W Krakowie zakończyło się referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Jak wynika z badania exit poll, przeprowadzonego przez Ogólnopolską Grupę Badawczą na zlecenie Polsat News, w referendum wzięło udział 33,4 procent mieszkańców, a 97,8 procent osób opowiedziało się za odwołaniem prezydenta. - Wygląda na to, że Miszalski utraci swoje stanowisko - mówił reporter TVN24 Mateusz Półchłopek w programie "W kuluarach" w TVN24. Wyjaśnił, że przeciwnicy zarzucali Miszalskiemu kolesiostwo, zadłużanie miasta, podniesienie cen biletów komunikacji miejskiej, wydłużenie godzin obowiązywania strefy płatnego parkowania. - Były też kwestie wizerunkowe, bo Miszalski zasłynął nagraniem, na którym tańczył na dachu magistratu - dodał Półchłopek. Monika Waluś z portalu Onet stwierdziła, że ta sytuacja będzie miała dużo konsekwencji dla ogólnopolskiej polityki. - Była duża niepewność, jak potoczą się losy referendum. W lokalnej KO panowało przekonanie, że nie wydarzy się nic złego, nie było planów, co może wydarzyć się po odwołaniu prezydenta, ale mamy też przekonanie, że nowego kandydata wskaże Donald Tusk, więc może z tego wynikał też brak "planu b" - powiedziała Waluś. Zaznaczyła, że PiS nie było mocno zaangażowane w kampanię referendalną, a "pierwsze skrzypce" grały Konfederacja i Ruch Narodowy.<br/><strong>Pozostałe wątki rozmowy:</strong><br/> <br/>- Kilometrówki i inne wydatki posłów i senatorów<br/>- Jak Zbigniew Ziobro dostał się do USA?<br/>- Zakaz sprzedaży alkoholu w Sejmie<br/>- Fałszywy alarm i służby w domu rodziny prezydenta<br/>- Sukces nowej zbiórki Łatwoganga