19 marca 2026 roku. Ponad trzy miesiące po tajnym posiedzeniu Sejmu, na którym Donald Tusk mówił o powiązaniach Zondacrypto z Rosjanami i na dwa tygodnie przed wybuchem afery na pełną skalę. Artur Chodziński właśnie wrócił z Monachium.
Z Przemysławem Kralem był tam na meczu Ligi Mistrzów Bayern kontra Atalanta Bergamo. Włoski klub był wówczas sponsorowany przez giełdę Zondacrypto.
Chodziński pisze do Krala, dziękując mu za wycieczkę. Zapowiada, że przekaże pakiet informacji w imieniu szefa Zondacrypto. W tej wiadomości jeszcze nie pisze komu.
Dopiero potem wysyła Kralowi zdjęcie budynku Biura Bezpieczeństwa Narodowego (BBN) przy ul. Karowej w Warszawie. "Tak jak mówiłem - brzydki" - ocenia. Dodaje, że da znać, co dalej.
O co chodzi?
Chodziński zadeklarował szefowi giełdy, że przekaże komuś w BBN pliki z zapisem kilku rozmów Krala z funkcjonariuszem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Ten oficer próbował namówić prezesa Zondacrypto na spotkanie i próbował nawiązywać nieoficjalne kontakty z pracownikami giełdy. I został nagrany.
Czy rzeczywiście Chodziński przekazał komuś te pliki? Nie wiemy.
Ale jak wynika z naszych ustaleń, to właśnie o tych nagraniach mógł mówić w czwartek 3 września minister Waldemar Żurek, zapewniając, że w ramach śledztwa zabezpieczono taśmy.
8 kwietnia 2026 roku. Dwa dni po ujawnieniu przez dziennikarzy Wirtualnej Polski i Money.pl, że z giełdy Zondacrypto wyparowało 99 proc. środków (o problemach pisała także "Gazeta Wyborcza"), Artur Chodziński melduje Przemysławowi Kralowi: "Jestem już po pierwszej kawie w Warszawie. Doradca z BBN. Poprosił o opinię w sprawie publikacji Jadczaka [współautor tego tekstu - red.]. Uspokoiłem, jak trzeba. Dzisiaj na mojej konferencji będzie jeszcze Cenckiewicz i ktoś z KPRP, umówiliśmy się na rozmowę w kuluarach, więc też ogarnę zgodnie z Twoją prośbą".
KPRP to Kancelaria Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, a Sławomir Cenckiewicz był wówczas szefem BBN, zrezygnował z tej funkcji dwa tygodnie później.
Oprócz tego Chodziński prosi Krala o przyspieszenie przelewu, bo "wykonawca drogi dojazdowej do domu trochę się pospieszył względem harmonogramu i niedługo będzie chciał zapłatę".
Kilka miesięcy później Chodziński wyprze się powoływania na wpływy u ludzi prezydenta Karola Nawrockiego. Wyprze się też wielu innych rzeczy, które mu przypisujemy. Kim właściwie jest Artur Chodziński, szara eminencja afery Zondacrypto? I jaką dokładnie rolę odegrał w tej sprawie?
Oto nasze ustalenia.
Z gazety do CBA
Artur Chodziński to były dziennikarz "Gazety Wyborczej". W 2006 roku przeszedł do tworzonego przez Mariusza Kamińskiego Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Dziewięć lat później zwolnił go ówczesny szef CBA Paweł Wojtunik. Po wyborach wygranych przez prawicę Chodziński wrócił jednak do służby, odpowiadał między innymi za operację dotyczącą Romana Giertycha i jego roli w aferze Polnord (wątek Giertycha został umorzony w 2025 roku).
Z końcem rządów PiS agent odszedł na emeryturę i 1 stycznia 2024 r. założył własną firmę Astrea Consulting. Wszedł też do rady Frontline Foundation, fundacji byłych szefów SKW i ABW, został również wspólnikiem spółki Trzej Muszkieterowie razem z byłymi dziennikarzami TVP Marcinem Tulickim, Michałem Adamczykiem i Michałem Karnowskim.
Do Przemysława Krala trafił przez Telewizję Republika. Cezary Gmyz, dziennikarz tej stacji, potwierdził to w rozmowie z nami: "Tak, przekazałem Kralowi dane kontaktowe Artura Chodzińskiego i na tym się moja rola skończyła". Gmyz wiedział, że nawiązali kontakt, ale - jak pisze - "nigdy nie brał udziału w żadnym spotkaniu Artura Chodzińskiego z Kralem".
Na rozmowę, podczas której chcemy skonfrontować Artura Chodzińskiego z naszymi ustaleniami, umawiamy się 31 lipca. W ostatniej chwili Chodziński zmienia miejsce spotkania. Okazuje się, że specjalnie dla nas wychodzi na chwilę z grilla u Mateusza Morawieckiego, wydarzenia inaugurującego start nowego projektu politycznego byłego premiera.
Temat, o którym chcemy rozmawiać, przekazaliśmy wcześniej. Chodziński wiedział, że będziemy chcieli go raczej konfrontować z naszymi ustaleniami, niż pozyskiwać informacje od niego. Nie zastrzegł też ani wcześniej, ani w trakcie rozmowy, że nie możemy jej wykorzystać. Zażądał poufności dopiero trzy tygodnie później, kiedy - zgodnie z ustaleniami - przesłaliśmy mu kolejne pytania mailem.
W ostatnim mailu, 3 września, były agent CBA informuje: "Ze względu na obecny charakter moich trwających kontaktów z prokuraturą ewentualne odpowiedzi na jakiekolwiek dalsze Panów pytania będą zdecydowanie ograniczone co do szczegółów".
Czy poszedł na współpracę ze śledczymi? Na to pytanie już nie odpowiada.
Sprawiedliwość opuszcza ziemię
Astrea w mitologii to córka Zeusa i Temidy, bogini sprawiedliwości. Według greckich legend w złotym wieku ludzkości Astrea przebywała na ziemi i czuwała nad ludźmi, ale wraz z degradacją moralności i pojawieniem się niesprawiedliwości opuściła ludzki świat. Jej imię symbolizuje sprawiedliwość, czystość i nadejście lepszej epoki.
Lepsza epoka dla Artura Chodzińskiego i jego firmy Astrea Consulting nadeszła 30 czerwca 2025 r. Tego dnia wystawił pierwszą fakturę na czeską spółkę Przemysława Krala Expofer Servis House s.r.o. z Ostrawy. Kwota: 7 tys. euro. Następne faktury co miesiąc, aż do marca 2026 r. wystawiał już na 15 tys. euro. W sumie daje to ponad pół miliona w przeliczeniu na złotówki.
Za co płacił mu Kral?
Podczas rozmowy 31 lipca Artur Chodziński potwierdził co do szczegółu nasze wcześniejsze ustalenia: nawiązywanie relacji z politykami PiS, ale też przygotowywanie raportów dotyczących dziennikarzy.
Potem zaczął zmieniać wersje. "Szczegóły moich relacji biznesowych stanowią tajemnicę handlową i nigdy nie będę o nich informował mediów" - napisał najpierw.
Trzy dni później sam tę tajemnicę uchylił. Praca miała polegać na "wielomiesięcznej analizie bardzo obszernej, liczącej tysiące stron dokumentacji z postępowań sądowych i prokuratorskich oraz rozbudowanych pracach OSINT" (Open Source Intelligence - biały wywiad).
Zastrzegł też: "Moje wynagrodzenie nie było wynagrodzeniem za organizowanie kontaktów politycznych, pośrednictwo w uzyskiwaniu decyzji instytucji państwowych ani jakiekolwiek 'załatwianie' spraw Przemysława Krala przy pomocy takich kontaktów".
Istotnie, Chodziński był Kralowi pierwotnie potrzebny nie do polityki, tylko do sprawy karnej. 28 kwietnia 2025 roku Sąd Apelacyjny w Krakowie prawomocnie skazał Mateusza J. za groźby wobec dziennikarza TVN24 Michała Fui (współautora tego tekstu) i próbę skłonienia go milionem złotych do porzucenia prac nad materiałem o giełdzie BitBay, poprzedniczce Zondacrypto.
Przemysław Kral był również oskarżony w tej sprawie. I w tym samym wyroku Sąd Apelacyjny uchylił uniewinnienie Przemysława Krala i detektywa Marcina S. Skierował ich wątek do ponownego rozpoznania przez I instancję, pod kątem możliwego utrudniania śledztwa. Dla Krala oznaczało to, że zamiast zamknąć sprawę ciągnącą się od 2020 roku, wraca na ławę oskarżonych. I to z oceną sądu odwoławczego, która przesądzała kierunek nowego procesu.
Wytropić dziennikarza
Z naszych ustaleń wynika, że chociaż Przemysław Kral zarządzał dużą giełdą kryptowalut, działał w kilku krajach, obracał milionami złotych, euro i dolarów, to istotną część energii spalał na zajmowanie się dziennikarzami podpisanymi pod tym tekstem. Od 2020 r. wydawał pieniędze i przeznaczał inne zasoby na utrudnianie wykonywania obowiązków zawodowych Michałowi Fui z TVN24, a od 2025 r. doszły do tego wydatki na próby utrudniania pracy Szymona Jadczaka z Wirtualnej Polski, który przez wiele miesięcy dopytywał Krala o jego powiązania z politykami PiS i ich finansowanie.
Z zachowanej korespondencji wynika, że w pewnym momencie Chodziński wysyła Kralowi plik o nazwie FUJSUSZ. W metadanych dokumentu jako autor widnieje "Artur Chodziński".
FUJ to Fuja. Pierwsza część raportu dotyczy reportera "Superwizjera" TVN24. Zawiera prywatne dane dziennikarza, adresy e-mail, numer telefonu komórkowego, adres domowy, listę bliskich znajomych i inne wrażliwe dane.
SUSZ to Suszek. Druga część dokumentu dotyczy bowiem Nicole Suszek, siostry Sylwestra Suszka, twórcy BitBay, z którego wyrosła Zondacrypto, zaginionego w 2022 roku. Jej zdjęcie, adres e-mail i inne wrażliwe dane.
Zapytaliśmy Chodzińskiego o ten dokument. 24 sierpnia napisał kategorycznie: raport "nie zawierał adresu zamieszkania Michała Fui, jego numerów telefonu ani adresów poczty elektronicznej".
26 sierpnia: "Nie pamiętam również, aby przygotowany przeze mnie raport zawierał Pana [Michała Fui - red.] adres zamieszkania. Kopii raportu obecnie nie posiadam, dlatego nie zamierzam formułować w tej kwestii kategorycznych twierdzeń wyłącznie na podstawie pamięci".
28 sierpnia, zapytany, w jaki sposób zdobył wrażliwe dane, odpowiedział: "Nie ukradłem tego adresu. Nie włamałem się nigdzie. Nie skorumpowałem jakiegoś policjanta albo komornika. Wpisałem Pana nazwisko do zaawansowanego oprogramowania, legalnego i dostępnego dla każdego".
31 sierpnia: przy tworzeniu raportu "nie pozyskiwałem ani nie przekazywałem żadnych danych uzyskanych poprzez nieuprawniony dostęp do urządzeń, prywatnych kont, zamkniętych systemów, baz służb ani innych niepublicznych zasobów".
O drugiej analizie dotyczącej już samej Nicole Suszek: 26 sierpnia: "Potwierdzam, że na zlecenie Przemysława Krala przygotowałem taką analizę".
Dwa dni później w "Gazecie Wyborczej" na to samo pytanie odpowiedź jest inna: "Tajemnica kontraktu. Nie mogę ujawnić, czy zlecał coś w tej sprawie".
31 sierpnia znów potwierdza nam, że jest autorem raportu o siostrze Suszka. Rozbieżność tłumaczy "ogólną zasadą nieujawniania zakresu zleceń wykonywanych dla klienta".
Na kogo by tu się powołać?
Każda z historii, które opisujemy poniżej, ma ten sam schemat. Chodziński coś obiecuje, osoby u których miał coś załatwić, zaprzeczają, efekt załatwienia jest zerowy. Czy Chodziński docierał ze swoimi prośbami do ludzi? Tego nie wiemy. Wiemy, że coś obiecywał i nic nie załatwił.
Od pisania raportów zawierających wrażliwe dane dziennikarzy i ich rozmówców Artur Chodziński szybko przeszedł do kontaktowania Krala z politykami.
W piątek (4 września) opisaliśmy kulisy skontaktowania za pośrednictwem Chodzińskiego Przemysława Krala ze Zbigniewem Ziobrą. Wcześniej ujawniliśmy też udział Artura Chodzińskiego w zaaranżowaniu spotkania posła Michała Moskala z Przemysławem Kralem na Ibizie.
Ale usług polegających na wykorzystywaniu politycznych znajomości było więcej.
