Spór wokół sprawy "dwóch wież". Aleksandra Leo: jeśli coś jest nie po ich myśli, prokuratura jest upolityczniona
Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła śledztwo dotyczące "dwóch wież" w związku ze stwierdzeniem braku znamion czynu zabronionego. Sprawa ta wyszła na jaw w 2019 roku i związana jest z niedoszłymi planami wybudowania dwóch wieżowców na działce w Warszawie, należącej do powiązanej z PiS spółki Srebrna. Austriacki biznesmen Gerald Birgfellner uważa, że Jarosław Kaczyński oszukał go podczas przygotowywania tej inwestycji.
Posłanka klubu Centrum Aleksandra Leo była pytana we wtorkowej "Kropce nad i" w TVN24, czy decyzja prokuratury to jej zdaniem uderzenie w wizerunek Koalicji Obywatelskiej.
- Nie, zdecydowanie - odpowiedziała. Jej zdaniem w tej sprawie politycy Prawa i Sprawiedliwości wypowiadają się o prokuraturze w sposób wybiórczy.
- Jeśli im coś odpowiada, to prokuratura jest dobra. Jeśli coś jest nie po ich myśli, na przykład kwestia umorzenia śledztwa dotycząca pana Wąsika i Kamińskiego, to już jest to upolityczniona prokuratura. Więc w zależności od tego, co im odpowiada, to sobie to wybierają. To jest oczywiście śmieszne - mówiła. Oceniła też, że prokuratura została upolityczniona za czasów, gdy ministrem sprawiedliwości był Zbigniew Ziobro.
Smoliński o decyzji prokuratury: przed tym był ten sam wynik
- W stosunku do innych śledztw to jest trochę inaczej, dlatego że tu już raz umorzono to postępowanie. Nastąpiło odwołanie, sąd uchylił to umorzenie, wydał wytyczne (...) i prokuratura, po analizie tych zarzutów, które były ze strony sądu, jednak stwierdziła, że nie ma podstaw do wstrzymania postępowania - mówił drugi gość programu, poseł PiS Kazimierz Smoliński.
Prowadząca program Monika Olejnik pytała go, czy jego zdaniem decyzja o umorzeniu postępowania świadczy o tym, że obecna prokuratura nie jest upolityczniona i może zajmować się wszystkimi sprawami.
- Przed tym był taki sam wynik, czyli umorzono, i teraz umorzono. Czyli prawidłowo tamta prokuratura umorzyła i ta prokuratura też prawidłowo umorzyła, więc to jest dowód na to, że tamta prokuratura postąpiła w sposób właściwy - odparł poseł Smoliński.
Leo o "momencie grozy" prezydenta
W ostatnim czasie media obiegły fragmenty wywiadu rzeki prezydenta Karola Nawrockiego. W rozmowie z profesorem Andrzejem Nowakiem opowiedział o "momencie grozy" w kampanii prezydenckiej. Po spotkaniu z wyborcami w Ząbkowicach u ówczesnego kandydata na prezydenta miało wystąpić "gwałtowne pogorszenie stanu zdrowia i chwilowa utrata przytomności". Po pojawieniu się tych doniesień prokuratura wszczęła postępowanie sprawdzające.
Komentując sprawę, Aleksandra Leo zwróciła uwagę, że ani Nawrocki, ani jego otoczenie nie wezwało karetki pogotowia. - Jeśli było zagrożone jego zdrowie albo życie, powinni to zrobić. Nie zostały poinformowane służby, policja. Jeśli istniało realne podejrzenie, że kandydat został otruty, to również takie służby powinny zostać powiadomione - zaznaczyła.
Posłanka zwróciła uwagę, że sprawa wychodzi na jaw dopiero po roku od zdarzenia. Jej zdaniem jest tak dlatego, by promować nową książkę o kulisach kampanii Nawrockiego, albo dlatego, bo próbuje się przykryć afery powiązane z prezydentem, jak na przykład trzykrotne weto w sprawie ustawy o rynku kryptowalut.
- Ta historia kupy się nie trzyma. Co więcej, prezydent trochę wkopał (…) swoich współpracowników, bo niepowiadomienie karetki pogotowia w momencie, kiedy jest zagrożenie życia i oni to widzą, to już podlega pod 162 artykuł Kodeksu karnego i tutaj musi wkroczyć prokuratura - oceniła. Jej zdaniem, objawy, jakie opisywał Nawrocki, są też podobne do objawów nadużycia nikotyny.
Smoliński: prokuratura pochopnie wszczęła postępowanie
Kazimierz Smoliński był pytany, co zrobiłby na miejscu ludzi prezydenta. - Nie wiem, co bym zrobił, okoliczności były znane tym osobom, które tam były na miejscu - odpowiedział.
- Prokuratura na razie nie wszczęła żadnego śledztwa, tylko postępowanie wyjaśniające. Prokuratura zaczyna wyjaśniać, a wy już macie zarzut do prezydenta i do otoczenia prezydenta - ocenił. Dodał jednak, że gdyby był świadkiem sytuacji zagrażającej życiu prezydenta, wezwałby karetkę pogotowia.
- Poza tym prokuratura pochopnie wszczęła to postępowanie. Nie ma żadnej skargi ani żadnego zawiadomienia o potencjalnym popełnieniu jakiegokolwiek przestępstwa, jest wywiad w książce - mówił dalej.