"Szybka pomoc" czy "jałmużna"? Sejm uchwalił ustawę o dodatku solidarnościowym

TVN24 | Polska

Aktualizacja:
Autor:
kb//rzw
Źródło:
PAP
Zandberg: miała być bomba, a wyszedł kapiszonTVN24
wideo 2/37
TVN24Zandberg: miała być bomba, a wyszedł kapiszon

Propozycja dodatku solidarnościowego jest niczym więcej jak jałmużną - tak Jacek Protasiewicz (PSL-Kukiz'15) oceniał podczas sejmowej debaty prezydencki projekt ustawy. Zapowiadał jednak, że klub poprze regulację, bo jest tam "kilka rozwiązań sensownych". - Miała być bomba, a wyszedł kapiszon - przekonywał Adrian Zandberg (Lewica). W czwartek odbyły się trzy czytania projektu, a wieczorem Sejm uchwalił ustawę o dodatku solidarnościowym.

Zgłoszony przez prezydenta Andrzeja Dudę projekt ustawy o dodatku solidarnościowym wpłynął w środę wieczorem do Sejmu. W czwartek odbyły się dwa czytania, po czym - na przyjęty bez sprzeciwu wniosek przedstawiciela PiS Sylwestra Tułajewa - przystąpiono do trzeciego czytania po doręczeniu posłom poprawek. Według pierwotnego projektu, dodatek ma wynieść 1400 złotych miesięcznie i być przyznawany przez trzy miesiące osobom zwolnionym z pracy po 31 marca. Projekt zakłada też podniesienie zasiłku dla bezrobotnych.

W czwartek po 22.30 Sejm uchwalił ustawę o dodatku solidarnościowym. Za uchwaleniem ustawy głosowało 430 posłów, przeciw było 15, 9 wstrzymało się od głosu. Podczas czwartkowego głosowania posłowie wprowadzili do regulacji poprawki.

ZOBACZ PIERWOTNY PROJEKT USTAWY O DODATKU SOLIDARNOŚCIOWYM>>>

Mucha: prezydent od początku pandemii aktywnie włącza się w walkę z nią

- Pan prezydent od początku pandemii aktywnie włącza się w walkę z nią, w szczególności z niekorzystnymi skutkami ekonomicznymi, gospodarczymi i społecznymi. Przedstawiona inicjatywa stanowi uzupełnienie rozwiązań przyjętych w ramach tak zwanej tarczy antykryzysowej - argumentował na rzecz projektu wiceszef prezydenckiej kancelarii Paweł Mucha.

Mucha wyjaśniał, że nowa regulacja ma wprowadzić wsparcie dla osób, które utraciły pracę ze względu na kryzys spowodowany przez epidemię, a także na stałe podnieść wysokość zasiłku dla bezrobotnych. - Jestem przekonany, że to jest bardzo ważna, istotna ustawa, która polepsza sytuację tych wszystkich osób, które dzisiaj wskutek COVID-19 mają poczucie niepewności czy nie mają możliwości zaspokajania podstawowych potrzeb życiowych, bo zostały pozbawione jakichkolwiek dochodów - przekonywał przedstawiciel Kancelarii Prezydenta RP.

Mucha o prezydenckim projekcie ustawy o dodatku solidarnościowymTVN24

Tułajew: chcemy działać szybko

Sylwester Tułajew (PiS) zaapelował, by Sejm poparł prezydencki projekt, "tym bardziej że skorzysta z niego najprawdopodobniej około pół miliona osób".

- W artykule 6 mówi się, że wypłata dodatku będzie następować w terminie nie dłuższym niż siedem dni. To pokazuje, że właśnie chcemy działać szybko. Szybko pomagać. Szybko wspierać te osoby, które potrzebują tej pomocy - podkreślił. Przypomniał, że dodatek nie będzie podlegał opodatkowaniu PIT, potrąceniom i egzekucji.

Zandberg: miała być bomba, a wyszedł trochę kapiszon

Krytycznie do projektu odniósł się poseł Lewicy Adrian Zandberg.

- Słuchaliśmy pana premiera, który mówił, żeby nie wracać do rządów Platformy Obywatelskiej, do czasów, kiedy nikt nie dbał o ludzi, którzy tracą pracę, kiedy nikt nie dbał o tych, którzy są wypchnięci na śmieciówki, żeby nie wracać do czasów, kiedy płaciło się 3,50 za godzinę. I panie premierze, ja się z panem zgadzam . Do tego nie należy wracać, to błędy, których nie należy powtórzyć - powiedział.

- Spójrzmy, ile wynosi zasiłek, ten podstawowy, który bezrobotny dostanie po trzech miesiącach. Zgodzicie się, że za PO był skandalicznie niski, bo wynosił ledwo 36 procent płacy minimalnej. (…) Ile dostanie bezrobotny od tego ponoć prospołecznego rządu? Policzyłem. Po trzech miesiącach dostanie ni mniej ni więcej tylko 36 procent płacy minimalnej, dokładnie tak samo jak za rządów liberałów – wyliczał. Jak ocenił, "miała być bomba, a wyszedł trochę kapiszon". - Wyszła z tego zwykła, trochę zaległa waloryzacja zasiłku - stwierdził.

Przekonywał, że "komuś, kto stracił pracę, trzeba realnie pomóc stanąć na nogi, a nie wpychać w długi u lichwiarza", a tym - jego zdaniem – "skończy się określenie zasiłku na zbyt niskim poziomie". - To trzeba było zrobić inaczej i pokazywaliśmy wam, jak to zrobić. Parę tygodni temu złożyliśmy projekt ustawy o świadczeniu kryzysowym i tam jest to prosto i jasno przygotowane - mówił, wyjaśniając, że według propozycji Lewicy świadczenie miałoby być połową ostatniej pensji.

- Myślałem, że przetrzymujecie naszą ustawę w zamrażarce, bo przyniesiecie coś naprawdę lepszego, a teraz wiemy, jak jest i trzeba powiedzieć otwarcie: szału nie ma - ocenił. Zauważył, że jest grupa osób, której dodatek nie będzie przysługiwał.

Zandberg zapowiedział, że Lewica poprze każdą podwyżkę świadczeń dla osób, które tracą pracę, ale – jak zaznaczył – ustawa nie rozwiązuje problemu.

Lewica zgłosiła poprawki do projektu

Lewica zgłosiła w drugim czytaniu prezydenckiego projektu ustawy o dodatku solidarnościowym poprawki, które - jak uzasadniano - naprawiają niedociągnięcia projektu i zabezpieczają osoby, które będą traciły w wyniku epidemii pracę jeszcze przez dłuższy czas.

- Po pierwsze, chcemy, żeby choć część osób pracujących na śmieciówkach mogła skorzystać z tego świadczenia. Po drugie, jest kwestia wysokości tego dodatku. Jest coś dziwnego, że świadczenie dla pracowników jest niższe niż dla przedsiębiorców, więc składamy poprawkę, by żeby wysokość dodatku solidarnościowego była 2080 złotych na rękę, bo pracownicy nie są gorszą grupą niż samozatrudnieni. Z tego musi dać się wyżyć – mówił Zandberg.

Trzecia sprawa, na którą zwrócił uwagę przedstawiciel Lewicy, to wysokość zasiłku dla bezrobotnych. - Chcemy bardzo skromnego rozwiązania. Proponujemy 50 procent ostatniego wynagrodzenia. To jest dużo, dużo mniej niż chociażby w Danii i innych krajach skandynawskich, ale to jakkolwiek zabezpieczy ludzi - stwierdził. Zaznaczył, że proponowana wysokość zasiłku nadal nie spełnia norm zalecanych przez Międzynarodową Organizację Pracy i jest poniżej granicy przetrwania.

Kolejną sprawą, którą Lewica zaproponowała, jest wydłużenie do 720 dni czasu, w którym ten zasiłek będzie przysługiwał. - Przedłużmy to do normalnych europejskich norm - zaapelował. Lewica również zaproponowała, by z dodatku mogły skorzystać te osoby, które mają opłacone 30 dni składkowych. Zandberg wytłumaczył, że chodzi o to, by to świadczenie trafiło do osób, które tego najbardziej potrzebują, "bo żyją na terenach, gdzie strukturalne bezrobocie jest największe".

Budka: prezydent sięgnął do naszych propozycji

- Cieszę się, że pan prezydent Andrzej Duda kolejny raz sięgnął do dobrych rozwiązań, które Koalicja Obywatelska proponowała już kilkanaście tygodni temu. Cieszę się, że pan prezydent Andrzej Duda wreszcie stara się rozumieć, co to jest prawdziwa solidarność, bo przez ostatnie pięć lat prezydentury Andrzeja Dudy słowo "solidarność" zostało wypaczone - przekonywał szef Platformy Obywatelskiej Borys Budka.

Dodał, że prezydent przedstawia się jako człowiek, który przychodzi po to, by wsłuchać się w głos suwerena, a "jedynym głosem, w który wsłuchiwał się, był głos prezesa z Nowogrodzkiej" Jarosława Kaczyńskiego. - Dzisiaj, gdy panikuje w obliczu sondaży (…), prezentuje projekt ustawy, który jak w soczewce obrazuje wielką porażkę rządu premiera Morawieckiego - stwierdził Budka. Przypomniał, że premier obiecywał, że żadne miejsce pracy nie zostanie utracone, a teraz - ocenił - prezydent musi ratować to, co premier "zepsuł".

