W środę doszło do rozłamu w Polsce 2050. Grupa kilkunastu parlamentarzystów opuściła partię (a co za tym idzie według regulaminu partii - również klub parlamentarny Polski 2050) i poinformowała, że zakłada nowy klub Centrum.
Rozłam w koalicyjnej partii komentowali w "Kawie na ławę" w TVN24 politycy.
Leo: jako pierwszy zdezerterował Hołownia
Aleksandra Leo z nowo powstałego klubu Centrum komentowała słowa Szymona Hołowni, które ten wypowiedział po rozłamie w partii. Mówił między innymi, że do podziału doprowadziła "nienawiść do wybranej w demokratycznych wyborach przewodniczącej, u niektórych być może nosząca cechy klinicznej nienawiści, u niektórych cechy po prostu głębokiej niechęci". Powiedział też, że czuje się "oszukany" przez Paulinę Hennig-Kloskę.
- Uważam, że były lider, druga osoba do niedawna w państwie, powinna do samego końca próbować łączyć, a nie dzielić - oceniła Leo.
Posłanka powiedziała, że "jako pierwszy zdezerterował, no niestety, Szymon Hołownia". - To on zostawił nas w momencie, kiedy zaczęliśmy szorować po dnie i te sondaże po prostu pikowały - mówiła.
Dlaczego Leo zdecydowała się na odejście z partii? - Demokracja nie kończy się na wyborze przewodniczącej, demokracja powinna być również w klubie, to nam zostało odebrane - powiedziała.
- Ta partia, mam poczucie, przez długi czas była zaprojektowana wyłącznie na prezydenturę marszałka Hołowni, a potem na wicepremiera pani Pełczyńskiej-Nałęcz. My chcemy, żeby była zaprojektowana na Polskę, na sprawy ludzi - powiedziała Leo.
Żywno: prym musi wieść teraz nowa przewodnicząca
- Musiałem się zapisać do tego obozu, który uszanował wybór demokratyczny większości struktur, który postawił na nową przewodniczącą i której, tak samo jak nowemu zarządowi, daje się minimum pół roku na to, żeby pokazać, jakie da efekty - mówił Maciej Żywno, wicemarszałek senatu, który zdecydował się na pozostanie w Polsce 2050.
Jak powiedział, "wyjście w środę części posłów i posłanek jest smutną wiadomością". - Natomiast ona jasno wskazuje na to, że było to przygotowane wcześniej i szuka się teraz argumentów, łącznie z tym, że za winowajcę uznaje się Szymona Hołownię - dodał.
- Prym musi wieść teraz nowa przewodnicząca i na niej spoczywa to, żeby pokazać, jak to będzie wyglądało dalej - ocenił wicemarszałek Senatu. - Należę do tej grupy, która się zdecydowanie przygląda i daje jej szansę, natomiast po efektach zobaczymy, co będzie się działo - dodał.
Arłukowicz: początek kłopotów to flirt Hołowni z Bielanem
Bartosz Arłukowicz (KO) pytany był o to, czy w związku z rozpadem jednej z koalicyjnych partii spodziewa się problemów w całej koalicji rządzącej. - Uważam, że nie, bo obserwowałem z pewną dozą zażenowania to wszystko, co tam się dzieje, ale też nie wietrzę w żadnych kłopotów, dlatego że mimo wszystko jednak priorytetem dla wszystkich ludzi z Polski 2050 i nowego klubu dzisiaj jest utrzymanie stabilności koalicji - ocenił.
Zgodził się też z opinią Leo, że partia była "zaprojektowana tak naprawdę na dwa cele", czyli prezydenturę Hołowni i posadę wicepremiera dla Pełczyńskiej-Nałęcz.
- W mojej ocenie początek prawdziwych kłopotów Polski 2050 był wtedy, kiedy członkowie tej partii, ludzie, posłowie, politycy, dowiedzieli się, że ich lider flirtuje nocami z Bielanem. I to była pierwotna przyczyna - ocenił Arłukowicz. Jego zdaniem "Pełczyńska-Nałęcz jest finałem tego wszystkiego".
Horała: Polska 2050 się zużyła
Marcin Horała z PiS ocenił, że Polska 2050 "się zużyła". Poseł mówił o "niechęci części Polski 2050 do bycia totalną przystawką, nawet nie przystawką, tylko taką nalepką, etykietką, marką na produkcie, który sprzedaje Donald Tusk".
- Oni chcieli mieć podmiotowość. Różnię się z nimi w wielu sprawach, ale oczywiście tak nawet czysto politologicznie temu zawsze kibicowałem - mówił.
- Lepiej, jak ktoś ma swoje poglądy, swój program, chce cokolwiek zrealizować innego niż tylko wspierać Donalda Tuska i być taką przepompownią głosów - ocenił Horała.
Gajewski: koalicja nie potrzebuje rewolucji kadrowej
- Myślę, że cała koalicja, ale i też cała scena polityczna potrzebowała przecięcia i zakończenia brazylijskiej telenoweli, która (...) trwała po prostu za długo - ocenił Sebastian Gajewski (Lewica).
- Wszyscy parlamentarzyści, posłowie i senatorowie, obojętnie z której są frakcji, jaką drogę wybrali, deklarują, że pozostają w koalicji 15 października - zauważył. - Ramy naszej współpracy wyznacza umowa koalicyjna. Dwa kluby wchodzą w to, co było zagwarantowane dla Polski 2050 - dodał, pytany o ewentualne zmiany kadrowe na rządowych stanowiskach.
Zdaniem Gajewskiego "to, czego na pewno nie potrzebuje rząd i koalicja to jest jakaś rewolucja kadrowa związana z zmianami wewnętrznymi".
Poboży: Tusk będzie głównym zwycięzcą tego zawirowania
Błażej Poboży z kancelarii prezydenta ocenił, że to Donald Tusk "rozłamał Polskę 2050". - To on miał duże żale i nie do końca dobrze porozumiewał się z panią Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz, a w ten sposób nie musi już traktować jej jako potencjalnej kandydatki na wicepremiera - powiedział.
- Moim zdaniem będzie następował jednak dalszy odpływ działaczy z Polski 2050 do Centrum lub innych podmiotów - mówił. Jego zdaniem Polska 2050 "za chwilę utraci status klubu parlamentarnego".
- Donald Tusk będzie głównym zwycięzcą tego zawirowania, bo tanim kosztem przejmie działaczy Centrum, którzy moim zdaniem za rok będą startowali z listy Koalicji Obywatelskiej, a nie będzie musiał się przejmować partią Szymona Hołowni - ocenił.
Bryłka: Hennig-Kloska to polityczny zdrajca
Anna Bryłka (Konfederacja) oceniła, że mimo rozpadu Polski 2050 w parlamencie "nie ukształtuje się żadna inna, nowa większość". - Dlatego że zarówno Polska 2050, jak i ten nowo powstały klub Centrum, to są podmioty, które mentalnie są w Koalicji Obywatelskiej - dodała.
- Ani żadnego wspólnego programu, ani struktur partyjnych, ani jakiegoś takiego wspólnego mianownika programowego, no i stąd te liczne podziały - mówiła o Polsce 2050.
- Minister Hennig-Kloska to jest jednak polityczny, rasowy zdrajca - oceniła Bryłka. - Jej historia polityczna pokazuje, że to jest kolejna partia, którą zdradziła - dodała.
Kto kandydatem na premiera w PiS?
Politycy w "Kawie na ławę" rozmawiali także o potencjalnym kandydacie PiS na premiera. Jarosław Kaczyński przyznał w czwartek, że podjął decyzję w tej sprawie, skonfrontuje ją z innymi członkami ugrupowania i zapowiedział, że ogłosi ją w marcu.
