktury policjanci z komendy wojewódzkiej i z Centralnego Biura Śledczego - mówił Masłowski.
Opowiedział również o zatrzymaniach osób należących do białostockiej grupy neonazistów. - Zatrzymywaliśmy kolejnych jej członków, w ich komputerach znaleźliśmy masę fotografii z symboliką nazistowską. W skrócie: tam, gdzie jeździli grupą, to sobie hajlowali - mówił.
Właśnie do takiego archiwalnego zdjęcia Tomasza P. dotarł portal Onet. Pokazuje ono "Dragona" w towarzystwie kolegów ze środowiska białostockich neonazistów. Wszyscy są uchwyceni w czasie wykonywania nazistowskiego salutu.
Masłowski był też pytany o to, jakie zarzuty sformułował wobec "Dragona". Jak wymienił, było to "kierowanie porwaniem chłopaka, który wcześniej obrabował księdza oraz organizowanie ustawek, a także udział w produkcji filmu z treściami jawnie nazistowskimi i na koniec kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą".
Dlaczego doszło do spotkania?
W przestrzeni publicznej pojawiły się w związku z tym pytania, kto jest odpowiedzialny za spotkanie Nawrockiego z Tomaszem P. Służba Ochrony Państwa twierdzi, że "nie otrzymała żadnej listy gości" i "to kancelaria prezydenta w ostatniej chwili typowała osoby, które tam będą".
Szef KPRP Zbigniew Bogucki przekonywał zaś, że "spotkanie miało charakter publiczny". Głos zabrał też prezydencki rzecznik Rafał Leśkiewicz, który tłumaczył, że "okoliczności związane ze skazaniem jednego z uczestników sobotniego spotkania na Jasnej Górze nie były panu prezydentowi znane".
Jeszcze we wtorek szef MSWiA Marcin Kierwiński informował, że jego resort wyjaśnia, czy SOP wiedziała, jakie osoby miały wziąć udział w spotkaniu z Nawrockim. Ocenił również, że spotkanie prezydenta z Tomaszem P. nie było przypadkowe.
- Ten facet na tym spotkaniu nie wygląda, że to jest jakiś gość w dziesiątym rzędzie. To wygląda jak lider środowiska, który wita pana prezydenta. Nie ma wątpliwości, że kancelaria pana prezydenta wiedziała o jego obecności. To nie jest przypadkowe spotkanie na ulicy. I pytanie, czy wiedziała o tym SOP, czy SOP była poinformowana na ten temat - mówił.
Autorka/Autor: kgr/akw
Źródło: Onet, Wirtualna Polska, PAP, tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Onet.pl