Anna dostała dwa identyczne SMS-y. Różniły się jedynie nazwami placówek medycznych, w których była wiele lat temu. Tak dawno, że nawet o tym nie pamiętała. W polu nadawcy widnieje: Twoje Dane. SMS jest krótki. Informuje o naruszeniu "danych o zdrowiu". "Ryzyka: kredyt - zastrzez PESEL, bezprawne uzycie danych, oszustwa, gorsze traktowanie - w razie nadużycia możesz dochodzic ochrony swoich praw wobec sprawcow na podstawie KC" [Kodeks cywilny].
Uznała to za spam. - Po pierwsze, nie znam nadawcy. Nie wiem, kto to jest Twoje Dane. Po drugie, brakuje polskich znaków, treść jest niezrozumiała. Kto "naruszył dane"? Jakich praw mam dochodzić? Jak? Co oznacza "gorsze traktowanie"? - takich pytań Anna ma w głowie więcej.
Podobnie jak miliony Polaków, którzy od ponad tygodnia otrzymują identyczne wiadomości. Również mailem.
Dla niektórych akcja ta wygląda jak phishing. Nadawca nieznany, w niektórych SMS-ach są aktywne linki, których być nie powinno. Owszem, prowadząca serwis twojedane.pl spółka GaMP zajmuje się doradztwem w zakresie ochrony danych osobowych, lecz nie ona jest nadawcą tych wiadomości.
Anna zignorowała więc SMS-a, który przypominał jakiś alert. - Nie było jasnej informacji: zainteresuj się, bo to dotyczy ciebie - wyjaśnia. Ale potem weszła na rządową stronę bezpiecznedane.gov.pl, gdzie powitała ją informacja: "W firmie MyDr doszło do nieuprawnionego dostępu do bazy danych systemu, z którego korzystają m.in. przychodnie i gabinety lekarskie". Sprawdziła: jej numer PESEL jest wśród zhakowanych.
Jednak Anna nie może powiedzieć, że została poszkodowana jako zwykła obywatelka. Hakerzy są demokratyczni: okradają i obywateli, i władzę. Swój numer PESEL w bazie stworzonej na podstawie wycieku z MyDr znalazł też wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski. - Dowiedziałem się o istnieniu takiej firmy po tym incydencie. Co więcej, sam jestem pacjentem, którego dane były w incydencie - przyznaje.
Gdy rozmawiamy, minister SMS-a z ostrzeżeniem jeszcze nie dostał. Ale jego resort i Urząd Ochrony Danych Osobowych wiedzą już, że zaniedbania w obszarze cyberbezpieczeństwa doprowadziły do tego, iż w sierpniu 2026 roku dane medyczne niemal 19 milionów Polaków znalazły się w rękach hakerów.
I mamy chaos. Zdezorientowani pacjenci kontaktują się z przychodniami i lekarzami, ci nie mają szczegółowych raportów o wycieku, MyDr rozsyła niejasne komunikaty, a władza chce prawnie zaklinać rzeczywistość.
Łatwo nie będzie.