- Jak prezes w sercu ma, to ja się w sercu mogę domyślać - mówił poseł PiS Marcin Horała, pytany, kto będzie kandydatem partii na szefa rządu.
- Ważnym kryterium jest oczywiście sympatia elektoratu - zauważył. - Dobierając tego rodzaju osobę, trzeba również zwracać uwagę na to, żeby reprezentowała pewne sprawy, poglądy, kierunki myślenia, które będą dla wyborców ważne - wyjaśnił.
Czy zdaniem Horały jest sens w tym, aby w marcu 2026 roku ogłaszać kandydata na premiera po wyborach w październiku 2027 roku? - Jest to coś nowego na polskiej scenie politycznej - powiedział. Na pytanie, czy to dobry ruch, poseł PiS odpowiedział, że "to oczywiście się okaże, że tak powiem, w wyniku rozpoznania bojem".
"Kaczyński dzieli skórę na niedźwiedziu"
Poboży ocenił, że "to jest bardzo dobry pomysł w wymiarze nawet nie tyle politycznym, ile wizerunkowym". - W Polsce od lat mamy do czynienia z sytuacją, gdzie polityka jest bardzo spersonalizowana - zauważył.
Jak powiedział prezydencki minister, kandydatem na premiera "powinien być ktoś, kto daje największą szansę na pokonanie Donalda Tuska, na zwycięstwo i także na zbudowanie szerokiej koalicji". Horała odpowiedział później Pobożemu: - Wcale nie jestem przekonany, że przyszły rząd będzie musiał być koalicyjny i naszym celem numer jeden jest samodzielna większość.
Kto zostanie kandydatem PiS na premiera? - Myślę, że intuicja medialna jest dobra i myślę, że w tej czwórce kandydatów, którzy się pojawiają, znajduje się ten, o którym myśli pan prezes - odpowiedział Poboży.
Bryłka oceniła, że "prezes Kaczyński dzieli skórę na niedźwiedziu". - Będzie mógł wskazywać kandydata na premiera tylko i wyłącznie, kiedy będzie mógł mieć swoją samodzielną większość - mówiła.
- Wypowiedź prezesa Kaczyńskiego jest tylko i wyłącznie po to, żeby wyciszyć temat dotyczący wewnętrznych konfliktów w PiS - oceniła europosłanka Konfederacji.
"Oni mają nadzieję trafić do serduszka Kaczyńskiego"
- Jestem w Parlamencie Europejskim, obserwuję tam bój dwóch kandydatów na premiera - powiedział Arłukowicz. - Tam chodzi premier (Patryk) Jaki razem z premierem (Tobiaszem) Bocheńskim - dodał.
- Oni są coraz poważniejsi, nosy mają zadarte do góry, teczki noszą ze sobą - mówił europoseł KO. - Oni mają nadzieję trafić do serduszka pana premiera Kaczyńskiego - dodał.
Gajewski ocenił z kolei, że w PiS "jest zawsze jeden kandydat na premiera i to jest Jarosław Kaczyński". - Bez względu na to, kto był kandydatem na premiera i kto tym premierem był, to i tak wszystkie karty rozdawał Jarosław Kaczyński - dodał.
Leo stwierdziła, że "casting urządzany teraz na premiera to jest temat zastępczy". - Te przepychanki, wojna frakcji w Prawie i Sprawiedliwości jest tak silna, że to się wymyka spoza kontroli - dodała.
Podobnego zdania jest Żywno, który powiedział, że dyskusja o kandydacie PiS na premiera "to wyłącznie trik marketingowy, żeby przenieść dyskusję wokół podziałów Prawa i Sprawiedliwości". Zdaniem wicemarszałka Senatu posłowie chcą przykryć podziały "tym, że pojawia się nagle jakiś pseudonowy lider, który ma to towarzystwo pod jednym szyldem rządowym zwołać".
Autorka/Autor: Kuba Koprzywa /akw
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: Leszek Szymański/PAP