|

Pacjenci pytają o dane, odpowiedzi brak. "Czy ktoś to kontroluje?"

Wyciek danych medycznych niemal 19 milionów Polaków ujawnił słabości systemu. Recepty na razie brak
Wyciek danych medycznych niemal 19 milionów Polaków ujawnił słabości systemu. Recepty na razie brak
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
E-recepty, e-rejestracja, e-skierowania, Internetowe Konto Pacjenta… - szybką cyfryzacją w ochronie zdrowia chwaliła się każda kolejna władza. Wyciek danych medycznych z bazy MyDr pokazał, że w pędzie ku nowoczesności przegrywa pacjent. Jesteśmy zalewani dziwnymi SMS-ami, lekarze i przychodnie nie znają odpowiedzi na podstawowe pytania, a ponad miesiąc od ataku hakerów wciąż nie wiemy, co się stało.Artykuł dostępny w subskrypcji

Anna dostała dwa identyczne SMS-y. Różniły się jedynie nazwami placówek medycznych, w których była wiele lat temu. Tak dawno, że nawet o tym nie pamiętała. W polu nadawcy widnieje: Twoje Dane. SMS jest krótki. Informuje o naruszeniu "danych o zdrowiu". "Ryzyka: kredyt - zastrzez PESEL, bezprawne uzycie danych, oszustwa, gorsze traktowanie - w razie nadużycia możesz dochodzic ochrony swoich praw wobec sprawcow na podstawie KC" [Kodeks cywilny].

Uznała to za spam. - Po pierwsze, nie znam nadawcy. Nie wiem, kto to jest Twoje Dane. Po drugie, brakuje polskich znaków, treść jest niezrozumiała. Kto "naruszył dane"? Jakich praw mam dochodzić? Jak? Co oznacza "gorsze traktowanie"? - takich pytań Anna ma w głowie więcej.

Podobnie jak miliony Polaków, którzy od ponad tygodnia otrzymują identyczne wiadomości. Również mailem.

Nie wiadomo, do ilu poszkodowanych rozesłano te wiadomości
Nie wiadomo, do ilu poszkodowanych rozesłano te wiadomości

Dla niektórych akcja ta wygląda jak phishing. Nadawca nieznany, w niektórych SMS-ach są aktywne linki, których być nie powinno. Owszem, prowadząca serwis twojedane.pl spółka GaMP zajmuje się doradztwem w zakresie ochrony danych osobowych, lecz nie ona jest nadawcą tych wiadomości.

Anna zignorowała więc SMS-a, który przypominał jakiś alert. - Nie było jasnej informacji: zainteresuj się, bo to dotyczy ciebie - wyjaśnia. Ale potem weszła na rządową stronę bezpiecznedane.gov.pl, gdzie powitała ją informacja: "W firmie MyDr doszło do nieuprawnionego dostępu do bazy danych systemu, z którego korzystają m.in. przychodnie i gabinety lekarskie". Sprawdziła: jej numer PESEL jest wśród zhakowanych.

Jednak Anna nie może powiedzieć, że została poszkodowana jako zwykła obywatelka. Hakerzy są demokratyczni: okradają i obywateli, i władzę. Swój numer PESEL w bazie stworzonej na podstawie wycieku z MyDr znalazł też wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski. - Dowiedziałem się o istnieniu takiej firmy po tym incydencie. Co więcej, sam jestem pacjentem, którego dane były w incydencie - przyznaje.

Aktualnie czytasz: Pacjenci pytają o dane, odpowiedzi brak. "Czy ktoś to kontroluje?"

Gdy rozmawiamy, minister SMS-a z ostrzeżeniem jeszcze nie dostał. Ale jego resort i Urząd Ochrony Danych Osobowych wiedzą już, że zaniedbania w obszarze cyberbezpieczeństwa doprowadziły do tego, iż w sierpniu 2026 roku dane medyczne niemal 19 milionów Polaków znalazły się w rękach hakerów.

I mamy chaos. Zdezorientowani pacjenci kontaktują się z przychodniami i lekarzami, ci nie mają szczegółowych raportów o wycieku, MyDr rozsyła niejasne komunikaty, a władza chce prawnie zaklinać rzeczywistość.

Łatwo nie będzie.

Pozostało 85% artykułu
Czytaj także: