Marcin Kaczkan: Zauważyłem, że Artur nie schodzi, tylko po prostu spada

Zauważyłem, że Artur nie schodzi, tylko po prostu spada
Marcin Kaczkan z Arturem Hajzerem
Źródło: "Fakty" TVN

- Zaczęliśmy schodzić. Ja pierwszy. Artur szedł za mną - relacjonował w rozmowie z "Faktami" TVN Marcin Kaczkan, uczestnik wyprawy na Gaszerbrum. Dodał, że w pewnym momencie Artur Hajzer zaczął spadać. - Jak najszybciej zbiegłem na dół. Niestety nie żył - dodał himalaista.

- Fakty są takie, że schodząc z obozu trzeciego do obozu drugiego, pokonuje się tzw. kuluar japoński - opisywał w rozmowie z "Faktami" TVN Marcin Kaczkan. Jak relacjonował, razem z Arturem Hajzerem zaczęli schodzić. To właśnie wtedy doszło do wypadku.

- Zaczęliśmy schodzić. Ja pierwszy. Artur szedł za mną. W pewnym momencie, z niewiadomych przyczyn , zauważyłem że Artur nie schodzi, tylko po prostu spada. Spadł około 500 metrów do podstawy ściany - mówił Kaczkan.Dodał, że jak najszybciej zbiegłna dół. Tam znalazł Artura Hajzera. - Niestety nie żył - powiedział Kaczkan.

Więcej na ten temat w dzisiejszych "Faktach" o godzinie 19.00

Zamierzali zdobyć szczyt

Artur Hajzer, który 28 czerwca skończył 51 lat, inicjator projektu Polski Himalaizm Zimowy 2010-2015, i 38-letni Kaczkan, pracownik naukowy Politechniki Warszawskiej, zamierzali zdobyć Gaszerbrum I (8068 m), a po nim Gaszerbrum II (8035 m). Dotychczas nie dokonano w jednym sezonie pełnego trawersu masywów ze szczytu na szczyt łączącą je granią przez przełęcz Gaszerbrum Col (6400 m).

Autor: kde / Źródło: Fakty TVN

Czytaj także: