Barbara ma ponad 80 lat. Siedzi na ławce przed jedną z sal warszawskiego sądu. Kolejny raz czeka na rozprawę apelacyjną, która... jak się za chwilę okaże, znów się nie odbędzie. Przepadnie podobnie jak trzy wcześniejsze terminy.
Jej pełnomocnik, adwokat Adam Królak: - Po ludzku jest mi przykro. Tłumaczę, że niestety musimy poczekać kolejne trzy miesiące, choć... pewnie będzie to samo.
Barbara czeka na prawomocne zakończenie sprawy, która zaczęła się w 1998 roku, w gabinecie dentystycznym.
- Czy pani wie, jak to jest przez kilka lat nie mieć zębów? Nie uśmiechać się? Bać się mówić? - pyta mnie.
W ostatnią środę sąd kolejny raz miał zająć się jej sprawą.
Do kosza
Latem 1998 roku Barbara wraca z misji ONZ. Ma 54 lata. Jest pielęgniarką, pracuje w instytucji wojskowej. Za rok przejdzie na wcześniejszą emeryturę, ale nie zamierza zwalniać tempa. Chce dalej pracować, być aktywna. Tyle że najpierw, po wielu miesiącach spędzonych za granicą, chce zadbać o siebie. O zdrowie. Także o zęby.
Jesienią trafia do gabinetu Sławomira W. - dentysta wszczepia jej dwa implanty górnych jedynek.
- Od razu zaczyna boleć. Stan zapalny nie mija. Szybko musiałam wrócić do gabinetu, ale dentysta przekonywał mnie, że to przecież normalne. Był bardzo miły, ufałam mu - wspomina.