Premier "w stałym kontakcie z europejskimi przywódcami w związku z sytuacją na Białorusi"

TVN24 | Polska

Autor:
akw//rzw
Źródło:
tvn24.pl, PAP
"Widocznie coś stało, że Łukaszenka kazał spędzić, pod przymusem, około pięciu tysięcy ludzi z całego kraju"TVN24
wideo 2/34
TVN24"Widocznie coś stało, że Łukaszenka kazał spędzić, pod przymusem, około pięciu tysięcy ludzi z całego kraju"

Premier Mateusz Morawiecki, w siódmym dniu protestów na Białorusi, rozmawiał z szefem Rady Europejskiej, kanclerz Niemiec i premierem Czech - poinformował rzecznik rządu Piotr Mueller. Zapewnił, że szef gabinetu jest "w stałym kontakcie z europejskimi przywódcami w związku z sytuacją" w tym kraju.

Na Placu Niepodległości w centrum Mińska odbył się wielotysięczny wiec zwolenników przemian na Białorusi. Jego uczestnicy od siedmiu dni wzywają do przeprowadzenia wolnych wyborów, dymisji prezydenta Alaksandra Łukaszenki, a także uwolnienia ludzi zatrzymanych w czasie kampanii i protestów powyborczych. Na wiecu zgromadziło się od 100 do 200 tysięcy demonstrantów. W centrum miasta wstrzymano ruch samochodów.

Na placu nie pojawiło się wojsko ani milicja. Pomnik Lenina, który znajduje się przed budynkiem rządu, został obklejony plakatami, sporządzonymi przez uczestników demonstracji.

>> Wielotysięczny tłum przeszedł przez centrum Mińska  

Rzecznik rządu Piotr Mueller poinformował w niedzielę wieczorem, że Mateusz Morawiecki "jest w stałym kontakcie z europejskimi przywódcami w związku z sytuacją na Białorusi". Dodał, że premier rozmawiał między innymi z przewodniczącym Rady Europejskiej Charlesem Michelem, niemiecką kanclerz Angelą Merkel oraz premierem Czech Andrejem Babiszem.

>> Więcej o aktywności premiera na tvn24.pl

Na Białorusi chcą powtórzenia wyborów

W wyborach prezydenckich na Białorusi ubiegający się o piątą reelekcję prezydent Łukaszenka, według wstępnych oficjalnych wyników, otrzymał ponad 80 procent głosów. Jego rywalka, opozycyjna kandydatka Swiatłana Cichanouska, uzyskała 10 procent poparcia.

Opozycja twierdzi, że wyniki sfałszowano. Po ogłoszeniu niedzielnych sondaży na ulice wielu białoruskich miast wyszli nie tylko jej działacze, ale i dziesiątki tysięcy osób, przeciwnych dalszym rządom Łukaszenki. W czasie protestów, które trwają nieprzerwanie od tygodnia, dochodziło do starć manifestujących z milicją. Tysiące osób zostało zatrzymanych.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE NA TVN24 GO

Autor:akw//rzw

Źródło: tvn24.pl, PAP