Szef MSWiA Marcin Kierwiński poinformował w środę w TVN24, że w sprawie fałszywych alarmów zatrzymano trzy osoby. Mówił, że "to są dwudziestolatkowie". - To są osoby, które już miały problemy z prawem w tego typu kwestiach - dodał.
Tusk apeluje po fałszywych alarmach: nie róbcie tego
Sprawę zatrzymań skomentował przed wylotem do Londynu premier. Zapewniał, że rządowi zależało na jak najszybszym wykryciu sprawców. - Sprawa jest poważna, bo są bardzo poważne konsekwencje tego typu działań. Sprawcy są bardzo młodzi, prace trwają, będą kolejne zatrzymania - poinformował.
- Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z dobrze zorganizowanymi grupami młodych ludzi, którzy, czy to dla "fejmu", czy to dla osobistej satysfakcji, nie z pobudek ideologicznych czy partyjnych, dopuszczali się już takich rzeczy w przeszłości - dodał Tusk.
Powiedział, że policja "jest na tropie" i "lada chwila będzie dotyczyło to sprawców tego ostatniego zdarzenia, jakim było fałszywe zawiadomienie o pożarze w mieszkaniu rodziny prezydenta Nawrockiego".
- Każdy, kto ma zamiar bawić się w taki sposób, musi mieć świadomość, że my technicznie będziemy zdolni do identyfikacji sprawców i jestem przekonany, że prokuratura i sądy będą traktowały bardzo poważnie tego typu przestępstwa - powiedział.
Jak mówił premier, "to jest przestępstwo, za które można pójść siedzieć na długie, długie lata do więzienia". - Zwracam się do wszystkich, którym taki pomysł wpada do głowy. Nie róbcie tego, szkodzicie państwu polskiemu, szkodzicie potencjalnym ofiarom prawdziwych zdarzeń i przede wszystkim weźcie to wszyscy sobie naprawdę tak do serca - pójdziecie siedzieć, jeśli będziecie robić takie rzeczy - podkreślił szef rządu.
Siemoniak: trzeba dać czas, żeby wyjaśnić wszystkie sprawy
Zatrzymania w sprawie fałszywych alarmów komentował w Sejmie minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak. - Jest to duże osiągnięcie policji, także trzeba tu bardzo docenić skuteczność, natomiast dać trochę czasu, żeby wszystkie sprawy wyjaśnić, wszystkie sprawy dokładnie zbadać - mówił.
Mówił też o zarzutach opozycji, która twierdzi, że rządzący zbyt wolno działają w tej sprawie. - Opozycja latami nie potrafiła - obecna opozycja, wcześniej rząd PiS-u - wykryć tych, którzy straszyli córkę Pawła Wojtunika, więc lepiej, żeby zamilkli w tej sprawie - powiedział. Odniósł się do sprawy ataków na telefon córki byłego szefa CBA.
- Jest to świetne działanie policji i doceńmy, że mamy tak dobrych fachowców - podsumował Siemoniak.
Gawkowski: najbliższe dni mogą zaskakiwać
O sprawie mówił w Sejmie też wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski. - Nikt nie może czuć się bezpieczny, bo śledztwo jest rozwojowe - zauważył.
- Myślę, że najbliższe dni mogą zaskakiwać, bo wydaje się, tak jak też wskazuje prokuratura, że mamy do czynienia z większą grupą, która po prostu chciała sobie zrobić żarty z państwa, a przez to doprowadziła do kryzysu, bo nadużyła zaufania obywateli do służb - mówił Gawkowski.
Minister zapewnił, że "każdy, kto uważa, że może wystawić państwo na próbę i zgłaszać fałszywe alarmy, będzie karany i to wieloletnim więzieniem". - Chciałbym poinformować wszystkich, którzy uważają, że będą w sprawach fałszywych alarmów bezkarni - państwo was dopadnie i zapłacicie za to karę, bo sądy będą za to surowo karały - powiedział.
Zatrzymania w związku z fałszywymi alarmami
Kierwiński mówił wcześniej w TVN24, że wobec jednej z zatrzymanych osób jest już zastosowany areszt, wobec drugiej jest wniosek aresztowy, a trzecia osoba to "świeże zatrzymanie". Minister potwierdził ustalenia dziennikarza tvn24.pl Roberta Zielińskiego i reportera "Superwizjera" Macieja Dudy, którzy informowali we wtorek, że w sprawie fałszywych alarmów doszło do pierwszych zatrzymań.
Później reporter "Superwizjera" Maciej Duda przekazał, że kolejny podejrzany z grupy został aresztowany na trzy miesiące, a następnie potwierdziła to prokuratura.
W sobotę 23 maja służby siłowo weszły do mieszkania w Gdańsku należącego do matki prezydenta Karola Nawrockiego. Straż pożarna zdecydowała się wyłamać zamki drzwi w związku ze zgłoszeniami o zagrożeniu życia. Te okazały się nieprawdziwe.
Kilka dni wcześniej policja interweniowała - tak samo po fałszywym, jak się okazało, alarmie - w mieszkaniu szefa Telewizji Republika Tomasza Sakiewicza oraz na warszawskiej posesji prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego. O interwencji służb przed blokiem, w którym mieszka, informował też były szef BBN Sławomir Cenckiewicz.