Światowe kino 2025 roku mieniło się pełną paletą emocji i wielokrotnie umacniało mnie w przekonaniu, że sztuka filmowa ma się świetnie, nawet jeśli musi mierzyć się z szeregiem wyzwań. W minionych 12 miesiącach do polskiej dystrybucji kinowej trafiło sporo tytułów budzących prawdziwy zachwyt. Te najważniejsze - niezależnie od tego, czy były to horrory, komedie, tragifarsy czy dramaty obyczajowe - z niezwykłą intensywnością przyglądały się kondycji współczesnego człowieka. Ich twórcy i twórczynie stawiali pytania o kwestie najważniejsze, niejednokrotnie przypominając o zbrodniach z przeszłości jako przestrodze na przyszłość.
Wybór najważniejszych, najlepszych, najciekawszych czy najbardziej zaskakujących filmów roku nigdy nie jest łatwy. Postawiłem na te, które mimowolnie przychodzą na myśl razem z pytaniem: jakie filmy pamiętasz z 2025 roku? Przywołując filmy kończącego się roku, myślę przede wszystkim o dziele Paula Thomasa Andersona "Jedna bitwa po drugiej". Ale nie tylko. Sięgnąłem w sumie po 15 tytułów, które można byłoby określić jako najważniejszy, najciekawszy, najbardziej zaskakujący, najbardziej szalony, najodważniejszy, najczulszy, najlepszy i tak dalej. Wszystkie są "jakieś" i jednocześnie wszystkie na swój własny sposób prezentują uniwersalną siłę kina.
"Bugonia", reż. Yorgos Lanthimos
Grecki filmowiec Yorgos Lanthimos w ostatniej dekadzie wielokrotnie udowodniał, że jest twórcą wybitnym. "Lobster", "Faworyta" czy "Biedne istoty" - to tylko niektóre tytuły, które ugruntowały jego pozycję w światowej czołówce. W tym roku do polskich kin wrócił z "Bugonią" - filmem wyjątkowym, nawet jeśli nie jest to najwybitniejszy przejaw niezwykłego talentu Lanthimosa. "Bugonia" to jedno z najciekawszych dzieł ostatnich lat, wpisujących się w nurt mizantropijnych. Co to mizantropia? To niechęć i pogarda dla ludzkości jako ogółu, które w historii kultury łączyły się z bardzo ponurym poczuciem humoru. To właśnie za pomocą dosadnych satyr i fars, gros wybitnych twórców odcinało się od marności ludzkości i budzącej wstręt i odrazę zakłamanej natury człowieka.
W "Bugonii" nie ma postaci jednoznacznie dobrych lub złych, a wszyscy są jednakowo warci siebie. Grek zastanawia się nad źródłami ludzkiego zła i jednocześnie nie próbuje go ani usprawiedliwiać, ani romantyzować. Zmusza "jedynie" do refleksji nad tym, jak każdy z nas tworzy sobie uproszczone oceny i systemy wartościowania o płaskoziemcach, denialistach klimatycznych, wyznawcach najróżniejszych teorii spiskowych, kapitalistycznych krwiopijcach, ludziach polityki, biznesu czy świata rozrywki. Jest coś zaskakującego i pociągającego w tym, z jaką lekkością filmowiec odzwierciedla ułomności czy to osobowościowe, emocjonalne, intelektualne, czy moralne, a zarazem potrafi dostrzec resztki wyjątkowości i szlachetności ludzkiego gatunku.