Przez niemal rok 40-latka z okolic Nowego Tomyśla (Wielkopolska) korzystała z konta bankowego swojego zmarłego męża. Nie była współwłaścicielką, nie miała też upoważnienia, ale traktowała je jak własne, bo - jak później tłumaczyła policjantom - zawsze zajmowała się w domu bankowością.
Dlatego też na to konto wpływały jej wynagrodzenia i to z niego wykonywała regularnie transakcje. W pewnym momencie zaciągnęła również przez internet dwa kredyty. Do tego celu wykorzystała dane zmarłego męża.
- Weryfikacja w systemie bankowym ograniczała się wówczas jedynie do potwierdzenia danych klienta. Nie sprawdzano, czy osoba formalnie składająca wniosek, nadal żyje - relacjonowała podkom. Barbara Sobieszek z nowotomyskiej policji.
Pośmiertny kredyt
Pracownicy banku zaczęli coś podejrzewać dopiero wtedy, gdy 40-latka przestała spłacać raty. To wtedy bank wszczął procedurę wyjaśniającą. Gdy okazało się, że kredytobiorca nie żyje, a zobowiązania zaciągnięto już po jego śmierci, poinformowano policję.
Choć sprawa wydaje się prosta, to w praktyce wymaga dużo żmudnej pracy policjantów. - Tego typu sprawy zajmują często nawet kilka miesięcy. Policjanci muszą uzyskać pełną dokumentację, często konieczne są też zwolnienia z tajemnic bankowych. Bywa i tak, że rodzina po śmierci bliskiej osoby zmienia miejsce zamieszkania, co też może wydłużyć nasze działania - opowiada nam podkom. Sobieszek.
Zebrane materiały pozwoliły przedstawić 40-latce zarzuty oszustwa na szkodę banku oraz posłużenia się fałszywymi dokumentami w celu uzyskania kredytu.
Kobieta przyznała się do winy. Kodeks karny przewiduje za to karę do pięciu lat pozbawienia wolności.
Lepiej skonsultować się w banku niż skończyć z zarzutami
Policja przypomina, że upoważnienia do konta bliskich tracą ważność w chwili śmierci właściciela. Po tym czasie, każda wypłata, przelew czy inne transakcja mogą już zostać potraktowane jako złamanie prawa.
- Zamiast działać na własną rękę, lepiej najpierw zapytać w banku, jakich formalności należy dopełnić. Jedna rozmowa z konsultantem może oszczędzić wielu nerwów, a w skrajnych przypadkach - także wizyty w sądzie - wskazała rzeczniczka nowotomyskiej policji.
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock