Michał Dworczyk o "momencie grozy" Karola Nawrockiego w kampanii. "Nie mieliśmy wiedzy, co się dzieje"
Media obiegły fragmenty wywiadu rzeki prezydenta Karola Nawrockiego. W rozmowie z prof. Andrzejem Nowakiem opowiedział o "momencie grozy" w kampanii prezydenckiej. Po spotkaniu z wyborcami w Ząbkowicach u ówczesnego kandydata na prezydenta miało wystąpić "gwałtowne pogorszenie stanu zdrowia i chwilowa utrata przytomności".
W Ząbkowicach Nawrockiemu towarzyszył europoseł PiS Michał Dworczyk. We wtorek potwierdził w rozmowie z dziennikarzami, że "miała miejsce taka sytuacja". Przyznał, że po tym, jak Nawrocki gorzej się poczuł, w busie kampanijnym zasłonięto okna. Z jego relacji wynika, że był na zewnątrz. - Natomiast nie mieliśmy wiedzy, co się dzieje wewnątrz (busa - red.). W tej sytuacji towarzyszyli ówczesnemu kandydatowi na prezydenta jego najbliżsi współpracownicy - mówił Dworczyk w trakcie wtorkowej konferencji prasowej przed Pomnikiem AK w Warszawie.
Jak dodał, "po jakimś czasie bus odjechał, ale nie wiedzieliśmy, co się wewnątrz działo. Dzisiaj już wiemy".
Dworczyk: nie znam wszystkich szczegółów
W wywiadzie Nawrocki opisał nie tylko moment zasłabnięcia, ale wspomniał również o ostrzeżeniu ochrony przed ewentualną próbą otrucia. W poniedziałek Prokuratura Okręgowa w Świdnicy wszczęła z urzędu postępowanie sprawdzające. Dotyczy ono "podejrzenia narażenia" prezydenta "na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku zdrowia".
Dworczyk był pytany, czy nie jest za późno na takie postępowanie. - Nie znam wszystkich szczegółów i okoliczności sprawy, żeby wydawać jakieś oceny. Natomiast jeżeli prokuratura uważa, że są przesłanki do tego, aby wyjaśniać taką sprawę, to zaczekajmy na to, co ustali prokuratura - odpowiedział Dworczyk.
Szłapka: chciałoby się pogratulować współpracownikom prezydenta
We wtorek o komentarz do tej sprawy na konferencji prasowej był pytany rzecznik rządu Adam Szłapka. - Zaskakująca informacja. Trudno cokolwiek tutaj dodać ponad to, że chciałoby się pogratulować współpracownikom pana prezydenta z tamtego czasu, bo ktoś tam zajmował się kwestiami bezpieczeństwa i ktoś zajmował się kwestiami prawnymi - odpowiedział.
Zauważył też, że informacja o incydencie pojawiła się po ponad roku, a "nikt wcześniej nie zgłaszał tego organom ścigania". - Jeżeli faktycznie doszło do nieprawidłowości, to oczywiście organy ścigania powinny się tym zająć. (...) Dobrze, że teraz już profesjonaliści ze Służby Ochrony Państwa zajmują się bezpieczeństwem pana prezydenta, a nie jego współpracownicy z Prawa i Sprawiedliwości - stwierdził Szłapka.
Czy o zdarzeniu poinformowano służby?
Wokół sprawy pojawiły się wątpliwości dotyczące zgłoszenia incydentu odpowiednim służbom. Z opublikowanych w mediach fragmentów wywiadu nie wynika też, czy na miejsce wezwano lekarza i wykonano badania toksykologiczne w związku z podejrzeniami możliwości otrucia.
Komenda Główna Policji poinformowała w korespondencji z tvn24.pl , że po sprawdzeniu "w dostępnych systemach informatycznych, zarówno w powiecie Ząbkowickim jak i w powiatach ościennych, w omawianym okresie, nie odnotowano zgłoszeń dotyczących otruć lub podobnych zdarzeń". Zdarzenie opisywane przez prezydenta miało mieć miejsce 15 maja pomiędzy spotkaniami w Ząbkowicach Śląskich i Dzierżoniowie.
Rzecznik koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński także przekazał, że nie ma informacji o zgłoszeniu zdarzenia służbom.
Skontaktowaliśmy się z kancelarią prezydenta, ale ta w odpowiedzi oświadczyła, że nie komentuje sprawy z uwagi na to, że incydent nie obejmuje okresu prezydentury. Zwróciliśmy się również do prezydenckich ministrów: szefa gabinetu prezydenta Pawła Szefernakera i sekretarza stanu Adama Andruszkiewicza, którzy brali aktywny udział w kampanii Nawrockiego. Nie odpowiedzieli na nasze pytania.