Afera w Szpitalu Południowym. Zandberg: elity zrobiły sobie paśnik
Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła dwa postępowania w sprawie możliwych nadużyć w Szpitalu Południowym. Jedno dotyczy zarobków lekarza, od którego zaczęła się afera, a drugie obejmuje kwestie związane z zarządzaniem placówką.
Według lidera Razem Adriana Zandberga to właśnie ze "złego zarządzania" wyniknęła afera. - Mamy niestety w Polsce patologiczny mechanizm, który polega na tym, że się wyznacza w takich spółkach tak zwane rady nadzorcze i te rady nadzorcze teoretycznie powinny patrzeć na wszystko, wszystkim na ręce i sprawdzać, czy nikt nie kradnie, czy nie ma malwersacji, czy złe rzeczy się nie dzieją - mówił w "Rozmowie Piaseckiego" w TVN24.
Jak dodał, w praktyce "do tych rad nadzorczych są wysyłani ordynarni koryciarze, lokalny aparat polityczny po to, żeby dostawać po kilkadziesiąt tysięcy złotych za nic". - Lokalne elity zrobiły sobie paśnik z tych spółek samorządowych. I to jest, uważam, po prostu skandal, bo mamy do czynienia z tym, że miliony złotych są rozdawane jakimś facetom, którzy jakby dostali dwie kulki, to by jedną zgubili, a drugą zepsuli - komentował gość TVN24 i podkreślił, że dotyczy to wielu innych samorządów w Polsce.
Po ujawnieniu nieprawidłowości w Szpitalu Południowym prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski poinformował o wymianie dotychczasowego składu rady nadzorczej w placówce.
Zandberg: to miał być szpital, który jest oczkiem w głowie władzy
W radzie nadzorczej szpitala była wiceprezydent Warszawy Aldona Machnowska-Góra. Według Zandberga to, że już nie jest jej członkinią, nie rozwiązuje sprawy. - Jakie konsekwencje zostały wyciągnięte, jeżeli ona nadal jest wiceprezydentką Warszawy? - powiedział.
Dopytywany, czy oczekiwałby dymisji wiceprezydentki, odpowiedział: - Dla mnie to jest oczywista oczywistość. Zandberg przekonywał o istnieniu "układu", w którym politycy z Sejmiku Województwa Śląskiego i okolic "są wysyłani, żeby nadzorować spółki w Warszawie, a politycy z Warszawy związani z Koalicją Obywatelską nadzorują spółki poza Warszawą".
We wtorek portal zero.pl opublikował kolejne ustalenia o nieprawidłowościach w Szpitalu Południowym. Szef prosektorium miał "promować" zakład pogrzebowy należący do jego jego wspólniczki i "utrudniać odbieranie ciał zmarłych osób, gdy rodzina chciała skorzystać z usług konkurencji".
Zandberg komentował te doniesienia w TVN24. - Wiele lat temu zdecydowaliśmy się na to, żeby nie wolno było wciskać ludziom w tragicznej sytuacji życiowej usług zakładów pogrzebowych na terenie szpitala. Wszyscy pamiętamy, w jakich okolicznościach te zmiany zostały wprowadzone. Jak się okazuje, coś takiego się tam działo - przypomniał.
W szpitalach zakazane jest reklamowanie świadczeń usług pogrzebowych. Wprowadzenie tego przepisu było reakcją na głośną sprawę "łowców skór" w łódzkim pogotowiu.
- To miał być szpital, który jest po prostu oczkiem w głowie władzy. I pamiętamy, jak Rafał Trzaskowski mówił o tym, jaki jest dumny z tego, jak on jest zarządzany. Widzimy w tym momencie, że to oczko w głowie warszawskiej Platformy Obywatelskiej, którym się tak chwaliła, wygląda tak, że mamy tydzień w tydzień kolejne afery, które dotyczą tego szpitala i kolejne, dziwne historie - kontynuował Zandberg.
Referendum w sprawie Trzaskowskiego? Zandberg: będziemy rozmawiać
Zandberg uczestniczył w ostatnim posiedzeniu warszawskich radnych, w trakcie którego Trzaskowski informował o sytuacji w Szpitalu Południowym w Warszawie. - Myślałem, że prezydent Trzaskowski przyjdzie na tę radę miasta, wskaże osoby, które ponoszą odpowiedzialność za te patologie i poinformuje nas wszystkich, że te osoby honorowo złożyły dymisję. A tymczasem zobaczyłem ekipę, która była bardzo zadowolona z siebie i niektórych, którzy wręcz mówili, że po prostu nic się nie stało - skomentował poseł.
Pytany, czy władze miasta odpowiadają za wysokie zarobki Kacprzyka, Zandberg odparł: - Za co odpowiadają, to za to, że publiczne pieniądze były marnowane i nikt tego nie zauważył.
Konrad Piasecki pytał lidera Razem, czy jego partia będzie uczestniczyła w zbieraniu podpisów pod ewentualnym wnioskiem o referendum w sprawie odwołania Trzaskowskiego. - Z referendum jest tak, że łatwiej jest ogłosić […] Trudniej te podpisy zebrać, więc trzeba do tego podchodzić w sposób strategiczny - odpowiedział Zandberg. - Nasza organizacja warszawska będzie o tym rozmawiać - przyznał.