|

Czy pani wie, jak to jest przez kilka lat nie mieć zębów? Nie uśmiechać się? Bać się mówić?

Sławomir W. przed sądem
Sławomir W. przed sądem
Źródło zdj. gł.: TVN24+
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Wypadające implanty, sparaliżowana twarz. Pacjenci od lat skarżą się, że dentysta Sławomir W. zniszczył im zdrowie. Lekarskie sądy kolejnymi orzeczeniami zawieszają dentyście prawo wykonywania zawodu, a jednak pokrzywdzeni nie mogą doczekać się sprawiedliwości. Jedna z pacjentek na zakończenie sprawy czeka od blisko 30 lat. Tymczasem dentysta oświadcza nam, że nie czuje się winny.Artykuł dostępny w subskrypcji

Barbara ma ponad 80 lat. Siedzi na ławce przed jedną z sal warszawskiego sądu. Kolejny raz czeka na rozprawę apelacyjną, która... jak się za chwilę okaże, znów się nie odbędzie. Przepadnie podobnie jak trzy wcześniejsze terminy.

Jej pełnomocnik, adwokat Adam Królak: - Po ludzku jest mi przykro. Tłumaczę, że niestety musimy poczekać kolejne trzy miesiące, choć... pewnie będzie to samo.

Barbara czeka na prawomocne zakończenie sprawy, która zaczęła się w 1998 roku, w gabinecie dentystycznym.

- Czy pani wie, jak to jest przez kilka lat nie mieć zębów? Nie uśmiechać się? Bać się mówić? - pyta mnie.

W ostatnią środę sąd kolejny raz miał zająć się jej sprawą.

Do kosza

Latem 1998 roku Barbara wraca z misji ONZ. Ma 54 lata. Jest pielęgniarką, pracuje w instytucji wojskowej. Za rok przejdzie na wcześniejszą emeryturę, ale nie zamierza zwalniać tempa. Chce dalej pracować, być aktywna. Tyle że najpierw, po wielu miesiącach spędzonych za granicą, chce zadbać o siebie. O zdrowie. Także o zęby.

Jesienią trafia do gabinetu Sławomira W. - dentysta wszczepia jej dwa implanty górnych jedynek.

- Od razu zaczyna boleć. Stan zapalny nie mija. Szybko musiałam wrócić do gabinetu, ale dentysta przekonywał mnie, że to przecież normalne. Był bardzo miły, ufałam mu - wspomina.

Pozostało 90% artykułu
Czytaj także: