W piątek około godziny 15.20 w Racławkach w gminie Chojnice doszło do niebezpiecznego zdarzenia na tamtejszej stacji kolejowej. Maszynista pociągu przytrzasnął kobietę drzwiami, gdy próbowała wysiąść z dzieckiem w wózku. Pociąg w tym momencie ruszył.
Oglądaj najnowsze wydania programu "Polska i Świat" >>>
- Płacz był, widziałem osobiście. Matka roztrzęsiona była, przeżywała to na pewno - powiedział pan Piotr, świadek zdarzenia.
Wózek z dzieckiem przewrócił się tuż przy krawędzi peronu. Zareagowali współpasażerowie. Maszynista zatrzymał się zanim się rozpędził. Niebezpieczna sytuacja na szczęście nie skończyła się tragicznie.
Maszynista wyrzucony z pracy, usłyszał zarzuty
- Przede wszystkim chcielibyśmy wszystkich przeprosić, których ta sytuacja dotknęła. Dla nas ta sytuacja jest niedopuszczalna. Zachowanie maszynisty jest absolutnie nieakceptowalne - powiedziała rzeczniczka prasowa Arriva RP Joanna Parzniewska.
Maszynista był nietrzeźwy - miał blisko promil alkoholu w organizmie. Policjantom tłumaczył, że faktycznie pił, ale miał nadzieję, że zdąży wytrzeźwieć przed popołudniowym kursem. Usłyszał zarzut kierowania w stanie nietrzeźwości - grozi mu do trzech lat więzienia.
U regionalnego przewoźnika pracował od ośmiu lat. Wcześniej nie było z nim problemów i już nie będzie. - Ten maszynista nie jest już naszym pracownikiem. Dopełniamy ostatnie formalności. On już żadnego pociągu nie poprowadzi - zapewniła Parzniewska.
Złamane procedury. Konsekwencje również wobec konduktora
Pociąg ruszył z Chojnic i miał skończyć bieg w Bydgoszczy. Stacja w Racławkach to pierwszy przystanek na trasie. Jak przekonuje przewoźnik, procedury bezpieczeństwa na peronach są jasne i niepodważalne - pociąg nie może ruszyć bez wcześniejszego sprawdzenia peronu i przez maszynistę, i konduktora, który wzrokowo sprawdza, czy wszyscy wsiedli i wysiedli. Tu jednak też tego zabrakło.
- Tu te dwie osoby niestety zawiodły - przyznała Parzniewska. Dodała, że również wobec konduktora prowadzony jest proces zwolnienia z pracy. - To jest skrajne niedopełnienie obowiązków i nie będzie tutaj wyjątków - stwierdziła.
Kolejne wypadki na stacjach kolejowych
- Przerażające jest to, że takie sytuacje się powtarzają i zaczynają powtarzać się bardzo często. Przerażające jest też to, że mówimy o doświadczonym maszyniście, a nie o człowieku, który zaczynał dopiero pracę i mógł popełnić jakieś błędy - zwrócił uwagę Tomasz Gidelski ze Stowarzyszenia Bezpieczna i Przyjazna Kolej.
Piątkowa sytuacja skończyła się tylko na strachu, ale nie zawsze tak jest - pokazała to tragedia 17-letniego Dominika. Nastolatek pomagał wsiąść do pociągu innej osobie, drzwi przytrzasnęły mu rękę. Pociąg ruszył a chłopak wpadł między peron a pociąg, który obciął mu nogi i fragment ręki.
Urząd Transportu Kolejowego przeprowadził po tej tragedii kontrolę w Kolejach Mazowieckich. Raport wykazał ponad dwadzieścia nieprawidłowości i rażące naruszenia procedur bezpieczeństwa na peronach. Stąd apel ekspertów o wzajemną pasażerską czujność i śmiałe korzystanie z hamulców bezpieczeństwa, kiedy widzimy groźną sytuację.
- Warto z tego hamulca skorzystać, nie obawiać się konsekwencji z tego wynikających, bo w sytuacji zagrożenia tych konsekwencji po prostu nie będzie. Reagujemy na zagrożenie. Po to jest hamulec bezpieczeństwa także w pociągu. Nie bądźmy bierni i reagujmy na to, co się dzieje wokół - zaapelował Tomasz Gidelski.