Od piątku nad centralnymi i wschodnimi Stanami Zjednoczonymi przechodziła zimowa burza. W poniedziałek zimowa aura wciąż nawiedzała mieszkańców północno-wschodnich stanów, ale w większości regionów najtrudniejsze warunki ustały. Meteorolodzy z Narodowej Służby Pogodowej (NWS) we wtorek nadal ostrzegali jednak przed niskimi temperaturami, które mają utrzymywać się na północy kraju.
Trzech chłopców wpadło do stawu
Jak podała agencja Associated Press, groźna pogoda przyczyniła się do śmierci co najmniej 35 osób. We wtorek Cody Shook, szeryf hrabstwa Fannin w Teksasie, poinformował o tragedii, do której doszło w poniedziałek. Trzech braci w wieku sześciu, ośmiu i dziewięciu lat wpadło do stawu na prywatnej posesji w pobliżu miasta Bonham. Dwóch starszych chłopców zostało wyciągniętych z wody przez służby i przewiezionych do szpitala, ale ich życia nie udało się uratować. Ciało najmłodszego z braci znaleziono po wielogodzinnych poszukiwaniach.
Do śmiertelnego wypadku z udziałem dziecka doszło także w poniedziałek w hrabstwie Henrico w Wirginii. Maluch wpadł do lodowatego stawu i pomimo przewiezienia do szpitala zmarł.
Wśród ofiar śmiertelnych zimowych warunków znajdują się także dwie osoby z Massachusetts i Ohio potrącone przez pługi śnieżne, dwoje nastolatków z Arkansas i Teksasu, dla których śmiertelnie zakończyły się kuligi za samochodem, oraz mieszkanka Kansas znaleziona pod śniegiem. Podczas konferencji prasowej burmistrz Nowego Jorku Zohran Mamdani poinformował, że w mieście z powodu mrozów zmarło co najmniej 10 osób.
Stan wyjątkowy
W wielu stanach burza przyniosła opady śniegu przekraczające 40 centymetrów. Najwięcej, niemal 80 cm, odnotowano nad zbiornikiem zaporowym Bonito Lake w górach Sierra Blanca w Nowym Meksyku. W centrum Nowego Jorku, w Central Parku, spadło około 29 cm śniegu.
Miasto Pittsburgh w Pensylwanii ogłosiło stan wyjątkowy po tym, jak w nocy z niedzieli na poniedziałek zepsuło się 37 pługów śnieżnych. Maszyny zmagały się z niemal rekordowymi opadami śniegu - w ciągu ostatnich 30 lat tylko raz zanotowano tam obfitsze opady.
Zagrożenie stanowiły nie tylko masy śniegu, lecz także lód. Amerykańskie Centrum Prognoz Pogody (WPC) poinformowało, że w wielu stanach, zwłaszcza na południu, utworzyła się warstwa lodu o grubości kilku centymetrów, która - obok spadających drzew - doprowadziła do przerw w dostawie energii elektrycznej. Według strony PowerOutage.com we wtorek rano czasu lokalnego prądu wciąż nie miało ponad 550 tysięcy odbiorców, głównie w Tennessee i Mississippi.
- Sytuacja jest dość poważna. Wszędzie leżą powalone drzewa. Linie energetyczne po prostu oderwały się od słupów - opowiadał w rozmowie z CNN mieszkaniec hrabstwa White w Georgii.
Odwołane loty, zamknięte szkoły
Z powodu trudnych warunków w poniedziałek w wielu miastach odwołane były zajęcia w szkołach. Taka sytuacja wydarzyła się między innymi w Houston, Bostonie, Cleveland, Charlotte czy Nowym Orleanie. W Nowym Jorku i Atlancie zajęcia odbywały się zdalnie.
Ekstremalne warunki pogodowe spowodowały paraliż w ruchu lotniczym. Od początku ataku zimy w całym kraju odwołano ponad 17 tysięcy lotów. To najwięcej od czasów pandemii COVID-19.
W poniedziałek niektóre lotniska zostały całkowicie zamknięte - stało się tak w Bostonie i Warwick, mieście w stanie Rhode Island. Na lotnisku w Waszyngtonie odwołano 90 procent lotów, a w Nowym Jorku, Newark i Filadelfii - ponad 80 procent.
Możliwa kolejna zimowa burza
Meteorolodzy ostrzegają przed możliwą kolejną zimową burzą, która może uderzyć we wschodnie Stany Zjednoczone w weekend. NWS poinformowało, że według ich wyliczeń wzrosło prawdopodobieństwo intensywnych opadów śniegu oraz silnego wiatru, ale niepewność co do szczegółów pozostaje dość wysoka. Meteorolodzy są jednak przekonani, że niskie temperatury nie odpuszczą wschodniej połowie USA aż do następnego tygodnia.
Autorka/Autor: Krzysztof Posytek, Agnieszka Stradecka
Źródło: CNN, CBS News, NBC News
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/SARAH YENESEL