Doświadczenie wyniesione z Formuły 1 nie gwarantuje sukcesu w wyścigach długodystansowych - podkreślał na konferencji prasowej Robert Kubica, który 15 czerwca za kierownicą Ferrari w barwach zespołu AF Corse zwyciężył w legendarnym 24-godzinnym wyścigu Le Mans. Jego specyfika wymaga szeregu umiejętności, których nie sposób nabyć, ścigając się konwencjonalnie - mówił polski kierowca. W kontekście różnic szczególny nacisk położył na odpowiednie gospodarowanie zasobami organizmu, odporność na długotrwały stres, ale również zdolność do przewidywania reakcji kierowców znacznie wolniejszych aut, startujących w niższych klasach, które najszybsi kierowcy muszą wielokrotnie wyprzedzać. Problematyczne okazują się też prozaiczne okoliczności, takie jak zachodzące słońce czy rozpryskujące się na szybie owady. - W samochodzie wyścigowym nie ma spryskiwaczy, nie można zwolnić i umyć szyby - tłumaczył Kubica. Nawiązując do przebiegu swojej wyścigowej kariery, Polak określił zwycięstwo z Le Mans mianem "jednego z większych sukcesów", zaznaczając, że było ono możliwe dzięki wieloletniemu doświadczeniu w różnych seriach wyścigowych. Podkreślił ponadto, że - choć skończył 40 lat - czuje się w doskonałej formie i zamierza nadal rozwijać się jako kierowca. Wyraził jednocześnie ubolewanie, że w Polsce sporty motorowe są wciąż postrzegane jako "niesport". - Co to za problem, każdy może jeździć samochodem. Otóż nic bardziej mylnego. To wymaga pracy, przygotowań i sporego wysiłku - przekonywał.