We wtorek Ferrari stracił na zamknięciu handlu na giełdzie w Mediolanie 8 proc., z kolei w Nowy Jorku 5 proc. We Włoszech pojedyncza akcja kosztuje 284,05 euro.
Leon XIV testował Luce
W środę luksusowa marka zaprezentowała pierwszy w pełni elektryczny samochód - model Luce ("światło" po włosku). Model różni się wyglądem od typowego auta Ferrari - jest pierwszym w historii pięcioosobowym pojazdem od firmy. Samochód napędzany jest silnikiem elektrycznym, przez co osiąga prędkość maksymalną 310 km/h. Jego cena osiągnie ponad 500 tys. euro.
We wtorek szef firmy Benedetto Vigna zaprosił na prezentację Luce w Rzymie papieża Leona XIV. Najwyższy hierarcha Kościoła Katolickiego zasiadł w pojeździe i otrzymał w prezencie kierownicę.
Nie zmienia to faktu, że internauci nie są jednoznacznie nastawieni do auta z powodu zmiany jego charakterystycznego wyglądu. Na platformie X pojawiają się komentarze, że samochód powinien trafić "prosto na złomowisko". Inne osoby określają je jako "absolutnie mistrzowską lekcję designu", która "zmienia zasady gry".
Akcje spadają od roku
W pełni zasilany elektrycznie samochód zostanie wypuszczony na rynek, mimo że Ferrari wcześniej wykluczało takie posunięcie co najmniej do 2028 r., zamiast tego decydując się na produkcję aut hybrydowych. Na świecie rosną obawy co do pojazdów EV, a producenci, jak Ford i Volkswagen, stawiają ponownie na samochody benzynowe. Popyt na elektryki jest słaby, ponadto firmy motoryzacyjne dodatkowo zniechęciły zmiany regulacyjne wprowadzone przez prezydenta USA Donalda Trumpa, który ograniczył zachęty dla nabywców aut EV.
W ciągu ostatniego roku akcje Ferrari straciły ponad 30 proc. To kolejny przykład załamania koniunktury w branży marek luksusowych. Coraz szybciej rosnąca inflacja na całym świecie osłabia popyt na prestiżowe towary.