Burza przetoczyła się nad Wyspami Brytyjskimi w czwartek i piątek. Lokalnie agencja Met Office wydała najwyższe, czerwone alerty pogodowe, oznaczające bezpośrednie zagrożenie dla życia. Niebezpieczna sytuacja panowała w Kornwalii, gdzie wiatr wyrządził największe szkody.
Administracja hrabstwa przekazała, że burza była "jedną z najgroźniejszych", jakich Kornwalia doświadczyła "od niepamiętnych czasów". Ekipy pracowały przez całą dobę, aby usunąć powalone drzewa i przeprowadzić naprawy uszkodzonej infrastruktury.
Ofiara śmiertelna na Wyspach
Mężczyzna znajdujący się w przyczepie kempingowej, na którą spadło powalone drzewo, jest pierwszą w Wielkiej Brytanii ofiarą śmiertelną burzy Goretti, przechodzącej przez Europę Zachodnią - poinformowała w sobotę policja. Do tragedii doszło w miejscowości Magwan w Kornwalii na południowym zachodzie Anglii. Służby ratunkowe zostały wezwane na miejsce zdarzenia w czwartek wieczorem, a w piątek przeprowadzono prace mające na celu usunięcie drzewa.
W sobotę rano operator sieci energetycznych National Grid podał, że w kraju bez prądu wciąż pozostawało prawie 30 tysięcy domów, z czego 28 tys. w południowo-zachodniej Anglii. W związku ze śniegiem i oblodzeniem na terenie niemal całej Wielkiej Brytanii do sobotniego południa obowiązywały ostrzeżenia koloru żółtego, czyli najniższego.
Burza Goretti przyczyniła się także do śmierci jednej osoby w Hiszpanii. W San Sebastian 81-letni mężczyzna wskutek silnego porywu wiatru wpadł do rzeki. Silny wiatr wyrządził sporo szkód we Francji, głównie w Normandii - w sobotę rano wciąż próbowano przywrócić zasilanie ponad 95 tysiącom odbiorców. Do usuwania skutków żywiołu zaangażowano strażaków z całego kraju.
Autorka/Autor: ast/dd
Źródło: PAP, BBC
Źródło zdjęcia głównego: ENEX