Radni domagali się szczegółów audytu. Trzaskowski: nie ma faktów, bo są wyjaśniane

Rafał Trzaskowski na sesji Rady Warszawy
Trzaskowski o zgłoszeniu byłego ordynatora Szpitala Południowego
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: PAP/Radek Pietruszka
Wyjaśnienia prezydenta stolicy w sprawie Szpitala Południowego wywołały awanturę na sesji Rady Warszawy. Opozycja domagała się ujawnienia szczegółów audytu i odwołania zastępców Rafała Trzaskowskiego. Pojawiły się wzajemne oskarżenia o zamiatanie afer politycznych pod dywan.

Pierwszym punktem porządku obrad - na wniosek Koalicji Obywatelskiej - była informacja prezydenta na temat Szpitala Południowego oraz innych miejskich placówek medycznych.

Prezydent Rafał Trzaskowski przypomniał chronologię zdarzeń i ocenił, że sytuacja wokół Szpitala Południowego wywołała "kryzys zaufania". - To musi zostać wyjaśnione do spodu, bez żadnych "ale", bez zamiatania czegokolwiek pod dywan - zapewnił Trzaskowski. - Jeżeli te zarzuty się potwierdzą, wszystkie osoby odpowiedzialne muszą ponieść konsekwencje - dodał.

Zapowiedział jednocześnie, że jeśli audyt w Szpitalu Południowym lub postępowanie prokuratury ujawnią nieprawidłowości w postępowaniu jego zastępców "nie będzie się wahał ani sekundy" z decyzją o ich odwołaniu.

- Czekam, tak jak cała opinia publiczna, na postępy z działania prokuratury - mówił. - Rozumiem emocje, rozumiem chęć politycznej gry. Ale tu chodzi o ustalenia faktów i dowody na to, czy opisywane sytuacje miały miejsce - zastrzegł Trzaskowski.

"Nie wiem, dlaczego były ordynator czekał tyle czasu"

Prezydent odniósł się także do kwestii oskarżeń formułowanych przez byłego ordynatora Szpitala Południowego Emila Jędrzejewskiego. Według relacji lekarza, w szpitalu miało dochodzić do nieprawidłowego wykonywania procedur, fałszowania dokumentacji medycznej, a także podejmowania przez Dawida Kacprzyka działań bez właściwego nadzoru.

Jak poinformował Trzaskowski, w ramach wewnętrznej kontroli nowego zarządu szpitala stwierdzono, że 23 lipca 2025 roku były ordynator złożył pismo na ręce ówczesnej prezes szpitala.

- Czyli wykonał pierwszy krok, żeby zwrócić uwagę na występujące jego zdaniem nieprawidłowości. Ale po pierwsze: w zgłoszeniu brakowało podpisu ordynatora i członków zespołu, którym kierował, a który został wskazany jako zgłaszający - wskazał prezydent.

Dodał, że zgłoszenie "nie zawierało faktów, których wymagało prawo, pozwalających na wszczęcie postępowania weryfikacyjnego". - Nie zawierało żadnych informacji odnoszących się do zgonów - podkreślił.

- Nie wiem, dlaczego były ordynator czekał tyle czasu, żeby opowiedzieć o tym w wywiadzie internetowym. Nie rozumiem, dlaczego nie tylko nie wykorzystał ścieżki przewidzianej w ustawie dla sygnalistów. Po prostu milczał przez dziewięć miesięcy po odejściu ze szpitala. Milczał mimo obowiązku spoczywającym na nim w ramach Kodeksu karnego, Kodeksu Etyki Lekarskiej i pełnionej funkcji ordynatora, dopuszczając w tej sposób do sytuacji, której jesteśmy świadkami - mówił Trzaskowski.  

"Ta sprawa musi zostać wyjaśniona do spodu"

Po Rafale Trzaskowskim głos zabrała jego zastępczyni Renata Kaznowska, odpowiadająca w ratuszu za zdrowie. Jak wyliczyła, miejskie placówki medyczne zatrudniają ponad 16 tysięcy osób, z czego ponad cztery tysiące stanowią lekarze. W trakcie długiego wystąpienia przedstawiła zasady funkcjonowania miejskich lecznic w zakresie organizacji pracy, kolejności przyjmowania pacjentów, rozliczania czasu pracy, wynagrodzeń i rekrutacji pracowników.

Do sprawy Szpitala Południowego odniosła się w dwóch zdaniach. - Przypadek jednego lekarza położył się cieniem na wszystkie miejskie szpitale i ochronę zdrowia. Dlatego ta sprawa musi zostać wyjaśniona do spodu, bo zaufanie do ochrony zdrowia i kadr medycznych jest najważniejszą wartością - powiedziała Kaznowska.

Z kolei wiceprezydent Tomasz Mencina przekonywał, że udział urzędników w radach nadzorczych spółek, w których udziały ma miasto, jest zgodny z konstytucją. Wyliczał, że w 2024 roku odbyło się 12 posiedzeń rady nadzorczej Szpitala Południowego, w 2025 - 13, a do 24 czerwca - sześć. - Te dane pokazują, że spółka wypełniała swoje obowiązki łącznie ze sprawozdaniami i raportami - zaznaczył Mencina.

Po zakończeniu wystąpień prezydenta i jego zastępców przewodniczący klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości Dariusz Figura złożył wniosek formalny o minutę przerwy, żeby "dobudzić i docucić radnych". Jak ocenił, to, co zaprezentowali, było kpiną i wyglądało jak odczytanie konspektu przygotowanego przez sztuczną inteligencję.

Sytuacja Szpitala Południowego zdominowała Radę Warszawy
Źródło: TVN24

Szef klubu KO o ewentualnej protekcji Dawida Kacprzyka

- Rada miasta ma obowiązek dopilnować, żeby sprawa nie została zamieciona pod dywan - oświadczył Jarosław Szostakowski, przewodniczący klubu KO. Zapowiedział, że komisji rewizyjnej zostanie zlecona kontrola w Szpitalu Południowym.

Jak zaznaczył Szostakowski, jeśli okaże się, że ktokolwiek z członków Koalicji Obywatelskiej dawał polityczną osłonę Dawidowi Kacprzykowi, nie będzie dla takiej osoby miejsca w strukturach partii. Dodał, że radni KO sprzeciwiają się uprzywilejowanemu traktowaniu pacjentów ze względu na ich stanowisko, przynależność partyjną czy znajomości.

- Nic nie wskazuje, żebyśmy mieli do czynienia z podobnym mechanizmem w innych miejskich podmiotach leczniczych. Obowiązkiem rady jest to zweryfikować - powiedział.

PiS: są małe szanse na wyjaśnienie tej sprawy

Przewodniczący PiS w Radzie Warszawy Dariusz Figura podkreślił, że "afera zaczęła się w zeszłym roku". - Wiemy już, że pan prezydent miał szansę wiedzieć o tej aferze, ale z tej wiedzy nie chciał skorzystać - powiedział.

Radny PiS zarzucił Trzaskowskiemu i Kaznowskiej, że nie odnieśli się do kwestii związanych z rzekomym kontaktowaniem się Dawida Kacprzyka z nimi. Takie zdania padły w wywiadzie udzielonym przez Emila Jędrzejewskiego w Kanale Zero.

Dalej Figura stwierdził, że "kosmiczne" warunki, na jakich zatrudniony był Kacprzyk, nie mogłyby stać się faktem bez przyzwolenia politycznego. Według radnego, wszystkie ujawnione nieprawidłowości w tej placówce nie mogły się odbyć bez przyzwolenia na najwyższych szczeblach partyjnych.

- Problem polega na tym, że w całym systemie stworzonym przez Koalicję Obywatelską są małe szanse na wyjaśnienie tej sprawy. Pan prezydent chce, żeby jego służby kontrolne de facto kontrolowały jego i Renatę Kaznowską. Które służby się odważą? - pytał retorycznie Figura.

Przewodnicząca klubu Lewica-Miasto Jest Nasze Agata Diduszko-Zyglewska prosiła prezydenta Warszawy o szczegóły dotyczące audytu w Szpitalu Południowym. - Oczekiwałam, że dowiemy się, co ten audyt zawierał - przyznała.

Z kolei Sebastian Kaleta, poseł PiS, zaapelował do radnych Koalicji Obywatelskiej o oświadczenia, dotyczącego tego, czy byli kiedykolwiek specjalnie traktowani na SOR w Szpitalu Południowym. - Tego wymaga zwyczajna uczciwość - stwierdził.

Głos zabrali także inni parlamentarzyści: Piotr Gliński (PiS), Adrian Zandberg (Razem), Anna Maria Żukowska (Nowa Lewica), Dorota Łoboda (KO), Magdalena Roguska (KO).

Trzaskowski odpowiada na zarzuty radnych

- Nie ma faktów w tej sprawie, bo one są wyjaśniane - bronił swojego wystąpienia Rafał Trzaskowski.

Jak podkreślił, jedyne co zostało ustalone to fakt, że "jeden lekarz rzeczywiście postępował w sposób nieuczciwy". - Pojawiły się różnego rodzaju doniesienia medialne. To, czy są prawdziwe, wyjaśni prokuratura i NFZ. Być może na część z tych pytań odpowie audyt. Ale mamy o wiele silniejsze instytucje, które będą tę sprawę wyjaśniać - zastrzegł.

Prezydent odniósł się też do zarzutów ze strony polityków PiS. - Wierzyć się nie chce, że ktoś może być takim hipokrytą - powiedział Rafał Trzaskowski.

Jak mówił, po ujawnieniu afery zostały podjęte bardzo konkretne decyzje: zwolnił zarząd szpitala i radę nadzorczą, złożył zawiadomienia do prokuratury.

- Podjąłem decyzję, żeby nie było polityków w radach nadzorczych spółek medycznych żeby nie było cienia wątpliwości, że jakikolwiek aspekt polityczny miałby wpływać na wyjaśnianie tej sytuacji. Nie słyszałem, żeby takie decyzje podejmowali inni politycy - stwierdził.

Przedstawiciele ratusza zadeklarowali, że wyniki audytu mają być znane do końca lipca. - Badamy grafiki, faktury, organizację pracy SOR, ewidencjonowanie rozliczania czasu pracy, dyżury, dodatki. Pracujemy intensywnie, dokładając wszelkiej staranności - mówiła Magdalena Soszyńska-Kamieniecka, dyrektorka biura audytu wewnętrznego stołecznego ratusza.

- Pojawiają się dodatkowe wątki. O ile będą wymagały szczegółowego zbadania, wówczas to może trwać dłużej. Ale zakładamy koniec lipca jako wiarygodną datę - zapowiedziała.

"Nie jest tak, że ten system kompletnie nie działa"

Rafał Trzaskowski odniósł się także do kwestii miejskich spółek. Jak powiedział, zawsze będą się rodziły pytania, gdzie stawiać granice, kto ma w nich zasiadać. - To, żeby byli w nadzorze urzędnicy miejscy, jest głęboko zasadne, bo świetnie się na tym znają. Państwo poddali pod wątpliwość większość osób, które w radach nadzorczych zasiadają, nawet jeśli nie mieli nic wspólnego z polityką - powiedział prezydent Warszawy.

Mówił też o systemie zgłaszania nieprawidłowości do urzędu miasta. - Nie jest tak, że ten system kompletnie nie działa. Zgłoszenia są poważnie traktowane, jeżeli odnoszą się do poważnych kwestii - dodał.

Po licznych pytaniach radnych o znajomość władz miasta z Dawidem Kacprzykiem głos zabrała ponownie Renata Kaznowska. - Pan Kacprzyk pracował w spółce prawa handlowego, nie znajdował się w mojej podległości. Nigdy nie spotykałam się z panem Kacprzykiem na gruncie prywatnym. Jeśli pan Kacprzyk powoływał się na mnie, to powinien mnie przeprosić - zaznaczyła.

Przewodnicząca rady: nigdy nie byłam w saloniku VIP

Na początku sesji radni Prawa i Sprawiedliwości wnioskowali o dodanie do porządku obrad punktu, który dotyczył odwołania przewodniczącej Rady Warszawy Ewy Malinowskiej-Grupińskiej. Powodem były sugestie, jakoby była ona jedną z osób, które skorzystały z "saloniku VIP" w Szpitalu Południowym. Radni zastrzegli jednak, że wycofają się z tej propozycji, jeśli sama zainteresowana odniesie się do sprawy i tak też postąpili.

- Od tygodnia żyję w obszarze insynuacji. Nigdy nie byłam w żadnym saloniku. Pierwszy raz usłyszałam, że jest takie miejsce w Szpitalu Południowym z doniesień medialnych - oświadczyła Ewa Malinowska-Grupińska.

PiS chciał też odwołania wiceprzewodniczącej Rady Warszawy Ewy Janczar, która jest członkinią zarządu Szpitala Bródnowskiego, gdzie zatrudniony był Dawid Kacprzyk. Po głosowaniu punkt ten nie został jednak wprowadzony do porządku obrad.

Opozycja chciała dymisji

Na początku Radni Prawa i Sprawiedliwości wnioskowali również o dodanie do porządku obrad sesji absolutoryjnej punktów zgłoszonych na sesję nadzwyczajną. Chodziło m.in. o stanowiska w sprawie wezwania do dymisji wiceprezydentek Renaty Kaznowskiej (odpowiedzialnej za ochronę zdrowia), Aldony Machnowskiej-Góry (byłej członkini rady nadzorczej Szpitala Południowego) i wiceprezydenta Tomasza Menciny (nadzorującego miejskie spółki).

- To, jak się zajmowali Szpitalem Południowym, pokazuje, jakie mają kompetencje do zarządzania miastem - skomentowała radna PiS Alicja Żebrowska.

Zdecydują o absolutorium

Radni zdecydowali w czwartek w sprawie zlecenia Komisji Rewizyjnej kontroli w Szpitalu Południowym oraz o wotum zaufania wobec prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego po rozpatrzeniu "Raportu o stanie miasta" i absolutorium w związku z wykonaniem budżetu za 2025 rok.

Po zakończeniu sesji absolutoryjnej, na wniosek radnych opozycji, odbyła się sesja nadzwyczajna.

Źródło: tvnwarszawa.pl
Czytaj także: