-Bo skoro wrogowie demokracji zgodzili się przegrać wybory, nie zdelegalizowali konkurencji, nie aresztowali swoich przeciwników, znaczy to, że zrobili to po coś: wybory były prowokacją, która zakończy się wielką rozprawą z przeciwnikami krwawych Kaczorów.
W lęku czekam na zapowiadane przez Kazimierza Kutza wieści o aresztowaniu Adama Michnika, którego owej powyborczej nocy nie obudzi jak zwykle mleczarz, tylko PiS-owscy siepacze - drwi Wildstein i kontynuuje: Dla młodszych czytelników: mleczarz jest to ktoś budzący Michnika i jego przyjaciół. Ongiś tzw. mleczarze, wcześnie rano, dostarczali pod drzwi zamówione mleko. Jeśli nie znajdowali pustych szklanych butelek, domagali się ich natarczywie, budząc gospodarzy.
Mleczarzy i szklanych butelek nie ma już w Polsce od parudziesięciu lat, ale Michnik i jego naśladowcy ciągle domagają się, aby budzili ich właśnie oni, a nie prawicowi oprawcy. Problem w tym, że istnieją identyczne szanse na doczekanie tak jednych, jak i drugich. Być może więc Michnik et consortes nie obudzili się ciągle?
Gdy jednak kolejnego poranka, przecierając oczy, nie dostrzegam na ulicach czołgów, a lider PO ma formować rząd, zaczynam domniemywać, że jednak nie jest to żaden podstęp. PiS oddaje rządy. Zaczynam rozumieć.
Źródło: Rzeczpospolita