Dron, znaleziony w poniedziałek w Rusinowie koło Jarosławca, został około godziny 2.20 w nocy z wtorku na środę wywieziony z plaży przez wojsko. Załadowano go ręcznie na ciężarówkę.
We wtorek wieczorem reporterka TVN24 Natalia Madejska relacjonowała, że o godzinie 20.29 obecni na plaży w Rusinowie "usłyszeli huk", a niemal dwie godziny później "doszło do potężniejszej eksplozji". - Specjaliści zdetonowali elementy drona, które zostały uznane za niebezpieczne dla zdrowia i życia ludzkiego - mówiła.
Przed wybuchami nad plażą w Rusinowie pojawiły się dwa śmigłowce Black Hawk.
Dron na plaży koło Jarosławca
O znalezieniu drona poinformował w poniedziałek szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. Przekazał, że bezzałogowiec najprawdopodobniej "został utracony przez Federację Rosyjską podczas jakichś prób manewrów nad Morzem Bałtyckim".
W TVN24 jako jedyni pokazaliśmy nagrania, na których widać maszynę dryfującą po Morzu Bałtyckim w stronę brzegu.
Prokuratura Okręgowa w Szczecinie prowadzi śledztwo w sprawie drona. Toczy się ono w sprawie sprowadzenia zdarzenia niebezpiecznego.
Jednym z przepisów analizowanych przez śledczych jest art. 212 ust. 1 Prawa lotniczego, który dotyczy przekroczenia granicy państwowej bez wymaganego zezwolenia lub z naruszeniem warunków takiego zezwolenia. Za takie działania ustawa przewiduje karę do pięciu lat więzienia.