- Teraz korzystacie z dobrego pomysłu Koalicji Obywatelskiej, tylko znowu robicie to za późno i robicie to w zły sposób - stwierdził i dodał, że według niego jedynym celem, który przyświeca temu projektowi, jest "cel wyborczy".

Protasiewicz: propozycja dodatku solidarnościowego jest niczym więcej jak jałmużną

- Ten dodatek, który z takim zadęciem ogłaszacie, wynosi 2/3 płacy minimalnej. Czy naprawdę tak nisko traktujecie Polaków, że wtedy, gdy tracili pracę, nawet nie zarabiali minimalnej pensji? (…) Gwarantuję, że zarabiali minimalną pensję, a pewnie więcej – ocenił w czwartek w Sejmie Jacek Protasiewicz (PSL-Kukiz'15).

- Ogłaszana z takim przytupem propozycja dodatku solidarnościowego jest niczym więcej jak jałmużną. I to jałmużną, która budzi oburzenie również z tego powodu, ile czasu zajęło przygotowanie dość prostego projektu ustawy panu prezydentowi, jak rozumiem we współpracy z rządem - powiedział.

W tym czasie, jak mówił, przygotowano cztery wersje tarczy antykryzysowej i "rząd zdążył w nich zadbać o zwolnienie z odpowiedzialności karnej urzędników państwowych kupujących maseczki bądź przyłbice od znajomych (…) i ograniczyć kompetencje Państwowej Komisji Wyborczej w organizacji uczciwych, transparentnych wyborów prezydenckich". - Ale jakoś o nowych bezrobotnych, którzy stracili pracę na skutek rządowych decyzji, nie pamiętał – powiedział.

Protasiewicz wyraził przekonanie, że termin pojawienia się projektu ma związek z przesunięciem daty wyborów. Zapowiedział jednak, że klub poprze regulację, bo jest tam "kilka rozwiązań sensownych".

Komu przysługuje dodatek? Uzasadnienie projektu

Dodatek solidarnościowy ma być - w myśl przesłanego przez prezydenta do Laski Marszałkowskiej projektu - świadczeniem przyznawanym maksymalnie przez trzy miesiące w okresie od 1 czerwca do 31 sierpnia 2020 roku, a jego wysokość będzie wynosić 1400 zł miesięcznie. Dodatek ma przysługiwać osobom zatrudnionym na umowę o pracę i z którymi umowa o pracę została po 31 marca 2020 roku rozwiązana, albo uległa rozwiązaniu z upływem czasu, na który była zawarta.

Warunkiem uzyskania praw do dodatku solidarnościowego będzie posiadanie okresu podlegania w 2020 roku ubezpieczeniom społecznym z tytułu stosunku pracy przez co najmniej 90 dni.

Zgodnie z uzasadnieniem projektu dodatek będzie przysługiwał osobom zamieszkującym w Polsce, jeżeli są polskimi obywatelami lub obywatelami państw Unii Europejskiej czy państw Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA), posiadającymi prawo pobytu lub prawo stałego pobytu na terytorium Polski. Dodatek będzie też przysługiwał cudzoziemcom legalnie przebywającym w Polsce uprawnionym do wykonywania pracy w naszym kraju.

Dodatek nie będzie przysługiwał osobom podlegającym ubezpieczeniom społecznym lub obowiązkowi ubezpieczenia zdrowotnego, w tym emerytom i rencistom. Dodatek nie będzie też przysługiwał rolnikom.

Zgodnie z uzasadnieniem projekt zawiera także propozycje zmian w ustawie o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Zmiany te dotyczą podwyższenia zasiłku dla bezrobotnych do 1200 zł w okresie pierwszych 90 dni posiadania praw do zasiłku. W okresie kolejnych dni posiadania prawa do zasiłku kwota ta wzrośnie do 942,30 zł. Podniesienie kwoty zasiłku planowane jest od 1 września 2020 roku. Podwyższoną kwotę zasiłku otrzymają wszyscy bezrobotni, zarówno nowo rejestrujący się, jak też bezrobotni, którzy już pobierają zasiłek.

Proponowane w projekcie złożonym w Sejmie przez prezydenta zmiany w ustawie o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy zakładają też, że do 365 dni pracy, które są wymagane do nabycia prawa do zasiłku dla bezrobotnych, będzie zaliczony też okres pracy w obniżonym wymiarze etatu i z obniżoną wysokością wynagrodzenia poniżej wynagrodzenia minimalnego.

Autor:kb//rzw

Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: PAP/Mateusz Marek

Tagi:
Raporty: