Szef MON o "ustawie przedwojennej". "Obowiązkiem rządu jest bycie w gotowości"

Władysław Kosiniak-Kamysz
Tomczyk: to jest ten moment, w którym musimy inwestować wielkie pieniądze w obronę
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: PAP/Art Service
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Ministerstwo Obrony Narodowej przygotowuje przepisy, które mają być "ustawą przedwojenną" - poinformował wiceszef resortu Cezary Tomczyk. Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz wyjaśnił, że chodzi o "przystosowanie prawa" i "wyciągnięcie wniosków z wojny na Ukrainie".

O tym, że w resorcie obrony trwają prace nad projektem ustawy o pełnej gotowości państwa na wypadek wojny, napisała w piątek "Rzeczpospolita".

Szef MON i wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz, zapytany o prace nad projektem podczas briefingu w Dąbrowie Górniczej, powiedział, że "chodzi też o przystosowanie prawa, wyciągnięcie wniosków z wojny na Ukrainie".

- My zrobiliśmy taką analizę zmian, których tam dokonano, oczywiście w tamtej rzeczywistości prawnej. Nie przenosi się tego jeden do jednego, ale są pewne inspiracje i na pewno wskazówki, które z tego płyną - tłumaczył minister.

Ustawa - jak powiedział - dotyczyć będzie między innymi "regulacji pomiędzy poszczególnymi organami władzy" czy sytuacji zarządzania kryzysowego.

Zaznaczył, że "nie chce nikogo straszyć", ale obowiązkiem rządu jest "bycie w gotowości, bycie przygotowanym na najtrudniejsze scenariusze". - Bylibyśmy na pewno rządem, który nie zasługiwałby na miano odpowiedzialnego, gdybyśmy nie informowali - zauważył.

Jak powiedział, bez informowania o potencjalnych zagrożeniach "nie da się zbudować silnego społeczeństwa".

- Jeżeli obce rakiety naruszają naszą przestrzeń powietrzną, jeżeli drony latają tuż przy polskiej granicy, jeżeli na Lubelszczyźnie i na Podkarpaciu non-stop jesteśmy zobowiązani wysyłać alerty, bo jest zagrożenie, bo są akcje sabotażu, bo jest zakłócany sygnał GPS-u, bo są przecinane kable na dnie Bałtyku, na miłość boską, to kiedy będzie sytuacja zagrożenia, jak nie w takich momentach? Kiedy my mamy o tym mówić, jak nie teraz? Kiedy się mamy przygotowywać? - pytał.

Wiceszef MON: ministerstwo wkrótce zaprezentuje projekt

Cezary Tomczyk potwierdził w piątek w RMF FM, że resort od kilkunastu tygodni przygotowuje przepisy, które mają być "taką właśnie ustawą przedwojenną". - Takim opracowaniem czy dopracowaniem stanu "pomiędzy" po to, żeby stan wojny nigdy nie nastąpił - dodał.

Cezary Tomczyk
Cezary Tomczyk
Źródło zdjęcia: Paweł Supernak/PAP

- To są przepisy, które dotyczą przerzutu wojsk sojuszniczych. (...) To jest ustawa, która dotyczy tu i teraz, zakupów dla armii, rozbicia pewnych węzłów gordyjskich, które od często wielu lat gdzieś tam wiszą w powietrzu - wskazał wiceszef obrony. 

Tomczyk poinformował również, że ministerstwo wkrótce zaprezentuje projekt, gdy już przejdzie on tryb konsultacyjny w ramach samego resortu. Zapytany o to, kiedy dokładnie, odpowiedział, że "im szybciej, tym lepiej". - Pracujemy tutaj z pełną intensywnością - dodał.

Jak wynika z publikacji "Rz", projektowane przepisy mają pozwolić m.in. na wcześniejszy przerzut wojsk, w tym sojuszniczych, powiązanie Planu Reagowania Obronnego RP z dokumentem sojuszniczym NATO Response System, ale też przygotowanie infrastruktury. Ustawa - według "Rz" - między innymi rozszerzy liczbę podmiotów biorących udział w systemie stałych dyżurów oraz w systemie kierowania obroną państwa.

Unormuje także zasady pracy pracowników cywilnych na stanowiskach kierowania z ograniczoną możliwością powrotu do domu, wprowadzi zmiany dotyczące planowania operacyjnego w obszarze pozamilitarnym, a także w dokumentacji dotyczącej programowania obronnego. Zmienione zostaną zasady szkolenia, kursów obronnych, a także prowadzenia ćwiczeń obronnych. Dziennik podał też, że przesłania projektu oczekuje Biuro Bezpieczeństwa Narodowego.

Według wiceszefa MON Pawła Zalewskiego, który był w piątek gościem Radia Zet, BBN zostało poinformowane o tych przepisach. - Ja to nadzoruję w Ministerstwie Obrony. To jest obowiązek rządu, aby takie przepisy przygotować - zaznaczył.

Cezary Tomczyk o zmianach w sprawie zestrzeliwania obcych obiektów

Tomczyk w piątek pytany był także o zapowiedziane kilka dni temu przez wicepremiera, szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza nowe procedury wojska w sprawie prostszych zasad identyfikowania i zestrzeliwania obcych obiektów w polskiej przestrzeni powietrznej. Minister informował wówczas, że są one już gotowe. - 1 października jest zawsze dobrym momentem wdrażania procedur - dodał wtedy.

Tomczyk poinformował w piątek, że "te przepisy w ramach Wojska Polskiego wchodzą właśnie w życie". - To jest kilka procedur, które są zmieniane od 1 października. Natomiast do tego dojdzie jeszcze kilka nowych. My zmieniamy procedury, jeżeli chodzi o użycie uzbrojenia względem obcych statków powietrznych - powiedział.

- Do tej pory i taki jest standard w czasie pokoju - musi być kontakt wizualny, tak, żeby pilot mógł potwierdzić, że to jest zagrożenie na 100 procent, a nie na przykład statek sojuszniczy. My wprowadzamy procedurę, która się nazywa identyfikacją pozytywną, która zakłada, że jest to coś pomiędzy stanem pokoju a stanem wojny, czyli stan zagrożenia. I jest to suma kilku czynników, czyli na przykład odczyt radarowy, wlot do strefy zakazanej oraz informacja od sojuszników ukraińskich, że jest to rakieta manewrująca. To jest już podstawa dla pilota i dla dowódcy operacyjnego do wydania rozkazu o zastrzeleniu - tłumaczył Tomczyk. 

W myśl obowiązujących dotychczas przepisów - w tym przede wszystkim ustawy o ochronie granicy państwowej - odpowiedzialny za ochronę polskiej przestrzeni powietrznej jest Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych. Nadzoruje on ochronę polskiego nieba za pomocą Centrum Operacji Powietrznych. Co do zasady, to Dowódca Operacyjny może podjąć decyzję o zestrzeleniu obcego obiektu, który wtargnął w polską przestrzeń powietrzną, może także upoważnić do takiej decyzji pilotów myśliwców.

Zmiana procedury - jak informowano wcześniej - dotyczy sposobu identyfikacji obcego obiektu i zniesienia wymogu wizualnej identyfikacji - czyli zbliżenia się pilota myśliwca do "intruza", na tyle blisko, by mógł on stwierdzić, z jakiego rodzaju obiektem ma do czynienia. Procedura ta, obowiązująca w czasie pokoju, ma za zadanie przede wszystkim minimalizację ryzyka, że zestrzelony zostanie na przykład cywilny samolot, któremu awaria uniemożliwia identyfikację i odpowiednią komunikację z wojskiem.

Źródło: PAP
Czytaj także: