- Proszę pani, a to będzie na ocenę?
- Proszę pana, a co mogę zrobić, żeby poprawić? Może gazetkę albo plakat?
- Moje dziecko zasłużyło na wyższy stopień, tak ciężko pracowało.
To zdania, które polscy nauczyciele i nauczycielki znają aż za dobrze. Sami mawiają, że są przejawem "ocenozy", czyli pościgu - dzieci i ich rodziców - bardziej za dobrymi stopniami niż zdobytą wiedzą. "Ocenoza" rozwija się w najlepsze również dlatego, że nie tylko w szkołach, ale i w domach dzieci miotają się pomiędzy komunikatami dorosłych: "Uczysz się dla siebie, nie dla ocen", "Oceny nie są najważniejsze", którym zdarza się często znikać pod koniec semestru, gdy nagle zastępują je zdania: "Stać cię na więcej" albo "Od tego zależy twoja przyszłość".
Od 1 września 2026 roku na średnią ocen - i udział w tym nieformalnym szkolnym wyścigu - będzie miał wpływ nowy obowiązkowy przedmiot: edukacja zdrowotna.
Nieobowiązkowe w trwającym roku szkolnym lekcje, na które dziś chodzi około 30 procent dzieci, za kilka miesięcy obejmą wszystkich uczniów od czwartej klasy w górę. I - jak potwierdziliśmy w Ministerstwie Edukacji Narodowej - lekcje dotąd nieoceniane, mają odtąd być już na ocenę, a tym samym wliczać się do średniej. Edukacja zdrowotna - według zapowiedzi ministry Barbary Nowackiej - miała być nowoczesna, interdyscyplinarna, wyróżniająca się na tle innych szkolnych przedmiotów. Ale czy wraz z ocenianiem nie skończy się "jak zawsze"?