To nie był ani błąd, ani cud. W okolicach Nowego Tomyśla mężczyzna "zaciągnął" przez internet dwa kredyty. "Przeprowadzał" też inne transakcje. To, że jest w tym coś podejrzanego, bank stwierdził, gdy klient przestał spłacać kolejne raty. Policjanci przyjrzeli się sprawie i ustalili, że zobowiązania zaciągnęła jego żona.
Mężczyzna zmarł, ale kobieta przez rok korzystała z jego konta. Robiła to, bo posiadała dane do bankowości elektronicznej. Policjantom tłumaczyła, że od lat to ona zarządzała rachunkiem. To jednak nie zwalnia z odpowiedzialności. 40-latka odpowie za oszustwa na szkodę banku i za posłużenie się fałszywymi dokumentami.
- To nie jest odosobniony przypadek. W tego typu sprawach najczęściej zawiadamiają nas banki, które ujawniają, że osoba, która nie jest właścicielem konta, próbuje zaciągnąć kredyt, korzystając z bankowości elektronicznej - opowiada podkomisarz Barbara Sobieszek, rzeczniczka nowotomyskiej policji.
W Warszawie policjanci zatrzymali 56-latkę podejrzaną o wypłacanie pieniędzy z konta bankowego zmarłego partnera. Usłyszała osiem zarzutów, grozi jej kilkuletnia odsiadka.
Głośno było też o 54-latku z Jeleniej Góry, który 115 razy korzystał z karty bankowej swojego zmarłego ojca. Mężczyzna pobierał gotówkę i płacił za zakupy. Z konta zniknęło blisko 30 tysięcy złotych.
Podobnie było w Wałbrzychu, gdzie 45-letnia córka zmarłej kobiety użyła jej karty bankowej pięć razy. Straty - trzy tysiące złotych.
Z kolei w Namysłowie 50-latek po śmierci seniora, którym się opiekował, przejął jego telefon i generował kody BLIK. Następnie wypłacał pieniądze z konta. W ten sposób zyskał co najmniej 1500 złotych.
Najczęstsze tłumaczenia?
Zazwyczaj ludzie mówią, że myśleli, że zdążą spłacić kredyt, zanim ktoś się zorientuje, albo zasłaniają się trudną sytuacją finansową. - Najczęściej te osoby mają świadomość, że popełniły przestępstwo. Przyznają się do zarzucanej im winy, wiedzą, że zrobiły źle, i tłumaczą się brakiem wyboru - relacjonuje Sobieszek.
Kto może wypłacić pieniądze?
Banki nie weryfikują na bieżąco, czy ich klienci żyją. Konta, które od dłuższego czasu nie są aktywne, sprawdzają, gdy od ostatniej operacji minie pięć lat. O śmierci właściciela rachunku może poinformować każdy - wystarczy, że posiada akt zgonu. Zazwyczaj instytucje dowiadują się o tym od rodziny albo od osoby, która będzie zarządzać spadkiem.
Co dzieje się dalej z kontem Kowalskiego?