Artur Chodziński m.in. czterokrotnie powoływał się przed Przemysławem Kralem na wizyty w BBN oraz kontakty i bezpośrednie rozmowy z jego pracownikami.
Zacznijmy od jedynej wizyty, do której rzeczywiście doszło.
Jak przekazało nam Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, jedyna odnotowana wizyta Artura Chodzińskiego miała miejsce 12 listopada 2025 r. W spotkaniu z udziałem ówczesnego szefa BBN Sławomira Cenckiewicza brali udział przedstawiciele Fundacji Frontline: obok Chodzińskiego także Maciej Materka oraz Norbert Loba, a także Bartosz Lewandowski (później zostanie adwokatem Przemysława Krala).
Fundacja Frontline powstała w lutym 2025 r. Współtworzyli ją byli szefowie służb z czasów rządów PiS: Materka i Loba. Chodziński wszedł do rady fundacji, a kilka miesięcy później podjął współpracę z Kralem.
Fundacja zapewnia, że o niczym nie wiedziała.
"Wewnętrzne standardy i procedury Frontline Foundation zobowiązują jej członków do informowania władz fundacji o zamiarze podejmowania innych aktywności zawodowych oraz uzyskania akceptacji w tym zakresie. W przypadku współpracy Artura Chodzińskiego z Przemysławem Kralem obowiązek ten nie został dopełniony. (...) O współpracy pana Chodzińskiego z Przemysławem Kralem władze Frontline Foundation dowiedziały się od osób trzecich. Miało to miejsce w ostatnim tygodniu kwietnia br." - przekazały nam władze fundacji.
W efekcie koledzy zażądali od Chodzińskiego rezygnacji. Złożył ją 30 kwietnia. Pisaliśmy o tym w tvn24.pl na początku lata.
Ale wcześniej Chodziński wykorzystał członkostwo w fundacji, żeby pojawić się w BBN i pochwalić się spotkaniem z jego ówczesnym szefem. Trzy tygodnie po spotkaniu w BBN Chodziński wysyła Kralowi zrzut ekranu. To jego czat z kontaktem zapisanym jako "Sławek Cenckiewicz". Chodziński przesłał wtedy szefowi BBN link do tekstu "Gazety Wyborczej" o tym, jak Cenckiewicz przekonał prezydenta Nawrockiego, żeby podpisał ustawę o kryptowalutach.
Odpowiedź Cenckiewicza do Chodzińskiego: "Nie rozmawiałem o tym z PKN".
PKN to zapewne prezydent Karol Nawrocki. Tekst "Wyborczej" ukazał się 1 grudnia 2025. I tego samego dnia prezydent jednak zawetował ustawę.
Chodziński przekonuje w ten sposób Krala, że ma bezpośrednią linię do szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. I że pyta go o kryptowaluty w chwili, gdy dla giełdy klienta to jest sprawa najważniejsza.
Taśmy
Kolejny przypadek powoływania się przez Chodzińskiego na wpływy/kontakty w BBN to już marzec 2026 r. Wokół Krala i Zondacrypto robi się gęsto. Jeden z funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego z Katowic dzwoni do księgowej Zondacrypto, próbując trochę groźbą, a trochę prośbą namówić ją do współpracy. Przerażona kobieta ucina rozmowę. Ale całość nagrywa. O wszystkim alarmuje Krala. Ten kontaktuje się z delegaturą ABW w Katowicach, żeby przekonać się, czy nie ma do czynienia z przebierańcami. A następnie funkcjonariusz sam do niego oddzwania i stara się wyjaśnić zamieszanie. Te rozmowy też zostają nagrane.
Jak już wspomnieliśmy wyżej, to właśnie o tych nagraniach mógł mówić przed tygodniem prokurator generalny Waldemar Żurek.
I to z tymi taśmami oraz dołączonymi do nich skargami Krala na działalność ABW Artur Chodziński obiecywał pójść w marcu 2026 r. do BBN. A potem jeszcze obiecywał interweniować tam po publikacji dziennikarzy Wirtualnej Polski i Money.pl o faktycznym bankructwie Zondacrypto.
Czy poszedł i komuś coś wręczył? Tego nie wiemy. Ale deklarował Kralowi, że pójdzie.
8 kwietnia o godz. 9.52, dwa dni po publikacji tekstu WP o tym, że są problemy z wypłatą środków z Zondacrypto, Chodziński pisze do Krala wspomnianą na początku tekstu wiadomość i "pierwszej kawie", "doradcy z BBN", Cenckiewiczu i "rozmowie w kuluarach".
Jest też dalszy ciąg tej wiadomości, już bardziej prywatny i dotyczy prośby o przyspieszenie zapłaty.
Według ustaleń TVN24 i Wirtualnej Polski praktycznie wszystko, co pisał, mówił i obiecywał Chodziński w sprawie kontaktów z BBN, zostało przez niego zmyślone.
"Nic o Zondzie nie mówiliśmy"
Sławomir Cenckiewicz pamięta wiadomość, którą Chodziński wysłał Kralowi. "W SMS zaczepił mnie kiedyś o Zondę, jakoś chwaląc. Zareagowałem negatywnie" - odpowiada na nasze pytanie. Mówi, że kontakt był jednorazowy.
Twierdzi, że z byłym agentem CBA nigdy nie spotkał się sam. W BBN widział się z nim raz, razem z szefostwem Fundacji Frontline. "Nic o Zondzie nie mówiliśmy" - zapewnia były szef BBN. O związkach Chodzińskiego z giełdą dowiedział się, jak mówi, niedawno z TVN24. Dodaje jedno: "Słyszałem, że powoływał się na wpływy i ktoś mi mówił, że foto robił przed Pałacem, że niby wchodzi czy wychodzi. Ale to brednie, łatwo sprawdzić te wejścia, bo jest wykaz gości".
Zapytany przez nas o spotkanie w BBN z 12 listopada 2025 r. Bartosz Lewandowski potwierdził swoją obecność. Adwokat przekonuje, że nie reprezentował tam Przemysława Krala, lecz występował jako ekspert współpracujący z Frontline Foundation. Jak twierdzi, rozmowa dotyczyła raportu fundacji o lukach w polskim prawie oraz zagadnień związanych z bezpieczeństwem państwa. Zapewnia jednocześnie, że podczas spotkania nie omawiano ani działalności Zondacrypto, ani spraw związanych z Kralem.
Wykaz gości potwierdza wersję Cenckiewicza.
Tymczasem wersji tej historii przedstawionych nam przez Chodzińskiego jest więcej.
25 sierpnia: "Z Panem Cenckiewiczem nie rozmawiałem ani nie umawiałem z nim spotkania".
31 sierpnia: "12 listopada 2025 r. byłem w BBN na wieloosobowym spotkaniu, które nie miało nic wspólnego z osobą lub działalnością Przemysława Krala".
Kolejne odpowiedzi w skrócie: "Nie znam żadnego doradcy z BBN", "z Panem Cenckiewiczem nie rozmawiałem ani nie umawiałem z nim spotkania", "z KPRP nigdy nie rozmawiałem o Kralu".
Do wizyty 12 listopada 2025 r. przyznał się dopiero, gdy pokazaliśmy mu odpowiedź BBN.
"Czarnek, czyli super"
Kolejną osobą, na którą powoływał się Chodziński, jest kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek.
Pod koniec października 2025 r. Chodziński twierdzi, że ustawia spotkanie z Czarnkiem. "Jutro do południa PCz ostatecznie da odpowiedź czy da radę 9.12 [9 grudnia - red.] czy robimy online". PCz to Przemysław Czarnek. Kral odpowiada: "Ok super".
Do spotkania nie dochodzi.
Kolejny raz nazwisko polityka PiS pojawia się w rozmowach Chodzińskiego z Kralem wiosną. 27 marca 2026 roku Kral pyta Chodzińskiego, czy to prawda, że Czarnek nie chce się z nim spotkać, bo "został ostrzeżony". 24 minuty później Chodziński melduje, że dzwonił do człowieka, którego opisuje jako "prawą rękę Czarnka". Według relacji Chodzińskiego, mężczyzna odebrał w samochodzie, w drodze na spotkanie z rolnikami pod Wysokiem Mazowieckiem. I ten mężczyzna zaprzeczył, by Czarnka ktoś ostrzegł.
Zapytaliśmy byłego ministra edukacji o jego relacje z Chodzińskim. Odpowiedź: "Nie znam, nigdy nie spotkałem się ani nie rozmawiałem z Przemysławem Kralem. Nie znam również Artura Chodzińskiego. Nie otrzymywałem od Przemysława Krala ani osób z nim związanych żadnych propozycji świadczeń, współpracy, wsparcia lub zaproszeń".
Pytany o człowieka nazywanego przez Chodzińskiego "prawą ręką" Czarnka, pisze: "był pracownikiem Ministerstwa Edukacji i Nauki. Pracę tam zakończył przed blisko 3 laty. Nie jest moim formalnym współpracownikiem od tamtego czasu, natomiast co jakiś czas angażuje się w kampanię programową Prawa i Sprawiedliwości, jak wielu młodych wolontariuszy. Nigdy nie mówił mi o rozmowach z Panem Chodzińskim".
31 lipca Chodziński zapytany, czy kontaktował Krala z Przemysławem Czarnkiem, zaprzeczył. O byłym pracowniku resortu Czarnka powiedział, że miał mu zaproponować wyjazd na mecz Ligi Mistrzów, "bo zna się ze sponsorem Atalanty" - dla niego, "jego szefa albo kogoś ze znajomych". Ale ten "pogadał potem z Czarnkiem i wrócił i powiedział, że nie".
Kupiec na giełdę
Chodziński próbował też pomagać Kralowi w interesach. W lutym 2026 r. przyprowadza mu kupca na całą giełdę. "Artur Chodziński zapewniał prezesa giełdy, że ma na Węgrzech układ z ludźmi Viktora Orbána i że premier Węgier zobligował się zainwestować w Zondacrypto" - mówią nam osoby, które pracowały wtedy przy Kralu. Inwestycja miała pójść przez oligarchę, właściciela jednego z węgierskich banków. Chodziński miał przez wiele tygodni utrzymywać, że "działa", "rozmawia", że Węgrzy "wejdą", i wiązać to z kalendarzem wyborczym (wybory 12 kwietnia przyniosły w Budapeszcie zmianę władzy).
"Oczywiście nic z tego nie wyszło" - podsumowuje jeden z naszych rozmówców.
Na początku 2026 roku Kral jeszcze nie wie, że jego doradca tego tematu też nie dowiezie. Zaczyna się od linku do Wikipedii: Sándor Csányi. Prezes OTP Bank, największego banku na Węgrzech, jeden z najbogatszych ludzi w kraju, od lat w kręgu Viktora Orbána. Pod linkiem: "Dokumenty przekazane, opowieść przekazana. Czekamy na kontakt".
Kral, minutę później: "Świetnie". I: "Bardzo dziękuję. OTP Bank, znany. Mamy u nich konto".
Dalej idą meldunki. "Przemku - Węgry. Zadzwoniła dyrektor jakaś od niego. 'Przygotowujemy propozycję mechanizmu finansowego i kilka dodatkowych pytań, prosimy jeszcze o tydzień'". Potem cisza. Kral: "Węgry milczą?". Chodziński: "Naprawdę bombarduję ich od wczoraj, ale ciągle słyszę 'jeszcze trochę, dzisiaj zadzwonimy'. Ja ich ściągnąłem do rozmowy i czuję się za to odpowiedzialny". Kral: "Pamiętaj, że jak tylko trzeba to ja wsiadam i lecę". I dodaje: "Mam też coś dla ZZ więc przy okazji moglibyśmy też załatwić".
Kral nie pisze, kim jest ZZ, ale akurat w tamtym czasie na Węgrzech był Zbigniew Ziobro, który w styczniu 2026 otrzymał azyl od władz w Budapeszcie. Co Kral miał dla niego wiosną 2026 roku, cztery miesiące po ostatnim przelewie dla jego Fundacji Instytut Polski Suwerennej i wstrzymaniu kolejnych przelewów przez bank? Nie wiemy.
Kolejny dzień. Kral: "A Węgry dalej milczą?". Chodziński: "O 17 dzwonię tam. Już mnie to męczy, bo nie lubię być namolnym petentem. Ale trzeba ich cisnąć i tyle". I: "Rozumiem, że wielki pan prezes banku, ale po prostu jak mówią, że się odezwą, to chociaż by mogli napisać, że Pan Prezes przeprasza, ale miał coś bardzo ważnego typu urodziny wnuczki".
W marcu Chodziński przekazuje "bardzo nieoficjalnie" wiadomość, którą sam nazywa "50/50". "JEŚLI utrzymają się 12 kwietnia u władzy to wejdą w to". Tego samego dnia o 16:18 przesyła Kralowi po angielsku: "Drogi Arturze, proszę przekazać panu Kralowi, że jesteśmy wstępnie zainteresowani, ale wszystko zależy od wyniku wyborów". Ale to nie jest kopia maila, a jedynie jego treść.
Kral pyta o węgierskie sondaże. Chodziński: "Czuć nerwowość. Trochę jakby walczyli o życie. Ale jestem dobrej myśli". I: "teraz jest już delikatna przewaga Fideszu".
Ale ostatecznie Fidesz przegrał wybory z Tiszą Petera Magyara. Do inwestycji w Zondę nie doszło, Zbigniew Ziobro też musiał opuścić Budapeszt.
Zapytaliśmy OTP Bank i biuro Sándora Csányiego, czy ktokolwiek z ich strony prowadził takie rozmowy, czy mail do "Arthura" jest autentyczny i kto go wysłał. OTP Bank odpowiedział jednym zdaniem: "Sprawa, o której Pan pisze, jest całkowicie niezwiązana z naszą spółką. Nie mamy w niej żadnego udziału i dlatego nie mamy nic do skomentowania".
Genewa ostatniej szansy
Upadek rządu Viktora Orbana zbiega się czasowo z upadkiem Zondacrypto. Na początku kwietnia 2026 r. po publikacjach o problemach kryptogiełdy traci ona resztki wiarygodności. Kral publikuje oświadczenie, w którym zrzuca winę na media i zaginionego od kilku lat Sylwestra Suszka.
Ostatnia faktura Chodzińskiego dla Krala nosi datę 31 marca 2026 roku: 15 tysięcy euro. Dwa tygodnie później Chodziński wraz z mec. Bartoszem Lewandowskim, któremu Kral płacił za obsługę prawną, jadą spotkać się ze swoim klientem do Genewy. Próbują wyegzekwować ostatnie płatności.
Chodziński o Genewie opowiadał dwa razy, za każdym razem inaczej. Raz mówił, że pojechał tam "kończyć współpracę z panem Kralem, a mec. Lewandowski również w [spotkaniu - red.] uczestniczył". "Wyborczej" powiedział, że pojechał "z prawnikiem", bo klient, jak sądził, szykował się do ucieczki i chciał zabezpieczyć otrzymanie ostatnich pieniędzy.
Ludzie z otoczenia Krala opisują to spotkanie prościej: rozmowa dotyczyła pieniędzy. Chodziński uważał, że Kral jest mu winien 70 tysięcy złotych. Finalnie, według naszych rozmówców, tylko mec. Lewandowski wyjechał z Genewy z kolejną zapłatą.
Lewandowski o Genewie nic nam nie powie. "Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie z uwagi na tajemnicę obrończą" - odpisał. Tajemnica obrończa obejmuje to, czego adwokat dowiedział się, prowadząc obronę w sprawie karnej. Kogo w Genewie bronił, nie napisał.
***
Rozmowę, podczas której Artur Chodziński przyznał się do niemal wszystkich zebranych przez nas informacji o jego współpracy z Przemysławem Kralem odbyliśmy 31 lipca b.r. Przez następne tygodnie weryfikowaliśmy te informacje oraz zbieraliśmy informacje i publikowaliśmy teksty o innych wątkach afery Zondacrypto. 21 sierpnia o godz. 12.30 wysłalliśmy mu mailem kolejne pytania. 24 minuty po ich otrzymaniu Chodziński odpisał, że tamtej rozmowy "nie było". Powołał się na art. 14 ust. 3 Prawa prasowego i zastrzegł ją w całości: cytowanie, parafrazę, opis, przypisanie anonimowemu źródłu i "wykorzystanie tych informacji jako podstawy ustaleń".
Przepis, na który powołał się były agent CBA stworzono, żeby chronić informatorów i sygnalistów. Prawo chroni informacje zastrzeżone przed ich udzieleniem albo w trakcie. Nie pozwala wycofać się po trzech tygodniach z tego, co powiedziało się dziennikarzowi, który się przedstawił i podał temat rozmowy.
I jeszcze jedno - nie uważamy Artura Chodzińskiego za naszego informatora. A część opisanych powyżej faktów może nosić znamiona przestępstwa powoływania się na wpływy. Ujawnienie tych faktów leży w interesie społecznym.
Redagowali Piotr Machajski, Barbara Kasprzycka (WP)