Radny Nowej Lewicy wyrzucony z partii. "Nie będziemy mu stawali na drodze"
Krakowska Nowa Lewica ogłosiła w piątek, że w drugiej turze wyborów na prezydenta miasta nie poprze żadnego z kandydatów. "Wybór należy do Was - głosujcie zgodnie z własnym sumieniem i przekonaniami" - czytamy w oświadczeniu partii. W tvn24.pl już w czwartek informowaliśmy, że taką decyzję podjęły regionalne władze Nowej Lewicy.
Jednocześnie władze partii poinformowały, że krakowski radny Tomasz Leśniak "z dniem 28 września został wykreślony z ewidencji członków partii Nowa Lewica i od tego momentu nie reprezentuje stanowiska krakowskich struktur Nowej Lewicy". Oficjalnym powodem decyzji było nieopłacanie składek członkowskich. Ale rzeczywiste motywy wyrzucenia Leśniaka z partii mają charakter polityczny.
"Człowiek Koalicji Obywatelskiej, a nie Lewicy"
- To była kwestia czasu - stwierdził w rozmowie z nami wicewojewoda i przewodniczący małopolskich struktur ugrupowania Ryszard Śmiałek. - Pan Tomasz Leśniak od dawna nie wykazuje zainteresowania działalnością w Nowej Lewicy. Nie angażuje się, nie uczestniczy w spotkaniach ciał statutowych [...]. Dzisiaj to jest człowiek Koalicji Obywatelskiej, a nie Lewicy, więc nie będziemy mu stawali na drodze do tego, żeby był szczęśliwy politycznie - dodał Śmiałek.
Tomasz Leśniak jest jednym z czworga radnych klubu Nowej Lewicy w krakowskiej radzie miasta. Partia pozostaje w sojuszu z Koalicją Obywatelską, tworząc wspólnie większość. W opozycji są Prawo i Sprawiedliwość, Kraków dla Mieszkańców (klub Łukasza Gibały) oraz dwie niezrzeszone radne partii Razem.
Pytany, czy radny Leśniak zostanie wyrzucony z klubu NL, Ryszard Śmiałek odparł, że "trudno sobie wyobrazić", by w nim pozostał. - Myślę, że to byłoby mało komfortowe dla każdej ze stron, ale to będzie decyzja władz klubu - podkreślił wicewojewoda.
Leśniak: nie planuję transferów politycznych
Tomasz Leśniak w rozmowie z tvn24.pl podkreślił, że nie miał możliwości odniesienia się do zastrzeżeń władz partii.
- Ta decyzja ma raczej związek z naszymi różnicami sięgającymi 2024 roku, kiedy popierałem wiceprezydenturę Marii Klaman. Część członków Nowej Lewicy, związanych z SLD, była za tym, żeby to stanowisko otrzymał ktoś inny, związany właśnie z SLD - stwierdził Leśniak. Dodał, że jego zdaniem wyrzucenie go z partii nie ma związku z wyborami ani z decyzją Nowej Lewicy o braku poparcia dla któregoś z kandydatów w drugiej turze.
Po wyborach samorządowych z 2024 roku władze Nowej Lewicy zarzucały Aleksandrowi Miszalskiemu z KO - ówczesnemu prezydentowi Krakowa - złamanie umowy koalicyjnej. Najważniejsi politycy NL podnosili, że wybrana na wiceprezydentkę Maria Klaman nie jest członkinią partii. Jej nominację wspierał jednak Tomasz Leśniak, a także Maciej Gdula, który był wtedy wiceministrem nauki. Opuścił on szeregi Nowej Lewicy w czerwcu 2025 roku.
Tomasz Leśniak pytany, czy czuje się "człowiekiem Koalicji Obywatelskiej" i czy dołączy do klubu KO, zaprzeczył. - Mam poglądy lewicowe. Najpierw byłem związany z Wiosną, potem Wiosna weszła w sojusz SLD i powstała Nowa Lewica. Nie planuję transferów politycznych, wejścia do nowej partii. Natomiast zawsze miałem takie podejście, że skoro współpracujemy w rządzie, to dobrze też współpracować na poziomie lokalnym, w radzie miasta - podkreślił radny.
Ryszard Śmiałek poinformował, że radny ma możliwość odwołania się od decyzji o wykreśleniu go z partii.
- Jeszcze się nad tym nie zastanawiałem. To nic nie zmienia, jeśli chodzi o moją pracę w radzie miasta. Zamierzam pozostać w klubie Nowej Lewicy - stwierdził Tomasz Leśniak.
Transfery po wyborach? Gibała przegrał proces
W tle tej sprawy pozostaje kwestia ewentualnych transferów politycznych po wyborach na prezydenta Krakowa. 11 października Krakowianie będą mogli oddawać głosy na zwycięzcę pierwszej tury Łukasza Gibałę, lidera stowarzyszenia Kraków dla Mieszkańców, a także na Monikę Piątkowską, senatorkę Koalicji Obywatelskiej. Jeśli wygra Gibała, w Krakowie dojdzie do sytuacji, w której większość w radzie miasta ma opcja przeciwna prezydentowi.
Łukasz Gibała stwierdził po pierwszej turze, że zgłosiło się do niego sześcioro radnych Koalicji Obywatelskiej, "którzy twierdzą, że są otwarci na rozmowy". W piątek przegrał dotyczący tej wypowiedzi proces, który politycy KO wytoczyli mu w trybie wyborczym. Wyrok jest nieprawomocny.